Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

14 grudnia 2017

NR 17 (Marzec 2017)

Telefon komórkowy – wróg czy sprzymierzeniec polonistyki?

0 78

Podstawa programowa mówi wyraźnie i jednoznacznie. Młodzież ma „świadomie, odpowiedzialnie, selektywnie korzystać (jako odbiorca i nadawca) z elektronicznych środków przekazywania informacji, w tym z internetu”.

Oswojenie „zagrożenia”

Sporo się ostatnio mówi i pisze o zagrożeniach związanych z obecnością telefonów komórkowych w szkołach. Wiele placówek broni się przed problemami stąd płynącymi, wprowadzając w statutach zapisy bezwzględnie zakazujące posiadania i używania tych aparatów na lekcjach. Nauczyciele i nauczycielki nakazują wyłączanie telefonów lub biorą je w depozyt na czas trwania zajęć, a nierzadko posuwają się nawet do czasowej konfiskaty niepożądanej aparatury (rodzice mogą odebrać telefon po lekcjach).

 

Jak więc mądrze korzystać z powszechnej dostępności aparatów komórkowych w różnych ich odmianach (np. smartfonów, tabletów, iPhone’ów)? Zastosowań jest wiele, zwłaszcza gdy nie dysponujemy w pracowniach szybkim dostępem do internetu, nie mamy tablic interaktywnych czy projektorów.

 

Bezdyskusyjny jest zakaz korzystania z telefonii komórkowej w czasie egzaminów czy prac klasowych. Musimy wymagać od naszych podopiecznych rzetelności i uczciwości. Nikt nie chce też być filmowany, fotografowany czy nagrywany bez udzielonej poprzednio zgody. Wszyscy znamy przecież przypadki wrzucania niepożądanych zdjęć albo filmów do sieci, prześladowania lub ośmieszania uwiecznionych na nich osób. Można i trzeba z tym walczyć, zgłaszając owe incydenty na policję, bo jest to wymierzone w dobro osobiste, a jako takie podlega karze. Nie podoba nam się wysyłanie SMS-ów na lekcji, bo to wszak dowód nieuwagi i przejaw braku szacunku. Czy ma jednak sens bezgraniczna i bezpardonowa walka z aparatami telefonicznymi na lekcjach? 

W moim przekonaniu taki „bój” przypomina reakcję dziewiętnastowiecznych robotników na pierwsze maszyny – z góry zostaje skazany na porażkę. Wynikająca stąd konkluzja jest prosta: jeśli czegoś nie można pokonać, trzeba to uczynić swoim sojusznikiem. Podstawa programowa mówi wyraźnie i jednoznacznie. Młodzież ma „świadomie, odpowiedzialnie, selektywnie korzystać (jako odbiorca i nadawca) z elektronicznych środków przekazywania informacji, w tym z internetu”. Jak tego mamy nauczyć, jeśli wprowadzimy absolutny zakaz korzystania z telefonii komórkowej na zajęciach? Zrobić wykład?! Odpowiedź narzuca się sama. Konieczna jest kontrolowana przez nauczycielki i nauczycieli praktyka.

Naprawdę warto korzystać z telefonów na lekcji! 

Sprawdzenie informacji, ich dobieranie, wyjaśnienie znaczenia nieznanego młodzieży słowa, znalezienie definicji gatunku – oto inne (oprócz wymienionych powyżej) powody, dla których warto skorzystać na lekcji z telefonii komórkowej, działającej prosto, szybko i skutecznie. Cel najważniejszy? Czynimy z młodzieży naszego sojusznika, pozwalamy współtworzyć lekcję, inspirujemy do poszukiwania, ale i uczymy krytycyzmu wobec źródeł.

Pomiędzy sztukami – przekład intersemiotyczny

Nasi uczniowie i nasze uczennice funkcjonują w postmodernistycznym świecie intertekstualnym. Cała dzisiejsza kultura jest wielopłaszczyznowa. Przenikają się rodzaje sztuk, tworzywa, gatunki. Oczywiste są wskazania zawarte w podstawie programowej. Na III etapie edukacyjnym wymaga się, by młodzież „znajdowała w tekstach współczesnej kultury popularnej (np. w filmach, komiksach, piosenkach) nawiązania do tradycyjnych wątków literackich i kulturowych; wskazywała przykłady mieszania gatunków; uwzględniała w analizie specyfikę tekstów kultury przynależnych do następujących rodzajów sztuki: literatura, teatr, film, muzyka, sztuki plastyczne, sztuki audiowizualne”. Na IV etapie edukacyjnym podstawa mówi o potrzebie konfrontowania tekstu literackiego z innymi tekstami kultury (np. plastycznymi, teatralnymi, filmowymi). Dokonywanie przekładu intersemiotycznego na lekcjach języka polskiego wydaje się w tym kontekście działaniem naturalnym. 

Podam przykład. Omawiając balladę Adama Mickiewicza Lilije, mówi się o cechach gatunkowych tekstu, w tym o sposobach budowania w nim nastroju, konstrukcji narracji kreującej pełną napięcia akcję, metodach konstruowania portretu głównej bohaterki i obrazu jej relacji z innymi postaciami. W trakcie analizy same nasuwają się skojarzenia z romantycznym horrorem. Pamiętamy przecież, że to w czasach romantyzmu Mary Shelley pisze słynnego Frankensteina, a triumfy święci powieść grozy czy powieść gotycka. Nie jest to zatem żadne interpretacyjne nadużycie. Mickiewiczowi z pewnością nie były zupełnie obce takie lektury, a i opowieści ludowe, którymi się inspirował, obfitowały w pełne grozy i napięcia wątki. Warto więc sięgnąć do definicji gatunkowej horroru. Młodzież pod kierunkiem nauczyciela – za pomocą smartfonów – może poszukać jej w internecie. Jest to szansa na wskazanie uczennicom i uczniom, jakie źródła są wiarygodne, a do których trzeba podejść krytycznie i na czym ten krytycyzm winien polegać (na przykład w odniesieniu do Wikipedii). Aby dokonać świadomego przekładu dzieła literackiego na film
(w tym wypadku horror), trzeba przypomnieć cechy sztuki filmowej jako tekstu wielotworzywowego. Młodzież musi:
▶    wyjaśnić, jakie są rodzaje i funkcje montażu, jak monta...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy