Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

29 listopada 2017

NR 6 (Maj 2015)

Książka na zakręcie

0 271

W ostatnich latach coraz częściej mówi się o kryzysie czytelnictwa: alarmują fatalne wyniki badań narodowego czytelnictwa, publicyści straszą, że zniknie książka papierowa, że nasze dzieci czytać będą wyłącznie treści internetowe. W pesymizm wpędzają rankingi najlepiej sprzedających się książek: rządzi na nich trylogia o młodej dziennikarce ze słabością do pejcza i podobne, wzorowane na niej opowieści. Polską prozę reprezentują słabe stylistycznie przygody właścicielki pensjonatu nad rozlewiskiem. Czy zatem książka jako taka jest na zakręcie? Czy polski rynek literacki okazuje się słabszy, gorszy niż ten zachodni?

Zawsze, gdy czytam, że we Francji jakiś tytuł sprzedał się w nakładzie 800 tysięcy egzemplarzy, w Polsce zaś rozeszło się jedynie 22 tysiące (przypadek niezwykłej, skandalizującej powieści Łaskawe Jonathana Littella; jak na polskie warunki, to był hit – dla porównania to samo wydawnictwo w tym samym roku sprzedało 17 tys. egzemplarzy Lodu Jacka Dukaja), zastanawiam się, czy nasze słabsze wyniki są rezultatem niechęci wobec książki. Czy to, że mało czytamy, stanowi efekt wtórnej analfabetyzacji, niechęci do tak nudnego i niedochodowego zajęcia jak czytanie? Czy też za przyczynę należy uznać raczej zmierzch paradygmatu kultury druku? Zmiany w tempie życia? Konkurencyjne wobec książki sposoby tekstowej komunikacji? A może to po prostu rezultat biedy? Takiej biedy, której nie widać z perspektywy centrum dużego miasta, a którą widzi każdy mieszkaniec miasta powiatowego. Nie można wszak wierzyć, że stopniowe odchodzenie od książek (albo też znikanie książek) wynika jedynie ze społecznej niechęci.

 

W Polsce wydaje się średnio 30 tysięcy tytułów rocznie, w tym tylko 5 tysięcy można zaliczyć do beletrystyki. Większość z nich to literatura tłumaczona, najczęściej zresztą z angielskiego, średni nakład powieści to między 3 a 5 tysięcy egzemplarzy.

 

Na początek trochę otrzeźwiających danych: w Polsce wydaje się średnio 30 tysięcy tytułów rocznie, w tym tylko 5 tysięcy można zaliczyć do beletrystyki. Większość z nich to literatura tłumaczona, najczęściej zresztą z angielskiego, średni nakład powieści to między 3 a 5 tysięcy egzemplarzy (dla porównania tomy poetyckie ukazują się w nakładzie 300-500 egzemplarzy). Książka z roku na rok drożeje, dzisiaj średnio kosztuje 37 złotych brutto. W Polsce w 2012 roku działało około 2 tysięcy księgarń stacjonarnych, w internecie istnieje 550 księgarń. Czyta tylko 41% społeczeństwa. Najgorzej jest na wsi − 50% mieszkańców wsi nie  sięga po książkę wcale. To lapidarne zestawienie przekłada się na oczywiste wnioski – nie czytamy, bo książki są za drogie, bo za 37 złotych można kupić dziecku ubranie albo trampki, albo kilka kilogramów proszku do prania, albo dwa szkolne bilety do kina, albo zamówić trzy-cztery kawy w kawiarni. Każdy z nas ma swój przelicznik. Nie czytają mieszkańcy wsi, bo są najubożsi, bo dla nich 37 złotych to relatywnie znacznie wyższa kwota. 

Czy jesteśmy społeczeństwem wiedzy?

Otóż nic nie jest takie proste − proszę jeszcze raz popatrzeć na te statystyki. Owszem, nie czytają mieszkańcy wsi, 
a książki są drogie, ale wynika z nich także, że nie czyta 25% inteligencji, że nie czytają prawnicy, lekarze, dziennikarze, aktorzy, nauczyciele, inżynierowie, muzycy, filmowcy, menedżerowie, naukowcy, księża, politycy, psychologowie. Przywoływany tu raport jest alarmujący także dlatego, że w czasie badań pytano o lekturę przynajmniej jednej książki rocznie (więcej niż 7 książek rocznie czyta jedynie 12% społeczeństwa). Oznacza to (i tutaj powinny zadrżeć nie tylko nasze humanistyczne dusze, ale i wszyscy ci, którzy ustawiają się w kolejce do lekarza, szukają porady prawników lub liczą na rzetelne informacje w serwisach telewizyjnych), że 25% pracowników nie doskonali się zawodowo, nie czyta literatury profesjonalnej, nie aktualizuje swojej wiedzy, nie uczy się niczego nowego. Nie jest to więc zatem tylko kłopot z naszym wolnym czasem i z tym, że społeczeństwo głupieje po godzinie 17.00, poddając się władzy szklanego ekranu. Durniejemy także między 9.00 a 17.00, pracując ciągle w oparciu o wiedzę, którą zdobyliśmy w czasie studiów. Nie czytają zatem ludzie, których stać na kupno książek, dla których 37 złotych to cena lunchu, jedno wejście do aquaparku, dwie smakowe latte w Warszawie. Nie czytają mieszkańcy dużych miast, mający łatwy dostęp do bibliotek oraz do oferty instytucji kultury, zapraszani na spotkania autorskie, promocyjne, dyskusje panelowe i wieczory poezji. Oznacza to, że nie istnieje w Polsce społeczeństwo wiedzy, tak hucznie anonsowane w różnych raportach, stanowiące też powód do dumy wielu polityków. To właśnie jego istnienie miało nam zagwarantować wysoką pozycję w Europie. 

 

Książka na rynku wydawniczym funkcjonuje jako nowość przez 30 dni: wtedy jest recenzowana, omawiana w telewizji (w tych kilku krótkich programach, które próbują opowiadać o literaturze), czytana we fragmentach w stacjach radiowych. Wtedy pojawia się na blogach i portalach kulturalnych. Wtedy ujmuje się ją w statystykach – sprzedaży, bestsellerów miesiąca. Później znika.

 

Cena książki nie jest barierą ostateczną, najważniejszą. Nie czytamy bowiem i tego, co znajdziemy za darmo w internecie. Badania pokazują bowiem, że 33% osób korzystających z sieci nie czyta tekstów dłuższych niż „trzy ekrany komputera”. 
W internecie zaś śledzimy tylko te treści, które nas interesują, są aktualne, bezpłatne, podane w nowoczesnej formie (a więc teoretycznie mają te wszystkie zalety, których nie ma przestarzała, papierowa, napisana archaicznym językiem książka – jak choćby taka jedna długa o gryce i dzięcielinie). Dlaczego zatem nie czytamy tego, co nas interesuje, dlaczego wybieramy treści krótkie, powierzchowne, często przepisane z innych portali? 

Sprawdźmy jeszcze inne przekonanie: wielu nauczycieli skarży się, że młodzież nie czyta. Statystyki mówią jednak, że młodzież czyta dużo więcej niż dorośli, częściej też korzysta z bibliotek. 

70% nastolatków wypożycza książki, tymczasem tylko 24% dorosłych potrafi znaleźć drogę do biblioteki. Jak pisze w ostatnim numerze „Książek. Magazynu do czytania” Jacek Dukaj, współczesna literatura młodzieżowa stała się dzisiaj wzorcem opowieści – tzw. young adult, czyli właśnie powieści dla starszej młodzieży rządzą we wszystkich rankingach bestsellerów. Sięgają po nie coraz częściej i dorośli, wiele osób szuka w nich przygody, oddechu, fantazji, wszystkiego tego, czego nie da nam gospodyni domowa zamieniona w drapieżną dominatrix. 

Krótki termin przydatności

Okazuje się zatem, że żyjemy w dobie kryzysu czytelnictwa i rynku książki, ma on jednak zupełnie inny kształt, niż pokazują nam to media. Wydaje się też, że – co zakrawa na paradoks absolutny – za kryzys czytelnictwa w dużym stopniu odpowiada rynek wydawniczy i media właśnie. Książka na rynku wydawniczym funkcjonuje jako nowość przez 30 dni: wtedy jest recenzowana, omawiana w telewizji (w tych kilku krótkich programach, które próbują opowiadać o literaturze), czytana we fragmentach w stacjach radiowych. Wtedy pojawia się na blogach i portalach kulturalnych. Wtedy ujmuje się ją w statystykach – sprzedaży, bestsellerów miesiąca. Później znika. Niewielu jednak czytelników nieprofesjonalnych, niezajmujących się zawodowo książką, jest...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy