Niedostrzeganie perełek, czyli o matrioszkach w szkolnych ławkach

Akademia rozwoju nauczyciela

Nie jestem polonistą. Nie jestem matematykiem, fizykiem czy filologiem. Ba! Według niektórych nie jestem nawet nauczycielem. Takim z prawdziwego zdarzenia: borykającym się w szkole powszechnej nie tylko z rozbrykaną dziatwą, ale również ze wszędobylską biurokracją. Z tymi wszystkimi kuratoriami, ministrami, podstawami programowymi, systemami ocen i innymi mniej lub bardziej dziwnymi wymysłami ludzi często mało związanych z praktyką edukacyjną. Tak. Nie jestem nauczycielem z prawdziwego zdarzenia. 
Dlaczego zatem za chwilę będę wymądrzał się na temat ściśle związany z relacją nauczyciel – uczeń?
Pracuję z ludźmi. Raczej dorosłymi, pracuję z grupami i indywidualnie. Myślałem w pewnym momencie mojej (tak zwanej, bo słowo to w przypadku nas – pedagogów brzmi na wskroś dziwacznie) kariery zawodowej, że znam się na ludziach. Byłem przekonany, że potrafię, pracując z grupą, rozpoznać, kto zacz. Kto skromny i wartościowy, a kto cwaniak i kombinator, komu raczej należy powtórzyć, by zrozumiał, a kto swym talentem lśni wokoło. Cóż, pokory człowiek uczy się całe życie. Myliłem się co do swoich (hmm…) zasobów.

Swego czasu prowadziłem seminaria dyplomowe z kilkoma osobami, z którymi miałem wcześniej zajęcia. Zajęcia miały głównie charakter warsztatowy, zatem było dużo okazji, by poznać się nawzajem. W owym czasie praca dyplomowa polegała na napisaniu tekstu o sobie: o swoich mocnych stronach, słabych, o talentach, o dokonaniach i o planach na przyszłość, o celach życiowych i osobistych marzeniach.

POLECAMY

Byłem pod ogromnym wrażeniem tych prac!. Mój obraz poszczególnych osób był całkiem inny od tego, co zostało zawarte w bardzo osobistej pracy dyplomowej. Wśród mojego zespołu ukryte były prawdziwe „perełki”, których niestety ja wcześniej nie dostrzegłem. Niniejszy tekst nie ma być artykułem tylko o nich. O uzdolnionych. O utalentowanych. O wybijających się czy wybitnych. Głównie będzie o nas, ludziach pracujących 
z uczniami, z tymi całkiem małymi i tymi dorosłymi. 

Podobno jest tak, że:
sukces = talent + szczęście
ogromny sukces = trochę więcej talentu + mnóstwo szczęścia

My jako nauczyciele, wychowawcy, często mentorzy stanowimy całkiem spory fragment owego szczęścia. Postarajmy się dobrze wykorzystać naszą rolę, dobrze wypełnić nasze zadanie i zrobić wszystko, by powyższe równania były jakościowo jak najlepsze.

Pamiętajmy, że beztalencia mają wyjątkowy talent, by utrudniać życie utalentowanym. 

Dlatego ten tekst ma być pretekstem do refleksji, ale i konkretną przestrogą co do błędów, które zwyczajnie po ludzku popełniamy, ma być wskazówką co do działań, które być może ułatwią wyłuskanie „perełek” z grup, z którymi pracujemy, ale i potencjału z każdego ucznia indywidualnie. Każdy przecież na swój sposób jest utalentowany…

Dlaczego ich nie dostrzegamy?

Oczywiście to nie jest tak, że nie dostrzegamy. Przecież prawdopodobnie każdy z Was, Szanowni Nauczyciele, spotkał na swej drodze zawodowej niejednego ogromnie utalentowanego ucznia. Pomogliście mu wówczas zapewne szlifować jego zainteresowania, osiągaliście sukcesy w olimpiadach i konkursach ku uciesze głównych bohaterów, ale i Waszej oraz dumnych rodziców.

Niestety bywa i tak, że wrodzone wybitne zdolności w jakiejś dziedzinie, będące w posiadaniu ucznia, są jakimś „cudownym” sposobem niezauważalne dla nas – pedagogów. 

Jak to się dzieje?

Liczy się to, co widać, czyli słów kilka na temat znaczenia introwertyków

Funkcjonując wśród ludzi, z jednymi nam bardziej „po drodze”, a inni to „nie nasza bajka”. Czasem wiemy to już na pierwszy „rzut oka”. 

Pierwsze wrażenie oczywiście jest ważne i determinuje postrzeganie drugiej osoby, aczkolwiek nie jest ono najważniejszym...

Pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!

Przypisy