Dołącz do czytelników
Brak wyników

Polski w praktyce

14 grudnia 2017

NR 16 (Styczeń 2017)

Powtórka z klasyki
cała nadzieja w bibliotekach

0 251

Zaraz, zaraz – ale z klasyki czy z kanonu? Od kilku tygodni pełni niepokoju debatujemy nad zmianami w szkolnym kanonie (Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło nowe podstawy programowe i przemeblowało listy lektur obowiązkowych i nadobowiązkowych) oraz zastanawiamy się nad konsekwencjami, jakie mogą przynieść te zmiany. Profesor Andrzej Waśko z Uniwersytetu Jagiellońskiego, szef zespołu odpowiedzialnego za przygotowanie nowej listy lektur, podkreślał, jak bardzo zależy mu na tym, by dzieci i młodzież poznawały jedną literaturę. Właśnie: jedną. Ta liczba pojedyncza wydaje się tutaj najważniejsza, jakby miała być lekarstwem na bezradność wobec stosunkowo świeżego i następującego odkrycia. Kanon bowiem nie spada z nieba, kanon układany jest przez ludzi i na dodatek w określonym celu: by zaspokoić konkretny głód, ustalić, kim jesteśmy jako zbiorowość, ale już nie jako jednostka. „Jedna literatura” oznacza również, że ustalenia są bezdyskusyjne; owa bezdyskusyjność dotyczy nie tylko linii (znowu w liczbie pojedynczej) interpretacyjnej, ale i tego, że kanony (w liczbie mnogiej) nie wchodzą w grę i czytanie „co komu bliskie” i „co komu potrzebne” nie będzie dopuszczalne. Szkoła rzadko kiedy kojarzyła się z wolnością, dlatego system zakazów i sztywne listy lektur nie są wstrząsającą zmianą. Co innego biblioteka, która jest przestrzenią swobody, gdzie możliwa jest nawet najbardziej ryzykowna wyprawa w nieznane. Biblioteka publiczna daje szansę eksperymentu bez wymogu zdawania raportu z wynikami. Jasne jest, że każdy, kto czyta, wywoływany jest do krytycznej odpowiedzi, ale czy odpowie na to wezwanie, to już prywatna sprawa. 

Przymus kontra swoboda

Dobrze, ale czy ostatecznie uda się ustalić różnicę między kanonem szkolnym a klasyką literatury, bo tym razem pytanie dotyczy klasyki? Chciałoby się wierzyć, że różnica jest prosta, choć mało wesoła: lektury szkolne to kłopot dzieci i ich rodziców oraz nauczycieli, w związku z czym wyjście ze szkoły oznacza początek życia na wolności. Klasyka w takim rozumieniu oznaczałaby wybór utworów i to tych najlepszych, bo pomocnych w trudnych czasach, zwłaszcza kryzysowych. Zalewają nas nowości, rynek książki co tydzień serwuje „najlepsze z najnowszych” pozycje, które tracą na atrakcyjności w zastraszającym tempie, któż by spamiętał tytuły z listy przebojów sprzed trzech miesięcy? A czytać trzeba – szczęśliwie już nie dla oceny szkolnej, tylko z potrzeby serca albo dla higieny duchowej i umysłowej. W zamęcie zatem najlepszym z wyborów może być ten klasyczny: z kłopotów wybawią nas Bracia Karamazow Fiodora Dostojewskiego albo Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa. Skoro już o rynku mowa była, o modach zmieniających się w zastraszającym tempie i nadprodukcji, to czy klasyka literacka działała na podobieństwo do tej odzieżowej? Jeśli wierzyć domom towarowym, firmom odzieżowym i poradnikom, fasony i kolory uznawane za klasyczne (białe koszule, czarne spodnie, szare płaszcze), stonowane, niewychylające się w żadną ze stron nie tylko mogą dać poczucie bezpieczeństwa, dodać pewności siebie, ale i zaświadczyć o tak zwanym dobrym guście, obyciu, czyli zadziałać na naszą korzyść. Klasyczny to już nie tyle nudny, co odporny na mody, zmienne i obliczone na szybki zysk. Zwrot ku klasyce oznaczałby już nie tyle brak orientacji w modach, ale byłby jasną wypowiedzią, sprzeciwem wobec rytmu sezonowych zmian. W klasycznym płaszczu i w białej koszuli zawsze wygląda się dobrze, a czy można dobrze poczuć się, sięgając po klasykę? I czy tylko o to chodzi, by dobrze się poczuć? 

Listy przebojów a długie trwanie

Po klasykę, czyli co? Pytanie goni kolejne pytanie, bo jak w przypadku kanonu pojawia się wątpliwość o liczbę pojedynczą i dopuszczalne poszerzenie pojęcia. Szczęśliwie co jakiś czas wyławiamy z odmętów niepamięci zbiorowej i historii literatury takie cuda jak Nowe Ateny Benedykta Chmielowskiego, Marii Czartoryskiej-Wirtemberskiej Malwinę, czyli domyślność serca, Anny Mostowskiej z książąt Radziwiłłów Strach 
w zameczku czy Gabrieli Zapolskiej Z pamiętników młodej mężatki. Akurat te (wśród wielu innych) przypomniane zostały w słynnej już serii wydawnictwa Universitas Klasyka mniej znana, skierowanej przede wszystkim do studentów i nauczycieli, którzy najdotkliwiej odczuwali brak wznowień i zwyczajnie nie mieli na czym pracować. Dzięki temu przedsięwzięciu wystarczy wybrać się do biblioteki niekoniecznie naukowej, nie trzeba już używać znajomości, by zdobyć ten jedyny dostępny egzemplarz. Na potężnej liście Klasyki mniej znanej znajdują się (jak twierdzą redaktorzy serii) „dzieła doniosłe, które ukazały się kiedyś, były wydarzeniem zmieniającym oblicze literatury, a które współczesnemu czytelnikowi znane są tylko z tytułów zamieszczanych w kompendiach i pracach naukowych. Niedostępne, drzemią w bibliotecznych magazynach, czekając na swoich czytelników”. 

Dlaczego zatem wypadły z obiegu? (mści się wbijana latami do głowy definicja dzieła klasycznego jako odpornego na upływ czasu, nieśmiertelnego nawet, dla którego właśnie upływ czasu jest próbą jakości). Najprostszą odpowiedzią na pytanie „dlaczego wypadły z obiegu” wydaje się: „bo przestały być wznawiane”, przez co wypadły także z pamięci, która okazuje się zaskakująco krótka (może wygrywa nie tyle najlepszy, co najsilniejszy?). A może i czasem „zestarzały się”, bo książki ważne w swoim czasie nie zawsze są zdolne przetrwać zmiany języka czy obyczajów. Klasyka zaś to raczej przede wszystkim dobre książki, niekoniecznie ważne w znaczeniu „doraźności”, która z czasem traci czytelność i nawet drobiazgowe przypisy nie pomagają w zrozumieniu kontekstu. 

Jak sprawdzić, czy książka klasyczna „działa”? Nie da się inaczej jak przy próbie lektury, już nie wymuszonej (bo szkoła), ale dobrowolnej. A żeby tak było, muszą być te książki dostępne, ale i wyeksponowane, omawiane. Żywotność książek wydanych dawno, ale wciąż aktualnych, zależy – oprócz dostępności – od skali włączania klasyki w dyskusje o współczesnej czy raczej najnowszej literaturze. Nie, wcale nie po to, by ustawiać je na piedestale, ale by krytycznie się do nich odnosić. Niestety, dzieje się inaczej: ustawienie klasyki, książek ważnych i znakomitych na półce z lekturami szkolnymi gwarantuje odwrót od nich, jak od trudnych, przykrych wspomnień. Wraz z zamknięciem pewnego etapu edukacji nawet drżącą ręką nie chcemy zwykle sięgać po Zemstę Aleksandra Fredry – wznawianej przecież, ale w odstraszających wydaniach „szkolnych”: charakterystyczne okładki, uwagi na marginesach, wytłuszczone fragmenty. I nic dziwnego, bo jest na takie wydanie rynkowe zapotrzebowanie, ale konsekwencją owej polityki wydawniczej jest obchodzenie szerokim łukiem klasyki z listy lektur. Dobrowolne sięganie po książkę 
w szkolnym wydaniu to k...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy