Kordian i cliffhangery

Polski w praktyce

Kiedy zrozumiałem, że romantycy wymyślili Hollywood, wróciłem po raz kolejny do Kordiana, słynnego i niezbyt lubianego dramatu Juliusza Słowackiego. Po lekturze uprzytomniłem sobie, że wbrew pozorom jest to widowiskowe political fiction, które umiejętnie stymuluje emocje publiczności.

Chciałbym podpowiedzieć wam, na co zwrócić uwagę, żeby dostrzec „popowy” potencjał tej intrygującej opowieści.

POLECAMY

Wizualność

W moim romantycznym cyklu przewija się bezustannie wątek spektakularnej wizualności, która łączy sztukę romantyczną z hollywoodzkimi produkcjami.
W przypadku dzieł Słowackiego – nie można go pominąć. Z tego względu Kordian jest historią niezwykle przemyślaną. Jakby stworzoną do oglądania, więcej: do kontemplowania.
Poeta jest jak reżyser filmowy, który z wielką pieczołowitością dopracowuje każdą scenę, każdy kadr i dzięki temu tworzy niesamowity klimat swoich fabuł. Mam wrażenie, że Mickiewicz tego nie potrafił.
Spójrzcie – na przykład – na scenę za spiskowcami (akt III, scena IV) i zwróćcie uwagę, jak Słowacki opisuje ją w didaskaliach. Gdyby przełożyć to na język serialu, moglibyśmy zobaczyć coś niezwykle przejmującego. 
Albo scena na szczycie Mount Blanc (końcówka aktu II). W gruncie rzeczy ta sekwencja mogła...

Pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!

Przypisy