Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

13 grudnia 2017

NR 16 (Styczeń 2017)

Nowe szaty klasyki
Słów kilka, a nawet wiele o kanonie lektur

0 284

Najgorszą rzeczą, jakiej może doświadczyć dyskutowana i popularna książka oraz jej głośny autor, jest wejście do kanonu. Opinia, że jakakolwiek powieść należy do klasyki, jest jeszcze bardziej zabójcza niż usunięcie w mroki niepamięci.

Książkę zapomnianą zawsze ktoś może odkryć – dla siebie lub dla innych czytelników, zawsze może ona zostać przypomniana, wznowiona, gdy zmieni się kontekst społeczny czy literacki. Tymczasem książek klasycznych nikt nie czyta, bo wszyscy je znamy, krążą one wciąż wokół nas jako źródło odniesienia, zbiór cytatów. Cyrkulują w przestrzeni publicznej i nie kuszą nas w żaden sposób. Niektórzy badacze mówią przewrotnie, że klasyka i kanon służą wyłącznie do wywoływania wyrzutów sumienia u bardziej świadomych czytelników albo że stanowią papierek lakmusowy, za pomocą którego rozpoznajemy stopień wyedukowania, zaznajomienia w kulturze nowopoznanych osób. Klasyka obecna na listach lektur szkolnych służy wielu czytelnikom jako negatywny punkt odniesienia: nie przeczytam już nigdy nic więcej Słowackiego, Mickiewicza, na Prusa nie spojrzę, bo byli w szkole. Klasyka jest więc albo nudna, albo wiąże się z systemem opresywnym – a często przecież wszystkie te łaty przylepia się łącznie. 

Bestseller a klasyka

Przeciwieństwem nudnej klasyki jest – w porządku rynku wydawniczego – najnowszy bestseller. Ten kusi świeżą okładką nadążającą za trendami w grafice, ma wysoką sprzedaż, można o nim podyskutować, można poczuć przynależność do wspólnoty aktywnych czytelników śledzących nowości. Zapytam jednak perfidnie – czy pamiętają Państwo, jakie mieliśmy najnowsze bestsellery dwa lata temu? Kto wtedy elektryzował naszą wyobraźnię? I – na miły Bóg – dlaczego nie możemy sobie przypomnieć, co wtedy wszyscy czytali? Jacy autorzy okupowali listy bestsellerów? Spośród wad bestsellerów jedna jest tu dla mojego wywodu najbardziej istotna – bestseller jest głośny tak długo tylko, jak świetnie się sprzedaje, a czas ten jest jednak dość krótki. Tymczasem klasyka, ta nudna, nielubiana, a wciąż przywoływana, ciągle nam siedzi w głowach: gdy tylko ktoś zaczyna mówić o pamięci, natychmiast sięga po motyw proustowskiej magdalenki, nie ma czarownicy bez Wolanda, jeśli dom pełen kobiet to na pewno Panny z Wilka, jeśli przywołujemy obraz strychów to Proces Kafki, jeśli miłość kobiety w wieku średnim to Flaubert, jeśli miłość męska – to Lalka. 

Klasyka stanowi z całą pewnością świetną odtrutkę na pulpę rynkową, na ciągle zmieniające się mody, na literaturę, której problemy dzisiaj często wiążą się w sposób bliski i bezpośredni z naszym otoczeniem codziennym. Wszyscy korzystają z mediów społecznościowych, zatem i bohaterowie literaccy muszą używać Facebooka. Klasyka gwarantuje nam tymczasem oderwanie się od codzienności, od takich kłopotów technologiczno-logistycznych, które w literaturze, ocenianej z perspektywy długiego trwania, wydają się pozbawione znaczenia. Nie jest przecież tak, że postaci Faulknera są mniej tragiczne, bo zmagają się z życiem na południu USA w gorsetach i melonikach. Klasyka ma i tę zaletę, że gwarantuje nam kontakt z językiem pięknym, dbałym, giętkim, gęstym – nie zaś z wyrzężonymi zdaniami, poprawianymi w wydawnictwie, zachowującymi wyłącznie pozory języka literackiego. Takimi „wydmuszkami” językowymi, zdaniami obracającymi się dość kaleko wobec jednego orzeczenia posługuje się bardzo często polska powieść fantastyczna albo literatura zaliczana do nurtu young adult (czy to polska, czy to przekłady z angielskiego).

Klasyki życie po życiu

Czytanie klasyki nie oznacza też dzisiaj wcale konieczności zagłębiania się w kolejne tomiszcza XIX-wiecznych mistrzów. Klasyka żyje, a przynajmniej żyć powinna, byśmy nie zapomnieli o tożsamości i o wspólnocie czytelniczej. Eseista, krytyk, tłumacz sięgający do klasyki (nawet jeśli to klasyka sprzed 10 lat), musi się zderzyć z autorem, jego biografią, językiem, światem wyobraźni, z rzeczywistością społeczno-polityczno-kulturową, wreszcie z narosłymi wokół niego interpretacjami. Musi odziać klasykę w nowe szaty, pokazać, jaki znajduje w niej potencjał, co go uwiera w dotychczasowych odczytaniach, jak można je zmienić, jak można unowocześnić język, którym klasyk do nas mówi. Najważniejsze jest zaś to, że odwołując się do tekstu klasycznego i czytając go na nowo, ocala się żywot klasyki, przedłuża jej trwanie. Oglądamy się w lustrze, jakie podsuwają nam starzy mistrzowie, ale dzięki biografom, tłumaczom i eseistom jest to zupełnie nowe lustro i nowy obraz dzięki nim dostrzegamy. Rozwija się i umacnia wspólnota, nawet jeśli nowe odczytania mają charakter skandalizujący, jeśli pokazują nam wielkich pisarzy w – za przeproszeniem – samych gaciach. Najwyraźniej takie mamy czasy, że dopiero pisarz rozebrany, obnażony pobudza nas do myślenia. 

Lektura skandalizująca

Do klasyki nawiązują dzisiaj wybitni eseiści, czytając wciąż na nowo Sienkiewicza, Miltona, Kafkę, Celana, Iwaszkiewicza, Bunina, Flauberta, Becketta, Schulza, Gombrowicza. Mam wrażenie, że o ile polski esej przed 1989 rokiem osiągnął mistrzostwo wtedy, gdy odwoływał się do tematów historycznych (jak było w przypadku Jasienicy, Burka czy Kijowskiego), o tyle dzisiaj najlepsze eseje poświęca się tematom literackim. 

Czasem myślę, że o ile nie znoszę Sienkiewicza, uważam go za mizogina, kolonizatora, pisarza beztrosko mieszającego różne porządki kulturowe, to zachwycam się sposobem, w jakim czyta go Ryszard Koziołek. W Ciałach Sienkiewicza i Dobrze się myśli literaturą zadaje on jedno krępujące dla odbiorcy pytanie: czy nasza obojętność i znudzenie Sienkiewiczem nie wynika z tego, że czytaliśmy go za wcześnie? Czy jako uczniowie byliśmy w stanie zauważyć w jego  powieściach cały ich potencjał? W tych wątpliwościach nie kryje się obraza kompetencji kulturowych dzieci i młodzieży, a raczej pytanie o dojrzałość. Tak samo możemy przecież zapytać o lekturę Lalki – na ile 17-latki są w stanie pojąć światopogląd i dylematy mężczyzny po przejściach, samotnego człowieka w wieku średnim? Na ile zrozumieją cały system spętanych konwenansem namiętności, jakie przedstawia Bolesław Prus – jeden z niewielu polskich autorów obdarzonych tak nikłym temperamentem (bo jego żaden biograf pomimo szczerych chęci nie jest w stanie rozebrać go do rosołu)? Koziołek w swojej lekturze Lalki uruchamia tropy podskórne: fetyszyzm Wokulskiego ujawniający się w scenie sprzedaży Izabeli rękawiczek, srogą krytykę kapitalizmu widoczną w licznych opisach sklepu, niechęć wobec egotycznych indywidualistów, która może doprowadzić do klęski wartości zbiorowych. W tej perspektywie Prus poprzedza Dawkinsa i Houellebecq (słowa Koziołka), przeczuwając konsekwencje triumfu woli jednostki nad wspólnotą. 

Czytając Sienkiewicza, sięga Koziołek po figurę rozsunięcia, tzn. wybiera takie motywy, których autor sam właściwie nie był świadom, pokazuje powtarzalność pewnych scen, szczegółów opisu i z nich buduje cały skomplikowany schemat światopoglądowy: bada, w jaki sposób Sienkiewicz konstruuje i przeciwstawia postaci kobiece. Wszyscy wiemy, że to u autora Krzyżaków występuje jeden z jaskrawo widocznych motywów: anielska Danusia i zmysłowa Jagienka. Jak pokazuje jednak Koziołek, sam Sienkiewicz obawiał się tego, co płodne i ziemskie, za kobietę idealną uważał chłopczycę o wąskich biodrach, niezdolną do poczęcia dziecka. Koziołkowi nie chodzi wcale o jałowe wydobywanie ukrytych smaczków, jak smaczne by one nie były. Jego celem jest funkcjonalizacja wszystkich uchwyconych tropów. Pokazuje zatem, jak miłość Zbyszka do Danusi wiąże się z destrukcją więzi społecznych, z pragnieniem odrzucenia obowiązków. Dlatego właśnie Danusia musi umrzeć, a Zbyszko przenosi swe zakochane spojrzenie na Jagienkę, za którą stoi porządek narodu. Kolizja dwóch modeli kobiecości, tak zgrabnie na nowo opracowana, wiąże się zatem z dwoma porządkami: literackim (bo Danusia to „pokusa Tristana”) i plemiennym (Jagienka uosabia wszak „dyskurs ziemi, wegetacji, rodu”).  
Strategia rozsuwania czy też czytania między wierszami to nie jedyne rozwiązania dla eseistów odwołujących się do klasyki. Piotr Seweryn Rosół w swojej rozprawie o Gombrowiczu wybiera jeszcze inny sposób pisania – konfrontuje swoją lekturę Gombrowicza ze znanymi nam odczytaniami, wybiera wątki u Gombrowicza obecne, ale przez tradycyjnych badaczy spychane na dalszy plan. Jego książka nosi tytuł Genet Gombrowicza. Historia miłosna i ujawnia się w niej bardzo ciekawa i płodna zarazem strategia ożywiania klasyki. Rosół zderza bowiem teksty dwóch autorów, obudowuje swoje interpretacje Gombrowicza odniesieniami do Jeana Geneta, także klasycznego, choć obrazoburczego autora. Genet, jak pokazuje bibliografia, nie ma w Polsce żadnego solidnego opracowania, choć większość jego tekstów została na polski przełożona. W polskiej literaturze niezbyt chętnie sięgamy po autorów zagranicznych, co widać nawet w języku: „literatura obca”, „autor obcy” – zakładamy z góry, że polski kontekst nic nie zyska w zderzeniu z inną kulturą. Rosół wybiera jednak takiego właśnie autora, bo jego obecność pozwala uruchomić w tekstach Gombrowicza różne, inaczej mniej widoczne, motywy. I podobnie jak Koziołek, Rosół rozbiera swoich bohaterów, za każdym razem pokazując jednak, czemu owo rozbieranie służy. Gombrowicz zanotował w Dzienniku: „Genet! Genet! Wyobraźcie sobie, co za wstyd, przyplątał się do mnie ten pederasta, ciągle za mną chodził, ja idę ze znajomymi, a to on na rogu, gdzieś, pod latarnią, i jakby kiwał… daje mi znaki! Zupełnie jakbyśmy byli z tej samej branży! Kompromitacja! A także – możliwość szantażu! Przed wyjściem z hotelu wyglądałem przez okno… nie ma go… wychodzę… jest! Jego plecy skulone zerkają na mnie!”. Z tego zapisu Rosół  wskazuje, co łączy Geneta i Gombrowicza jako ludzi zepchniętych na margines normy, bo przecież do ich spotkania dochodzi w 1963 roku, a więc w okresie, gdy homoseksualizm był jeszcze rozpatrywany w kategoriach patologii. Obaj piszą zaś po to, by wyzwolić się nie tylko z pojęcia normy, ale i z dyskursu emancypacyjnego, nabierającego wtedy na sile. Jak pokazuje Rosół, Genet pisał to, czego Gombrowicz nie ośmielił się wyrazić, charakteryzowało ich zatem „absolutne oddzielenie” i „absolutna tożsamość”.  Tam, gdzie Genet pisał wprost, Gombrowicz stosował różne figury maskujące, pod które teraz badacz śmiało zagląda, by przedstawić „niewysłowiony sekret”. Esej Rosoła ma charakter literaturoznawczego kryminału, który czyta się z wypiekami i lekkim posmakiem grzeszku. Autorowi daleko jednak do skandalizowania, powiedziałabym raczej, że zbliża się do drobiazgowej analizy poszczególnych tekstów Gombrowicza, posługując się zupełnie innym narzędziem niż tradycyjni badacze. Rosół pokazuje bowiem, jak jego bohaterowie odnoszą się do problemu płci, wolności, pamięci, historii, politycznej poprawności, co myślą o pozycji i zadaniach literatury – a w tym nie ma miejsca na skandal. 

...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy