Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

9 kwietnia 2018

NR 22 (Styczeń 2018)

W filmie, z filmem, o filmie i przez film
– czyli edukacja w związku z kinem

0 281

Kino i film można odmieniać na lekcjach języka polskiego we wszystkich możliwych przypadkach. Ale ich status w szkole czasem najlepiej określa kwestia dopełniacza: kogo? czego? (nie ma).

W związku z kinem w szkole, ale i szkołą w kinie, możemy mówić o kilku relacjach. Te współzależności i sąsiedztwa, powinowactwa i części wspólne, te wzajemne tarcia, próby sił i nakładające się obszary edukacji i filmu bywają naprawdę fascynującym poligonem doświadczeń. Jego głównym planem jest podstawa programowa: choć niegdyś bardziej przychylna wspólnym poszukiwaniom w salach kinowych, nie stanowi ona również dziś zapory, która mogłaby stawić opór wigorowi ambitnego polonisty. Jednak wokół jej zaleceń warto poszukać innych pretekstów, by zabrać podopiecznych do kina oraz – co niezwykle ważne – po powrocie do szkoły poświęcić temu audiowizualnemu tekstowi kultury nieco czasu.

Filmy, a za nimi również współczesne seriale (Breaking Bad, Marco Polo, Gra o tron, żeby wspomnieć najbardziej popularne) w swej różnorodności proponują rozmaite warianty i wizje edukacji – nawet jeśli jej temat podejmują marginalnie. Dlaczego o tym mówimy? 

W związku z edukacją w filmie (a więc gdy mowa o przypadkach, w których proces nauczania czy różnego rodzaju szkolne relacje stanowią przedmiot zainteresowania twórców), warto zwrócić uwagę, że filmy podejmujące tę problematykę są zazwyczaj równie inspirujące dla uczniów, jak i wychowawców. Dla kina ta pulsująca emocjami – od fascynacji do obrzydzenia! – relacja od dawna była przyczynkiem do snucia fascynujących opowieści. Takie lektury nader często odwołują się do rzeczywistości szkolnej, do tematów „tu i teraz”, dotyczących uczniów i ich opiekunów, a robią to w sposób bardzo atrakcyjny dla młodego uczestnika kultury. Tym samym mogą bardziej niż inne teksty stymulować do samodzielnej wypowiedzi, odwoływania się do własnych doświadczeń, a nawet do zawoalowanego, acz merytorycznego, opiniowania pracy własnych wychowawców, co może być dla tych ostatnich nieocenionym źródłem feedbacku.

Kino w swej nieograniczonej używalności niemal każdego roku podsuwa nam opowieści, w których znajdziemy nauczycieli i ich uczniów: Dedala i Ikara, Jezusa i Apostołów, Wajdelotę i Wallenroda. Oczywiście pod zmienionymi imionami, z innymi atrybutami, zamaskowanych i zakonspirowanych, a jednak powtarzających odwieczne narracje. O mądrości i autorytecie – lub o buncie, niezgodzie na świat i próbie przewartościowania zastanego porządku. O potrzebie akceptacji zbiorowości lub o wyodrębnianiu się autonomicznego „ja” w kontraście do niej. O maszerowaniu z nurtem dziejów lub zbaczaniu gdzieś indziej. O wydeptywaniu własnych ścieżek lub wpadaniu w koleiny znanych i skompromitowanych losów. O dorosłości lub niedojrzałości. O wybijaniu się na osobistą niepodległość lub o „upupianiu”. Dlaczego nie zaprosić tych bohaterów, tych wspaniałych i niedocenionych protoplastów kina rozwojowego, superbohaterskiego i gatunkowego na lekcje języka polskiego? Nie tylko uznani (choć czasem boleśnie nieteraźniejsi) klasycy zasługują na uwagę młodych widzów.

Edukacja jest w filmie przedstawiana na wiele różnych sposobów, wśród których nie zawsze najważniejsze jest to, czego uczy się uczeń. Często równie ważne – albo i ważniejsze, bo dekonspirujące nasze lekturowe „spodziewajki” – jest to, czego uczeń uczy uczących. W tym kontekście film staje się nie tylko tekstem do analizy interpretacyjnej, ile warsztatem umiejętności społecznych i kompetencji komunikacyjnych, a także osią dialogu, którego formuła będzie akceptowana przez obie strony: dorosłych i dorastających, uczących się i próbujących przekazać wiedzę. 

Wydaje się, że najlepsze przykłady takiego kina znajdziemy w filmach festiwalowych, kinie autorskim czy niezależnym. I tak, i nie. Oczywiście odszukamy tam plejadę inspirujących postaci, od Johna Keatinga, poprzez Pana Lazhara, aż po Adasia Miauczyńskiego. Ale nie bagatelizujmy kina komercyjnego, kina gatunków, czy święcącego triumfy w multipleksach kina ze światów Marvela czy DC. Są to filmy niewymagające wysokich kompetencji odbiorczych (aczkolwiek te nierzadko się przydają – vide: Batman Christophera Nolana), a jednocześnie ułatwiające proces projekcji-identyfikacji, najpowszechniejszego modelu opisującego psychologiczny mechanizm odbioru filmu. Wrócimy jeszcze do tego.

Co jest największą wartością filmów podejmujących w ten lub inny sposób temat edukacji? Na pewno refleksja związana z rolą nauczyciela i ucznia,  z istotą ich wzajemnych powiązań. Duże znaczenie mają też szerokie możliwości analizy porównawczej z kanonicznymi tekstami, stanowiącymi nierzadko fundamenty tradycji  europejskiej.

Tymczasem weźmy po lupę dwa najpopularniejsze światy przedstawione współczesnej popkultury, czyli uniwersum Gwiezdnych wojen oraz Tolkienowskie Śródziemie przeniesione na ekran przez Petera Jacksona. Odnajdziemy tu szereg arcyciekawych przykładów. Tolkien, a za nim Jackson, precyzyjnie rozplanował sieć wzajemnych relacji pomiędzy członkami Drużyny Pierścienia, której spoiwem jest mag i mędrzec, opiekun i nauczyciel – Gandalf. Nieodosobnione są interpretacje, w której postaci Gandalfa i Froda przyrównywane są do Chrystusa, zaś Drużyna Pierścienia do Apostołów. Gdy przypomnimy sobie Gandalfa z wcześniejszego chronologicznie Hobbita, tego mąciwodę, który szturchnął Bilba, by niziołek wyściubił nos za próg swego domu, widzimy nauczyciela w nieco innym świetle, Gandalf otwiera przed uczniem inne światy. Ciekawa jest też początkowa relacja Gandalfa i Aragorna. Ten drugi jawi się w niej jako ktoś w rodzaju bardziej doświadczonego stażysty, który dopiero u boku mędrca (lub wobec jego bolesnej nieobecności) przechodzi pełną metamorfozę do dojrzałości. Czy ciekawie wyglądałaby lekcyjna analiza porównawcza relacji bohaterów Trylogii Tolkiena i Nowego Testamentu? Zapewne tak. 

Na ekranach polskich kin od 14 grudnia 2017 roku wyświetlana jest ósma część innej, monumentalnej sagi – Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi. W kontekście edukacji podczas analizy filmu nasuwa się refleksja nad najważniejszymi relacjami: Qui-Gon–Obi-Wan; Obi-Wan–Anakin, Ben–Luke, Yoda–Luke, Palpatine–Vader, 
Luke–Rey… Każda jest inna, nacechowana rozmaitymi emocjami oraz – last, but not least – wynikami pracy! Gwiezdne wojny to również historia spektakularnych (i jakże pouczających) nauczycielskich porażek! 

W edukacji, wykorzystującej  film, zestawmy kilka punktów widzenia. „Wszystkie treści podstawy programowej języka polskiego na każdym etapie edukacyjnym można realizować w oparciu o wybrany film” – pisze Michalina Butkiewicz („Polonistyka” 2016, nr 5). 

„Literatura może odgrywać istotną rolę w procesie nauczania tylko wtedy, gdy (…) lekcje rozwijać będą pasje czytelnicze, rozbudzać emocje, wciągać w grę wyobraźni. Uczniowie zaklajstrowani nudą patriotycznego interpretowania Żeromskiego czy Sienkiewicza porzucą literaturę tuż po ukończeniu szkoły podstawowej”. To Przemysław Czapliński („Gazeta Wyborcza”, Warszawa, 2.12.2016). „«Dziecko jest szalenie chłonne, ale równocześnie bardzo czułe na wszelkie naiwności i fałsze». (…) Obrazy dla dzieci mają być ponadto atrakcyjne i różnorodne gatunkowo”. To Katarzyna Mąka-Malatyńska, cytująca Stanisława Jędrykę („Vademecum Nauczyciela”, t. 3, Poznań 2005). „Szkole potrzeba dziś twórczego nauczania. Definiowane jest ono jako podejście dydaktyczne, które czyni z procesu uczenia się działanie bardzo interesujące, zajmujące a nawet ekscytujące i efektywniejsze niż tradycyjne”. To znów Butkiewicz (za: Krzysztof J. Szmidt, Ibidem). Badacze identyfikują zatem atrakcyjny dla odbiorcy tekst kultury jako medium skuteczne, bo ekscytujące, wciągające do swego świata. Może nieelegancko byłoby przywoływać w tym miejscu domniemanego autora definicji filmu jako najważniejszej ze sztuk, gdyby nie świadomość, że to słynne zdanie powstało najprawdopodobniej z czystej fascynacji i uzasadnionego przekonania o nieporównywalnej z żadnym znanym medium sile przekazu, jakim dysponuje kino. Dodajmy dziś od siebie: dobre kino.

Przekaz audiowizualny stymuluje do przeżywania, do angażowania się, do uruchamiania procesu projekcji-identyfikacji. Jak „używanie opowieści filmowej” jest trafną pod względem edukacyjnym, wychowawczym i mnemotechnicznym strategią – wiedzą doskonale twórcy branży reklamowej, wykorzystujący mechanizmy odbiorcze pozwalające uczynić z widza konsumenta. Świąteczne reklamy Allegro, którymi zachwyca się cały świat, czy legendarne już czerwone ciężarówki z Coca-Colą prowadzone przez Świętego Mikołaja odwołują się do naszych emocji, do nostalgicznych odruchów serca, czasem do poczucia humoru. I są skuteczniejsze w pozyskiwaniu klienta niż próby racjonalizacji czekających nas korzyści, związanych z produktem czy usługą. Oczywiście, żeby przekaz dynamicznie się rozprzestrzeniał, musi on być wysokiej jakości, a posługując się nomenklaturą branżową, to musi być pierwszorzędny content, w którym jest miejsce na storytelling prowokujący odbiorczy engagement.

Jeśli przyjmiemy tezę, że w żadnej innej ogólnie i łatwo dostępnej dyscyplinie artystycznej nie zachodzi współcześnie tak silny proces utożsamiania widzów z bohaterami, to uświadomimy sobie jedną z najważniejszych zalet filmu jako narzędzia w nauce i wychowaniu. Film może być rezerwuarem przykładów, motywów, toposów o niezwykłym potencjale wychowawczym i niespotykanej w innych sztukach sile oddziaływania. Niespotykanej zarówno w sensie wolumenu zaktywizowanych odbiorców, jak i mocy perswazyjnej, przesłania, puenty, które dzięki zaangażowaniu emocji są łatwiej percypowane. Przypomina się tu złota rada Pana Kleksa, by pootwierać uczniom głowy i ponalewać tam oleju. Ma ona jednak tyleż wartość żartobliwie anegdotyczną, co trąci anachronizmem. Ambitny pedagog nie myśli dziś w kategoriach edukacji pasywnej, opierającej się na pamięciowym utrwalaniu encyklopedycznej wiedzy i braku interakcji. Dużo skuteczniejsze i satysfakcjonujące są metody angażujące ucznia, wykorzystujące jego aktywność i bazujące na informacji zwrotnej. Oddając sprawiedliwość Kleksowi, olej w głowie symbolizuje bardziej roztropność niż encyklopedyczną wiedzę, zaś czynno...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy