Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

11 grudnia 2017

NR 13 (Lipiec 2016)

Szyfry (nie)czytelne, czyli kody kulturowe

0 279

„Przecież wszyscy pamiętamy to słynne zdanie z Lalki Prusa: 
»Ogary poszły w las«” – powiedział na jednym z oficjalnych spotkań, w którym niedawno uczestniczyłam, przedstawiciel bardzo dużej instytucji kultury. Zapanowała cisza – część słuchaczy milczała, bo nie bardzo wiedziała, o co chodzi z tymi ogarami, część wiedziała, że u Prusa żadne ogary nie poszły w las, za to zdecydowanie nie wypadało się śmiać i prostować, że to jednak nie był Prus, a Żeromski, że nie w Lalce, ale w Popiołach…  

Wszystkie kody naszej kultury znał jeszcze profesor Henryk Markiewicz, ostatni z wielkich polonistów, autor dwutomowego wydania Skrzydlatych słów, zawierających cytaty, aforyzmy, ich źródła i znaczenie. Po śmierci Markiewicza w 2013 roku nie ma już właściwie nikogo, kto znałby całą literaturę przekrojowo, kto pamiętałby, skąd wywodzą się wszystkie słynne cytaty, kto potrafiłby recytować z pamięci obszerne fragmenty. Okazuje się jednak, że w dzisiejszym świecie nie cenimy takiej wiedzy, bo wszak każdy może sobie sprawdzić w internecie, jeśli nie pamięta, kto do kogo mówi: „Jeśli nie chcesz mojej zguby…”. Śmiejemy się z naszych uczniów, którzy twierdzą, że to Kordian mówi „Polska Chrystusem narodów” i nie są do końca pewni, kto („Ten… tego… no… wie Pani, o kogo mi chodzi, ten na K…”) monologuje w celi klasztornej. Coraz częściej sprowadza się wiedzę o historii naszej kultury i jej przemianach do poziomu retoryczno-erudycyjnych ornamentów, których używamy w wystąpieniach publicznych, coraz częściej sądzimy, że jest to wiedza, którą można szybko zweryfikować dzięki internetowi czy słownikom, nie zaś wiedza, która stanowi o naszej tożsamości. Na naszych oczach rozpada się zatem kod kultury. Wydaje się, że można wskazać dwa powody tej zmiany kodu: powolne odrywanie się polskiego kodu kultury od kultury europejskiej oraz równoczesna, dokonująca się wraz z dekolonizacją stopniowa detronizacja kodu kultury europejskiej, który przestaje być językiem uniwersalnym. 

Młode pokolenie nie potrafi opanować polskiego kodu kulturowego, kodu tradycyjnego o romantycznej proweniencji, z drugiej strony ten kod rozmywa się stopniowo pod naciskiem obcych kultur, jego uczenie nie jest też tak potrzebne, jak sto lat temu, bo stanowi on teraz język wyobraźni dla coraz mniejszej wspólnoty. W XIX wieku polski kod kulturowy był powiązany w dużym stopniu z kodem kultury europejskiej. Młodzi romantycy czytali niemieckie Cierpienia młodego Wertera, powstańcy listopadowi, zanim wymyślili szturm na Belweder, zaczytywali się w Żywotach sławnych mężów Plutarcha i marzyli o przyszłości i swoich bohaterskich losach w porządku ustanowionym w Imperium Rzymskim. Jeszcze u Sienkiewicza ważne i czytelne były dla odbiorców symbole kultury europejskiej: tur, Ligia przywiązana do jego rogów, nagi Ursus wybiegający na arenę. W dobie kolonizacji wartości europejskie wdrażane były w programach edukacyjnych większej części świata. Uczono naszego kodu jednak nie po to, by oświecić dzikich, ale po to, by narzucić im kolonialną władzę, by umocnić pozycje kolonizatorów. W pierwszej połowie XIX wieku wartości opisywane przez Plutarcha, tak popularne wśród młodzieży europejskiej, były zatem jeszcze niewinne. Natomiast ich popularność w drugiej połowie tego stulecia, w Indiach i na Karaibach nie miała w sobie nic z niewinności, chodziło bowiem o to, by za ich pomocą wykształcić nowe pokolenia tubylców, które miałyby europejskie gusta, europejski system wartości, europejskie normy. 

 

Na naszych oczach rozpada się kod kultury. Wydaje się, że można wskazać dwa powody tej zmiany kodu: powolne odrywanie się polskiego kodu kultury od kultury europejskiej oraz równoczesna, dokonująca się wraz z dekolonizacją stopniowa detronizacja kodu kultury europejskiej, który przestaje być językiem uniwersalnym.

 

Cały system edukacji szkolnej ma na celu przekazanie pewnych konkretnych kompetencji kulturowych, wdrożenie różnych symboli, przekazanie wiedzy o metaforach stale obecnych w naszej kulturze. Aby czegoś uczyć, trzeba być przekonanym o trwałości tej wiedzy. Tymczasem ta prawidłowość nie dotyczy już kompetencji kulturowych: kompetencje te nie są stałe, nie odnoszą się do wiedzy obiektywnej. Kompetencje, które przekazujemy w Polsce, odnoszą się najczęściej do wycinka kodu kultury europejskiej, zatem do kodu białego człowieka. To, co z polskiej perspektywy uznajemy za zasadnicze: czyli historia chrześcijańska, patriarchalna, historia zmagań z zaborcą, obserwowana z perspektywy przemian kultury światowej w XX wieku, wydaje się tylko jednym z nurtów w dziejach, małym fragmentem historii, która wcale nie jest uniwersalna. Wtedy okaże się, że narodów, które zmagały się z najeźdźcą, można wskazać wiele na każdym kontynencie, a polski los był stosunkowo uprzywilejowany w porównaniu do innych, mieliśmy bowiem swoją silną kulturę, która dawała opór procesom germanizacji i rusyfikacji. 

Nie chcę podważać sensowności przekazywania kompetencji kulturowych, zwłaszcza jeśli często walczymy o wdrożenie programu minimum, czyli o to, żeby uczniowie odróżniali Konrada od Kordiana. Chodzi mi raczej o to, żeby popsuć Państwu humor i pokazać, że odróżnianie Konrada od Kordiana nie jest już wystarczającą kompetencją kulturową w dzisiejszym świecie, że uczeń już musi znać dużo więcej kodów, by móc poruszać się po globalnej wiosce. Choćby największa wiedza o polskiej kulturze nie daje już wcale wstępu do kultury współczesnej. Ważniejsza od niej będzie otwartość, gotowość do poznawania innych kultur, takie nastawienie białego człowieka (czyli naszego ucznia), który nie będzie uznawał swojej karnacji, wiedzy i swoich kompetencji za zasadniczy punkt odniesienia i będzie oceniał innych według tego, w jakim stopniu spełniają te trzy wyznaczniki. 

Krytycy i obrońcy polskiego kanonu lektur od lat walczą ze sobą o romantyzm, jego spuściznę i miejsce w programie szkolnym. Tymczasem trzeba przyznać, że spór ten ma charakter poboczny wśród problemów, którymi żyje kultura współczesna. Niezależnie bowiem od tego, czy uznamy, że w szkole należy czytać tyle czy mniej romantycznych tekstów, to wszyscy przyznamy, że problemy, niesione przez te utwory, związane są z zagadnieniem narodu, nie zaś wspólnoty ponadnarodowej, że służą odróżnianiu swoich od obcych. Coraz więcej zaś młodych ludzi, jak pokazują wypadki ostatnich lat, nie potrzebuje w tej dziedzinie dodatkowej wiedzy, świetnie bowiem sami odróżniają na ulicy swoich kibiców od innych kibiców, swoich patriotów od obcych patriotów, swoich pobratymców od obcych przybyszów. Coraz ważniejsze zatem wydaje się wprowadzenie do edukacji wiedzy o kompetencjach kulturowych, o kodzie, jakim się posługujemy, i o różnych jego odmianach. Na Zachodzie coraz więcej mówi się o tym, że czytanie dzieł klasycznych służy właśnie definiowaniu kodu: jak interpretować Burzę Szekspira, w której Kaliban to dzikus, ale zarazem dzikus wykształcony, który zwraca się przeciwko swoim nauczycielom? Czy szekspirowski Prospero to prefiguracja białego Europejczyka, próbującego zdobyć, podbić, podporządkować każdy obcy mu świat? Jak rozumieć Otella, w którym główny bohater, zazdrośnik, ma...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy