Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

11 grudnia 2017

NR 13 (Lipiec 2016)

Kody kulturowe
(Nie) potrzebny bagaż?

Kod kulturowy według Clotaire’a Rapaille’a jest znaczeniem, jakie nieświadomie przypisujemy danej rzeczy. Inaczej mówiąc, jest to ogólna definicja tego, jak w danej kulturze jest postrzegane konkretne zjawisko lub przedmiot. Wyróżnić możemy zatem kody werbalne, materialne, związane z zachowaniami, ubiorem i mową ciała, a także kody tekstowe i interpretacyjne. Tym samym kody kulturowe pozwalają zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość i dostrzec różnice w interpretacji określonych zjawisk między odmiennymi kulturami. Aby jednak właściwie odczytywać kody, potrzebne są wspólny język oraz kształtujące obszar kulturowy doświadczenia i wiedza. Repertuar – przynajmniej do tej pory – budowały przede wszystkim (łatwo rozpoznawalne) motywy baśniowe, malarskie, rzeźbiarskie, mitologiczne, religijne, dzieła literackie czy postaci kultowe lub historyczne. Hybrydyzacja, supermarketyzacja i komercjalizacja kultury, jak pisze Witold Kawecki, spowodowały „przeniesienie wzorów zachowań charakterystycznych dla relacji ekonomicznych (…) na pozaekonomiczne, w tym kulturowe zachowania ludzi”. Przekształcenia rzeczywistości – co oczywiste – pociągnęły zatem za sobą (dez)aktualizację kodów. Warto więc zapytać, czy dziś, skoro kodem kultury może być niemal wszystko, da się jeszcze mówić o uniwersalnych kodach? 
A jeśli tak, to jak na nie oddziałują zachodzące w przestrzeni kultury interakcje i przekształcenia? Jaki wpływ ma na nie multikulturowa, odzwierciedlająca procesy globalizacyjne synergia? Ciekawych wniosków dostarczyć mogą teksty literackie, które będąc silnie zakotwiczone w języku i kulturze, ukazują stereotypy i klisze (językowe, społeczno-obyczajowe, kulturowe). Proponuję zatem spojrzeć na kody kulturowe jako na pojawiające się w prozie klisze, które sprawiają, że interpretujemy dany utwór przez pryzmat schematów obnażających szablonowe wzory myślenia. Owe schematy sprawiają też, że ufundowane na tych samych wyobrażeniach, motywach, znaczeniach opowieści są do siebie niezwykle podobne. Najbardziej, moim zdaniem, widoczne jest to w przypadku prozy (e)migracyjnej, postzależnościowej i feministycznej. 

Od pucybuta do milionera? Dewastacja (e)migracyjnych marzeń

Jednym z najbardziej istotnych problemów społecznych XXI wieku stało się emigrowanie/migrowanie w celach zarobkowych, zwłaszcza do Wielkiej Brytanii czy Irlandii. Prowokowanie socjologicznych dyskusji (dzięki medialnym donosom w rodzaju „wyjechało dwa miliony najzdolniejszych”) sprawia, że problem ten nieustannie obecny jest w naszym życiu publicznym. Polacy, chcąc poprawić swój materialno-społeczny status, dają się uwieść omamom sennym o „lepszym” życiu i karierze „od pucybuta do milionera”. Swego rodzaju „raportami znad zmywaka” opisującymi codzienne zmagania z rzeczywistością są liczne blogi, fotoblogi i książki prozatorskie, w których autorzy starają się – mniej lub bardziej zmyślnie – (i)grać z emigracyjnymi schematami. Nie koncentrują się na tęsknocie za krajem czy bliskimi, ale relacjonują „tu i teraz”, na które składają się m.in. doświadczanie obcości i trudy wrastania w nową rzeczywistość czy opisywanie kondycji przybysza, turysty, osoby przebywającej na delegacji. Dość wspomnieć choćby: Global nation. Obrazki z czasów popkultury (2004) Grzegorza Kopaczewskiego, Anioły i świnie. W Berlinie! (2005) Brygidy Helbig, Panią na domkach (2006) Joanny Pawluśkiewicz, Hotel Irlandia (2006) Joanny Słabuszewskiej-Krauze, Dublin. Moja polska karma (2007) Magdaleny Orzeł, Zajezdnię Londyn (2007) Aleksandra Kropiwnickiego, Socjopatę w Londynie (2008) Daniela Koziarskiego, Egri bikaver (2009) Łukasza Suskiewicza, Karpie, łabędzie i Big Ben (2009) Ady Martynowskiej, Polską szkołę boksu. Powieść emigracyjną (2009) Adama Miklasza, Przebiegum życiae czyli kartonowa sieć (2009) Piotra Czerwińskiego, Przystupę (2007) i Nielegalne związki (2010) Grażyny Plebanek, Irlandzki koktajl (2010) Gosi Brzezińskiej, Klub Matek Swatek. Operacja: Londyn (2011) Ewy Stec czy Afrykańską elektronikę (2013) Jana Krasnowolskiego. 

 

Czy dziś, skoro kodem kultury może być niemal wszystko, da się jeszcze mówić o uniwersalnych kodach? A jeśli tak, to jak na nie oddziałują zachodzące w przestrzeni kultury interakcje i przekształcenia?


W przypadku tych opowieści mamy, najogólniej rzecz ujmując, do czynienia z dwoma schematycznymi wariantami opowieści. Pierwszy – rzadszy, „pozytywny” – wzorzec traktuje emigrację jako swoistą przygodę, która pozwala uwolnić się od dotychczasowych obowiązków i narzuconych rygorów. Na przykład w Eqri bikaver Łukasza Suskiewicza czytamy o młodziutkiej dziewczynie, która „piszczała, że nigdy jej tak dobrze nie było. Nie ma wprawdzie pracy, ale czuje się super, hiper. Mieszkają w dziesięć osób, codziennie ktoś przynosi winko albo dymka. Jest luz. Nie to, co w domu. Może spać, do której chce. Chodzić na impry. I wracać rano. Megawypas. (...) Spotkałem też takich, którzy się urządzili. Łatwo ich było poznać, bo zachowywali spokój. Nie biegali po mieście, nie bali się własnego cienia, tylko robili swoje”. 

Drugi – znacznie częściej spotykany – wzorzec, który został mocno zakotwiczony w realizmie rodem z XIX wieku, ujmuje z kolei emigrację jako „zło konieczne”. Narrator Polskiej szkoły boksu Adama Miklasza będzie przekonywał: „Ten świat zastany w Anglii był dla mnie jedynie nieprzyjemną atrapą, przymusowym obozem karnym, więzieniem, w którym będę przybywał kilka miesięcy i wypełniał najprostsze zadanie uciułania tyle, ile się tylko da”. W tych opowieściach nie tyle będzie chodziło o (do)określanie – jak to miało miejsce choćby we wczesnej prozie Zbigniewa Kruszyńskiego, Janusza Rudnickiego czy Bronisława Świderskiego – narodowej tożsamości, ile o krytykę konsumpcjonizmu i feminizmu. Marzenia niezwykle szybko bowiem zamieniają się w koszmar, którego głównym źródłem jest oparta na wyzysku i poniżeniu praca zarobkowa. Polacy – jak przypomina w Przebiegum życiae... Piotr Czerwińśki – „szorują kible albo myją gary, albo kładą cegły”. Dumni, ksenofobiczni, zawistni, gotowi na wszystko, przywiązani do (zwłaszcza romantycznej) tradycji i silnie zakompleksieni, ledwo wiążą koniec z końcem i tłumaczą sobie upokorzenia we właściwy sobie sposób. Bohaterka powieści Dublin. Moja polska karma Magdaleny Orzeł 
skonstatuje: „Początkowo te pochwały zaskakują, bo Polak za granicą wciąż ma opinię złodzieja i zwykłego robola, co ani be, ani me, tylko chla. 
A tu jednak jacyś specjaliści się zjechali, co drogi budują, ludziom leczą zęby, znieczulają profesjonalnie w szpitalach, rysują projekty, piszą doktoraty, cegłę do cegły fachowo przykładają i hydraulikę robią bez kitu (...) 
I za to nas uczciwie chwalą, płacą i zapraszają. A u nas już uśmieszek szyderczy. Jacy my, Polacy, wspaniali jesteśmy! I wiadomo, że bez nas to nie tylko Dublin, ale w ogóle Europa by rady nie dała. My, Polacy, co zawsze jesteśmy jakimś przedmurzem, fundamentem i podporą! My, Polacy, 
z głęboko skrywanym kompleksem Europy”. 

Echa romantyzmu uobecniają się w prozie (e)migracyjnej najsilniej. Bohaterowie Przebiegum życiae... Czerwińskiego nieprzypadkowo – jak mogłoby się zdawać – noszą imiona Gustaw i Konrad. Ekonomista Gustaw wyjeżdża, bo w Polsce stracił wszystko: dobrze płatną pracę w kor-poracji i rodzinę (żona porzuca go, zabierając ich dwie córki). Konrad z kolei jest absolwentem uczelni, dla którego nie ma w kraju pracy. Dublin rewiduje ich iluzje, nadzieje i ambicje. Obydwaj, pracując jako śmieciarze, żyją z dnia na dzień i za wszelką cenę starają się przetrwać. Ale czy przeistaczają się  w bohaterów, którzy cierpią za miliony i wiążą swój los z losem ojczyzny? Oczywiście, że nie. Czerwińskiemu nie tyle bowiem chodziło o nawiązanie do romantycznego dziedzictwa, ile o obnażenie swoistej powszedniości tego typu przypadków. Wykorzystanie nacechowanych imion bohaterów ma zatem jedynie „luźno” nawiązać do wzorców romantycznych, silnie zakorzenionych w opowieściach problematyzujących Wielką Emigrację.

Być patriotą? Postzależnościowe uwikłania

Nie oznacza to jednak, że „romantyczny paradygmat” (którego w połowie lat 90. XX wieku zmierzch ogłosiła Maria Janion) przebrzmiał. Wśród kodów kulturowych wykorzystywanych przez współczesnych pisarzy znajdują się, co oczywiste, kwestie patriotyczne. Wśród postzależnościowych opowieści warto wymienić m.in. Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną (2002) Doroty Masłowskiej, Biało-czerwonego (2007) Dawida Bieńkowskiego, Nehalo (2006) Ignacego Karpowicza, Żydówek nie obsługujemy (2005) Mariusza Sieniewicza, Włoskie szpilki (2011) Magdaleny Tulli czy Utwór o Matce i Ojczyźnie (2008) Bożeny Umińskiej-Keff. Mimo...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy