Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

20 grudnia 2017

NR 21 (Listopad 2017)

Człowiek w świecie interdyscyplinarnym, czyli o uczeniu się i rozwoju w połączeniach

0 299

Dlaczego warto przestać być alfą i omegą?

Nauczyciele i nauczycielki, musimy pogodzić się z faktem, że w XXI wieku w przeszłość odchodzi – czy chcemy tego, czy nie – styl nauczania rodem sprzed dwóch stuleci! I to pomimo, że tak miło było się umościć w XIX-wiecznym modelu dydaktyki, w którym osoba nauczająca była mistrzem. Belferska alfa i omega wykładała, objaśniała, nakazywała, jawiła się jako rewelator objawionych prawd, budziła poszanowanie i posłuch. To paternalistyczne podejście do edukacji na pewno stanowi i dziś silną pokusę. Jeśli się przyjmie taką optykę, wszystko jawi się jako wiadome, oczywiste, bezpieczne, ale czy to naprawdę takie miłe, pożyteczne i wyzbyte niebezpieczeństw? Czy rezygnacja z funkcji wszechwiedzącego wykładowcy musi oznaczać kapitulację? Nie wiemy wszystkiego. Przyznajmy to! Żyjemy w świecie, który jest interdyscyplinarny, logiczne wydaje się więc, iż podążanie w nauczaniu wąską ścieżką jednej dziedziny wiedzy prowadzi donikąd. Trzeba dostrzegać połączenia, jakie stały się już naturalną cechą dzisiejszej rzeczywistości, którą szkolna praktyka edukacyjna winna uwzględniać. I przed nami, i przed naszymi podopiecznymi otwierają się dziś nieustannie nowe przestrzenie wiedzy, wspaniałe wyzwania dla rozwijania umiejętności oraz twórczości. 

Sieć wirtualna to szansa, nie zagrożenie!

Ogromną szansą na intelektualny rozwój jest Sieć. Trzeba przestać traktować ją jako totalne zagrożenie. Owszem, są w niej treści niepożądane, ale zawiera też w sobie potencjał, szansę na naprawdę dobrą edukację. Według Stephena Downesa, jednego z twórców konektywizmu (koncepcji pedagogicznej próbującej opisać, jak uczymy się w cyfrowej rzeczywistości XXI wieku), w Sieci każda ucząca się osoba jawi się jako autonomiczna jednostka poszukująca ważnych dla siebie wartości, określająca cele i podejmująca decyzje. Siła wirtualnej przestrzeni tkwi w różnorodności, bo ta buduje interakcje – wymianę myśli. Cały czas trwa interaktywny dialog i to wielostronny, bo idee oraz informacje mogą pochodzić z różnych zasobów sieciowych, od bardzo różnych od siebie osób. Można tu znaleźć inspiracje (np. na portalach poświęconych edukacji, gdzie nauczyciele i nauczycielki dzielą się swoimi pomysłami, doradzają sobie wzajemnie różne rozwiązania dydaktyczne oraz metodyczne). Nie jest złem podpatrywanie, co robią inni, jeśli w ślad za tym idzie uczenie się nowych treści, eksperymentowanie (nawet takie, któ-
re zawiera błędy; wszak błędy są potrzebne, uczą czegoś na przyszłość), a potem wprowadzanie wartościowych rozwiązań do polonistycznej praktyki. Tymczasem według Marcina Polaka, twórcy i redaktora naczelnego Edunews.pl, z badania Uwarunkowania Decyzji Edukacyjnych 2014 wynika, że 55% Polaków w wieku 20–64 lat „nie potrzebuje się uczyć, ani podnosić kwalifikacji/nie interesuje ich dokształcanie się”, 
natomiast około 31% twierdzi, że „nie ma czasu na naukę”, blisko 8% osób twierdzi, że „nie stać ich na dokształcanie”. Trzeba uczciwie rozważyć kwestię, czy pośród tych, którzy nie chcą się uczyć, nie ma też nauczycieli i nauczycielek. Ja, niestety, znam takowe jednostki. 
A przecież to my musimy przekazywać młodzieży wiedzę. Nie samą w sobie, ale tyczącą tego, jak się uczyć we współczesnym świecie. 

Jeszcze jedną kwestię należy wziąć pod uwagę, kto wie, czy nie najważniejszą! Jeśli nowoczesna edukacja to relacje różnego rodzaju, to dla nas najważniejsza jest ta z młodzieżą. Tworzenie pomiędzy młodymi ludźmi a nami wspólnoty, wymiana wiedzy i wzajemne wspieranie się (pamiętajmy, że my też możemy się czegoś od uczniów nauczyć, zwłaszcza jeśli chodzi o nawigację w przestrzeni wirtualnej) – oto przyszłość edukacji polonistycznej! A zatem sieciujmy się, poszukujmy połączeń z innymi, śmiało wykorzystujmy rysujące się przed nami i młodzieżą bogactwo możliwości.

Blogosfera przestrzenią dialogu

Blogosfera stanowi termin określający wszystkie blogi jako społeczność czy też sieć społeczną. Wiele blogów jest połączonych ze sobą poprzez pozostawione w nich komentarze i linki. Co jeśli spróbujemy stworzyć wraz z naszymi uczniami swoisty rozdział w blogosferze? 

Nierzadko narzeka się na zanik czytelnictwa u młodzieży. Czy ono rzeczywiście jest w stanie agonalnym, czy też kryzys dotyczy przede wszystkim lektur szkolnych? Wydaje mi się, iż prawdą jest raczej to drugie zjawisko. Mówiąc o kanonie, funkcjonujemy w sferze przymusu sankcjonowanego przez podstawę programową, programy, podręczniki. Wszyscy wiemy, że obejmują one dzieła ważne dla naszej tożsamości kulturowej, swoisty kod narodowy. Tyle że trzeba się mocno nabiedzić, aby wydobyć z kanonicznych dzieł treści przystające do świata, w jakim żyją nasi podopieczni. To oczywiście obligatoryjny zabieg. Nie ma innej drogi w odniesieniu do lektur szkolnych jak szukanie połączeń pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, sprytne zachęcanie do czytania treści dla młodzieży nieoczywistych. Wszyscy jednak – i nauczyciele, i uczniowie – mamy niedosyt książek współczesnych, bezpośrednio odnoszących się do dzisiejszych doświadczeń. Zdarza mi się przeprowadzać wśród moich podopiecznych ankiety na temat szkolnych lektur. Oceny kanonicznej listy utworów są zróżnicowane, ale zawsze – jak refren – powtarza się w nich żałosna tęsknota za czymś, co można odnieść do ich młodzieńczej rzeczywistości, zainteresowań, wydarzeń definiujących własny świat – coś, co pozwoli im ten świat lepiej zrozumieć. Każdy, kto sprawdzał wypracowania gimnazjalne czy maturalne, wie, że młodzież ma kłopot z doborem tekstów kultury do swojej argumentacji. Często przywoływane są przykłady oceniane jako infantylne, nieprzystawalne do tematu, dotyczące tej nie najlepszej literatury. Fakt! Można go jednak zinterpretować pozytywnie. To dowód, że młodzi ludzie coś jednak czytają. Najczęściej fantasy, kryminały, biografie sportowców czy celebrytów, horrory, melodramaty, romanse, komiksy, mangi. Jak podnosić jakość tego czytelnictwa i promować teksty naprawdę warte przeczytania? Wydaje mi się, że może to być blog o książkach tworzony wspólnie przez polonistę i młodzież (tak zwany blog kolektywny). Trzeba ustalić zasady jego użytkowania:

1 Krok: Każda osoba dokonuje przynajmniej jednego wpisu w miesiącu, który będzie rekomendacją jakiegoś tekstu (można się odwoływać do różnych gatunków literackich, ale dzieła muszą być napisane najpóźniej w ostatnim dwudziestoleciu XX wieku).

2 Krok: Rekomendując tekst, nie wolno streszczać ani przepisywać gotowych recenzji.

3 Krok: Podejmuję takie działania, więc wiem, że przedmiotowo traktowani uczniowie (są równorzędnymi i autonomicznymi partnerami w dialogu, w którym ich opinie są ważne; samodzielnie dokonują czytelniczych wyborów; mogą zrealizować pragnienie zainteresowania innych tym, co im się podoba) chcą zaprezentować swoje fascynacje. Lubią też „porozmawiać” z nauczycielem, jeśli nie są poddani presji oceny oraz czują się warci jego uwagi i zainteresowania. Dla nas polonistów ważna jest strona praktyczna takiego bloga, uczy on bowiem zasad internetowej rozmowy, argumentacji. Ponadto zmusza w nieopresyjny sposób do szukania nowych lekturowych wyzwań, czegoś, co potencjalnie może zainteresować innych. Jest formą autoprezentacji. Okazuje się drogą do wzajemnego uczenia się. Wspomniany już wcześniej Downes twierdzi: „Rozwijamy zarazem wiedzę osobistą, ale i wiedzę społeczną. Uczymy się i wzrastamy dzięki połączeniom”. Ja się z tym zgadzam.

4 Krok: Trzeba przedstawić argumenty uzasadniające wybór

  • Należy pisać wyłącznie o swoich osobistych refleksjach i ocenach wynikających z lektury.
  • Wolno wprowadzać rysunki, nagrania wideo, krótkie fragmenty dzieła.
  • Można podawać linki do stron zawierających alternatywną recenzję tekstu albo do podobnych blogów.
  • Każdy z autorów bloga musi przynajmniej raz skomentować jedną z czytelniczych rekomendacji; komentarz powinien być rzeczowy i dowodzić przeczytania tekstu.
  • Wszystkich obowiązują zasady ortografii i interpunkcji; trzeba się posługiwać polszczyzną literacką.
  • Obowiązuje zakaz deprecjonowania czyichś wyborów czytelniczych; krytyka nie oznacza obrażania i wyszydzania osoby, z którą dialogujemy.

Flash mob, czyli jak i po co robić sztuczny tłum

Flash mob to określenie sztucznego tłum ludzi gromadzących się niespodziewanie w miejscu publicznym, by przeprowadzić krótkotrwałe zdarzenia, zazwyczaj zaskakujące dla przypadkowych świadków. Można tę formę pracy – pokrewną happeningowi – wykorzystać jako podsumowanie zajęć poświęconych dziełu literackiemu. Ważny element metody stanowi proces przygotowawczy. Warto spróbować go przeprowadzić przy wykorzystaniu narzędzia internetowego, jakim jest darmowa, bezpieczna dla użytkowników platforma Edmodo. Znajdziemy ją pod adresem: //www.edukator.pl/Edmodo. Nauczyciel tworzy na niej wraz z uczniami społeczność, aby opracować wspólny plan zdarzenia. Dialoguje się tam znakomicie, nawet lepiej i szybciej niż na blogu, gdzie czasami komentarze się „mijają”. Świetne jest też to, że można wypracowane pliki (np. plan działań, układ taneczny, ustawienie osób, tekst do wygłoszenia, wzory kostiumów, matrycę pytań dla reporterów) zgrupować w jednym katalogu. Jest to niewątpliwie dość pracochłonne i wymaga czasu, ale korzyści są olbrzymie. Kooperujemy z młodzieżą, wspólnie tworzymy projekt, uczymy się od siebie.

Flash mob musi się odbyć w przestrzeni publicznej. Nasz wybór padł na główną ulicę Łodzi – ulicę Piotrkowską. Kilka osób weszło w role reporterów, którzy pytali przechodniów o to: czy rozpoznają czytany głośno tekst, co myślą o tym wydarzeniu, czy warto publicznie i to w takim miejscu czytać wielką literaturę narodową, czy im też Małysz wydaje się podobny do Słowackiego, czy wiedzą, dlaczego jesteśmy wyposażeni 
w akcesoria narciarskie, czy się dołączą do wspólnego czytania (jeśli tak, to dlaczego; jeśli nie, to co im przeszkadza w udziale). Inni uczniowie kręcili film, na którym utrwalali ciekawsze momenty zdarzenia.

No cóż, przedsięwzięcie udało się! Kilkadziesiąt osób dołączyło do nas w czytaniu, wiele przystawało, przyglądało się, biło brawo. Kiedy ewaluowałam nasz flash mob, uczniowie i uczennice przyznali, że nie spodziewali się, iż XIX-wieczny tekst tak ich zaangażuje emocjonalnie. Bycie w grupie przełamywało ich nieśmiałość, tym bardziej że reakcja przechodniów na Piotrkowskiej była wyłącznie pozytywna. I jest jeszcze jedna wartość dodana. Na pamiątkę naszych aktorskich popisów został film.

 

Ja skorzystałam z tej metody, podsumowując Kordiana Juliusza Słowackiego. Zainspirował mnie Paweł Passini (twórca internetowego neTTheatre, reżyser teatralny współpracujący między innymi z Teatrem Chorea i Teatrem Fabryka Sztuki – oba łódzkie). Postanowiłam powtórzyć i nieco przemodelować jego pomysł, w którego realizacji brałam onegdaj udział wraz z wybraną grupką młodzieży. Zależało mi na tym, aby młodzi ludzie – już w znacznie większej, bo dwuklasowej grupie – sprawdzili, w jaki sposób przeciętne, przypadkowo napotkane osoby odbierają tekst wieszcza. Było to w czasach, kiedy największym bohaterem Polek i Polaków był święcący triumfy na skoczniach Europy Adam Małysz. Skoczek – dzięki swojemu charakterystycznemu wąsikowi i subtelnej urodzie jako żywo przypominał wielkiego romantyka! Drugim punktem stycznym była wspinaczkowa pasja...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy