Dołącz do czytelników
Brak wyników

Polski w praktyce

18 grudnia 2017

NR 19 (Lipiec 2017)

Bez Conrada nie ma szkoły

0 95

Na początku XXI wieku ograniczono młodzieży szkół średnich dostęp do jednego z największych piór prozy światowej w XX wieku. Najpierw wycofano z lektur obowiązkowych jego sztandarową powieść, by zaraz, po fali protestów, zastąpić ją skromniejszym, acz ważnym dziełem…
 

Mówił o sobie z właściwą skromnością: „Jakiś nic nie znaczący chłopak z kresów, z zapadłej krainy, z jakiejś Polski został bez protekcji kapitanem angielskiej marynarki”. Tej pokory i skromności jako wzorca bardzo brakuje zawsze i wszędzie. Dlaczego i z jakich powodów należy czytać Józefa Konrada Korzeniowskiego, bo o nim jest tu mowa? Ponieważ jest nasz, ale przede wszystkim dlatego, że jest już intelektualną własnością całego świata i nie może być tak, że polska szkoła miałaby nagle o nim zapomnieć lub traktować jako pisarza drugorzędnego, którego stylistyka nie przystaje do wymagań i oczekiwań współczesności. Conrad uczył pokolenia trwania przy ideałach i wierności. H. G. Wells mówił o nim, że jest to „dżentelmen niosący przez podły świat subtelny kodeks nieskalanego honoru”.

Pytanie o cywilizację

Przez dziesiątki lat licealiści, uczniowie techników i szkół zawodowych czytali Lorda Jima. Teraz natomiast zadajemy im Jądro ciemności, bo jest to utwór krótszy czy też mniej wymagający? No właśnie, Conrad wymaga od swoich czytelników o wiele więcej niż jego piszący, nie tylko polscy, rówieśnicy; Conrad stawia poprzeczkę wysoko. Autor urodzony w Berdyczowie, na krańcu Europy, pyta nas nieraz o stan cywilizacji, skoro bezkarnie produkuje ona, parafrazując Marię Dąbrowską, nieszczęsne kreatury typu Kurtza?

Zastanówmy się nad lękiem przed Lordem Jimem, skoro po cichu wycofano go z kanonu lektur, choć niebawem ma powrócić? Co jest takiego w tym tekście, że nagle stało się trudne, a nawet niewygodne dla ludzi początku XXI wieku? Przypomnijmy podstawowe fakty. Józef Conrad ukończył tę powieść w roku 1900 i uczynił jej tytułowym bohaterem młodzieńca dwudziestoczteroletniego (czyli niewiele starszego od naszych maturzystów iabsolwentów studiów wszelakich…), który pracą
i siłą woli wyrwał się z angielskiej prowincji, z małego probostwa swojego zacnego ojca, skończył szkołę morską i zamustrował się na swój pierwszy statek i rejs w charakterze pierwszego oficera. Można powiedzieć, że dopiął swego! Płynie. Cały zbadany i niezbadany świat stanął przed nim otworem. Ale świat nie zaczyna się u Conrada za granicami redy i kotwicowiska, świat bowiem zaczyna się w nas – w powikłanej psychice i meandrach charakteru… Stara łajba „Patna” wzięła na pokład kilkuset pielgrzymów do Adenu i Mekki. Dowodził nią niestety antypatyczny i zdemoralizowany kapitan Niemiec („renegat 
z Nowej Południowej Walii”), który dość lekko traktował swoje obowiązki. Najważniejsze były dla niego dwa imperatywy – płynąć i zarobić. Ponadto, żywił niechęć do obcych kulturowo pielgrzymów, nazywając ich bydłem. Conrad natomiast nigdy nie miał dobrego zdania o niektórych przedstawicielach nacji niemieckiej. W przywołanym wywiadzie mówił: 
„Do Prusaków mam wyrozumowaną nienawiść za ich eksterminacyjną politykę i za pogardę dla nas”.Wiemy, co wydarzyło się 
na „Patnie” i jak dalej potoczyły się losy Jima, ale zawsze podczas szkolnego omawiania tego tekstu zatrzymujemy się na dłużej przy opisie wypadków feralnej nocy, kiedy to, znów zacytuję Dąbrowską, wydarzył się „dramat poniechania odpowiedzialności”. Z kolei, Jan Józef Szczepański powiedziałby, że tej nocy Jim doświadczył świata jako zasadzki, w którą bezpowrotnie wpadł. 

Jim – jeden z nas

Na samym początku swojego eseju W służbie wielkiego Armatora autor zadaje bardzo belferskie pytanie: co zrobiłbym na miejscu Jima? Setki, a może tysiące razy, pytano o to w szkołach. W rzeczywistości było to straszne pytanie „zadawane przez sumienie”8 każdego z nas. Jim skoczył do szalupy i w otchłań swojego losu. Zrobił to, choć wcześniej los już raz go ostrzegł, dał mu do zrozumienia, że prawdziwe życie nie jest igraszką i panują w nim twarde i bezwzględne reguły. Pamiętać bowiem należy o epizodzie, który wydarzył się wcześniej w szkole morskiej, kiedy Jim zbyt późno „wyhaczył talię”. „Chłopiec spojrzał na kapitana z bólem świadomej porażki w oczach. Kapitan uśmiechnął się życzliwie: »Następnym razem będziesz miał więcej szczęścia. – To cię nauczy szybkości«”. Niestety, stało się inaczej. Dlaczego zdezerterował, porzucił pasażerów na pastwę losu i zbiegł? Ale później, jako jedyny, stawił się przed sądem Izby Morskiej w Singapurze, który dożywotnio odebrał mu szlify oficerskie, zakazał wykonywania zawodu i skazał na hańbę. Dlaczego? U Conrada nie ma prostych i jednoznacznych odpowiedzi. Nie znajdziemy ich także u dwa razy starszego i doświadczonego kapitana Charlesa Marlowa, choć ten mówi: „Czy ze względu na samego siebie pragnąłem znaleźć choćby cień czegoś, co by mogło wytłumaczyć postępek tego młodego człowieka, którego nigdy przedtem nie widziałem?”, ale być może zupełnie nowe światło na Jima rzuca jeszcze inna postać, pomijana w szkolnych interpretacjach. Myślę, oczywiście, o kapitanie Montague Brierlym, członku składu orzekającego w sprawie Jima i „Patny”. Z jednej strony zadaje on tajemnicze pytanie: „Dlaczego my dręczymy tego młodzika?”, a z drugiej wygłasza marynarskie credo zawodowe, obok którego nie sposób przejść obojętnie: „Są tu wśród nas ludzie różnych kategorii, między innymi także i skończone łotry; ale musimy psiakrew, zachować jakąś zawodową przyzwoitość bo inaczej staniemy się bandą partaczy wałęsających się bez ładu i składu. Ufają nam. […] Mówiąc szczerze, guzik mnie obchodzą wszyscy pielgrzymi Azji, ale porządny człowiek nie postąpiłby tak nawet z ładunkiem starych gałganów powiązanych w bele. My, ludzie morza, nie jesteśmy grupą zorganizowaną i jedyna rzecz, która nas łączy, to reputacja takiej właśnie przyzwoitości. A taka sprawa niszczy w człowieku zaufanie. Można przeżyć prawie całe życie na morzu i nie mieć ani razu sposobności do okazania sztywności kręgosłupa. Ale kiedy przyjdzie wyzwanie… Ach!...Gdybym ja…”. A następnie, w jakiś czas potem, popełnia spektakularne samobójstwo. 

Kiedy uczniowie pytają mnie, co o tym sądzę, mówię do nich tak: być może, dlatego wilk morski Brierly rzucił się w morze, bo sam kiedyś popełnił podobny cz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy