Kategoria: Artykuły z czasopisma
„Bardzo długo nie mogłam napisać reportażu o przeprawie przez Zalew Wiślany. Dlatego że przez cały czas miałam w głowie jeden obraz – ludzi idących po lodzie. I myślałam, że nie chcę od tego obrazu zaczynać, bo to jest takie oczywiste. Ale po tygodniu się poddałam. Ten obraz nie dawał się zamazać w mojej głowie. I pomyślałam sobie, no dobra, może tak trzeba, i trzeba się z tym pogodzić. Bo, ja zawsze tak myślę, co z tego, że to jest oczywiste, skoro jest dobre”. (O pracy nad ksiażką Rok 1945. Wojna i pokój).
Na trzech rzeczach znają się wszyscy Polacy – na polityce, na piłce nożnej i na historii. Nasza znajomość polityki to temat, którego na tych łamach nie wypada poruszać, bo obowiązuje pewne decorum. Znajomość piłki nożnej jest powszechna i dogłębna, ale jak pokazują kolejne porażki reprezentacji i drużyn ligowych – wyłącznie teoretyczna. Natomiast naszej znajomości historii nikt nie jest w stanie zweryfikować, podobnie jak trwających od jakichś 200 lat sporów o jej interpretację.
Znane przysłowie mówi, że każdy żołnierz nosi buławę w plecaku. Pozazdrościć. Bo z pewnością nie każdy uczeń nosi w plecaku laur olimpijski. Długie lata pracy z uczniami, wymiana doświadczeń z nauczycielami utwierdziły mnie w przekonaniu, że olimpijczykiem trzeba się urodzić. Ale to dopiero początek drogi wypełnionej ciężką, twórczą i odtwórczą pracą ucznia i jego nauczyciela – mistrza.
Końca nie widać, początek też trudno zobaczyć. Zadanie tym trudniejsze, że żyję w mieście, które wydaje się funkcjonować bez oznaczenia kresów. Brak skrajnych parametrów, cecha, która powstała przez nadmiar, to paradoks, którym miasto Meksyk wita nas już w samolocie. Bo gdy nadlatujemy do jakiejkolwiek z europejskich stolic, wtedy zwykle komunikat pilota uprzedza widok pierwszych budynków i po kilku minutach maszyna ląduje.
Pojęcia podmiotu i orzeczenia wyjaśniane są uczniom już w piątej klasie szkoły podstawowej. Dla dzieci w wieku 12 lat nie są to zagadnienia arcyciekawe, dodatkowo często sprawiają wiele kłopotów. Warto więc zrobić wszystko, aby wiedza z tej dziedziny okazała się na lekcji bardziej przystępna niż uczeń myślał. Proponuję więc zestawić omawianie tekstu popkultury (np. tekst piosenki hip-hopowej, której uczniowie nie znają) z ćwiczeniami praktycznymi dotyczącymi głównych części zdania. Połączenie to z rozważaniem na temat arcydzieła może znacznie urozmaicić lekcję, a teksty hip-hopowe będą pewnego rodzaju elementem łączącym świat gramatyki z rzeczywistością ucznia.
Zadaniem szkoły jest przygotowanie młodego człowieka do życia we współczesnym świecie. Uczeń gimnazjum, kończąc obowiązkową edukację, powinien umieć krytycznie oceniać rzeczywistość, poradzić sobie na rynku pracy, potrafić współpracować z różnymi ludźmi i w różnych warunkach, być aktywnym i gotowym na zmiany.
Nie jestem polonistą. Nie jestem matematykiem, fizykiem czy filologiem. Ba! Według niektórych nie jestem nawet nauczycielem. Takim z prawdziwego zdarzenia: borykającym się w szkole powszechnej nie tylko z rozbrykaną dziatwą, ale również ze wszędobylską biurokracją. Z tymi wszystkimi kuratoriami, ministrami, podstawami programowymi, systemami ocen i innymi mniej lub bardziej dziwnymi wymysłami ludzi często mało związanych z praktyką edukacyjną. Tak. Nie jestem nauczycielem z prawdziwego zdarzenia.
Dlaczego zatem za chwilę będę wymądrzał się na temat ściśle związany z relacją nauczyciel – uczeń?
Pracuję z ludźmi. Raczej dorosłymi, pracuję z grupami i indywidualnie. Myślałem w pewnym momencie mojej (tak zwanej, bo słowo to w przypadku nas – pedagogów brzmi na wskroś dziwacznie) kariery zawodowej, że znam się na ludziach. Byłem przekonany, że potrafię, pracując z grupą, rozpoznać, kto zacz. Kto skromny i wartościowy, a kto cwaniak i kombinator, komu raczej należy powtórzyć, by zrozumiał, a kto swym talentem lśni wokoło. Cóż, pokory człowiek uczy się całe życie. Myliłem się co do swoich (hmm…) zasobów.