Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

15 grudnia 2017

NR 18 (Maj 2017)

Wędrówki po bibliotece – na pokuszenie czytelnika

0 278

Frekwencja, uznawana przez instytucje finansujące kulturę za podstawowe kryterium rozdziału pieniędzy, zabije nas wszystkich, wykończy też samą kulturę. Wszyscy skazani jesteśmy na pogoń za odbiorcą, widzem, czytelnikiem – owszem, mamy go edukować, animować, kształcić, ale przecież żeby skłonić go do aktywności, musimy go uwieść.

I tak kryterium w teorii słuszne degeneruje życie kulturalne we wszystkich jego odsłonach i na wszystkich polach. Żeby odbiorca pojawił się na festiwalu literackim, musi zobaczyć w programie megagwiazdę (a najlepiej kilka), jakiegoś autora wybitnie znanego, popularnego, a więc schlebiającego gustom. Żeby czytelnik przyszedł do biblioteki, musi wiedzieć, że znajdzie w niej nowości, książki głośne, o których słyszy najczęściej, czyli takie, które mają charakter interwencyjny, mówią o jakimś ważnym problemie społecznym albo towarzyszą premierom filmowym (w obu wypadkach nie jest to zatem literatura najwyższej próby). Jeśli jednak odwrócimy się od tego kryterium – stracimy finansowanie, nie zrobimy nowej edycji festiwalu, nie przyznamy nagrody, nie przyciągniemy mediów albo – po prostu – inna filia biblioteczna otrzyma najwięcej środków na zakup książek. 

Nie zapominajmy i o tym, że odbiorca kultury, od lat już dofinansowywany, uwodzony i rozpieszczany, staje się stopniowo coraz bardziej leniwym i wyrachowanym konsumentem kultury. Uczestniczy tylko w największych festiwalach, czyta tylko głośne książki, chadza tylko do dużych i nowoczesnych bibliotek. Nie daje wiele od siebie, co najwyżej na Facebooku podaruje bibliotece jedno polubienie. Pytać będzie jednak, dlaczego na wypożyczenie Dziewczyny z pociągu (film miał premierę w 2016 roku) czeka przed nim 20 osób, dlaczego nie ma na półce Wisłockiej (film miał premierę na początku 2017 roku). Elastyczne instytucje kultury walczą zatem o uwagę takich odbiorców, proponując im spotkania z najbardziej znanymi i często publikującymi autorami, płacąc często bajońskie honoraria. 

Bibliotekarza walka o odbiorcę

To nie jest wynik lenistwa czy słabej orientacji bibliotekarzy w literaturze, a dowód działania instynktu samozachowawczego. Bo warto zrobić kilka takich spotkań z gwiazdami i mieć pewność, że dopisze publiczność, niż ryzykować spotkania z mało znanymi autorami i w grudniu tłumaczyć się przełożonemu z niezrealizowanych wskaźników. Kryterium frekwencji, które miało skłonić instytucje kultury, by tworzyły atrakcyjne dla odbiorców programy, stało się jakiś czas temu głównym źródłem frustracji, ale też powodem, dla którego w zdecydowanie ograniczony sposób realizuje się projekty nowoczesne i niszowe, zarzuca kształcenie, przedstawianie publiczności nowych zjawisk. Kto przyjdzie na spotkanie z młodym poetą (choćby za 20 lat miał stać się nowym Adamem Zagajewskim)? Kto wypożyczy książkę polskiego debiutanta? Kto przyjdzie na spotkanie z mało znanym autorem zagranicznym? 

 

Jak nawigować zatem w bibliotece, która – jak wszystkie instytucje kultury – ma jednocześnie uczyć i bawić? Przywiązywać czytelników, nakłaniać ich do częstych odwiedzin, zwiększać wypożyczenia, a jednocześnie nie schlebiać niskim gustom, promować wysoką literaturę? 

 

Szeroki zestaw tytułów

W opinii dość wątpliwych specjalistów biblioteka musi konkurować z księgarniami, musi za nimi podążać, starając się wciąż uzupełniać księgozbiory o nowości. Tymczasem należy pamiętać, że nie tylko czytelnicy nowości odwiedzają biblioteki. Gdy ostatnio pisałam o bibliotekach na blogu, z większości odpowiedzi, które otrzymałam, wyraźnie przebijało rozczarowanie i znudzenie ofertą bibliotek, które właśnie za bardzo chcą upodobnić się do księgarń. Regał biblioteczny nie musi wcale stawać się bliźniakiem stołu księgarskiego w Empiku. W tej pogoni za nowością dobrze też pamiętać, że wydawcy płacą za ekspozycję książek w przestrzeniach największych sieci księgarskich, zatem najgłośniejsze nowości to nie są wcale książki najlepsze, a wyłącznie książki najmocniej promowane, często wydawane przez najzamożniejszych wydawców, zatrudniających do przygotowania i przeprowadzenia kampanii wyspecjalizowane agencje marketingowe. 

Konkurencja czy dopełnienie

Czy biblioteka nie mogłaby stać się dopełnieniem księgarni? Nie ścigać się na nowości, a wypełniać te zadania, do których jest predestynowana, a księgarnia ich nigdy nie spełni. Dać czytelnikowi dostęp do książek, których sieci księgarskie nie chcą zamawiać u wydawców? 

 

Chodzi mi przede wszystkim o poezję, eseistykę i książki naukowe. Poezji nie znajdziemy w księgarni – wynajem powierzchni jest na tyle kosztowny, a czytelnik poezji tak rzadko spotykany, że nie opłaca się (jak sądzą księgarze) oddawać jej miejsca. Dlatego też trudno tom poetycki kupić, nawet jeśli to książka autora znanego i cenionego. Czytelnik musi zamawiać ją przez internet, wyszukiwać na internetowych aukcjach albo walczyć o dostęp do pojedynczych egzemplarzy w bibliotekach uniwersyteckich, bo nawet duże naukowe biblioteki rzadko kupują ten rodzaj literacki.

 

Tu właśnie otwiera się pole dla bibliotek miejskich – książki poetyckie bez problemu można zamówić u wydawcy, kilka instytucji w Polsce trudni się wyłącznie publikowaniem poezji, co ułatwia poszukiwanie tytułów. Najciekawszą ofertę dotyczącą poezji najnowszej mają dzisiaj Biuro Literackie (dawniej z Wrocławia, od niedawna z Kołobrzegu), Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Poznaniu (w jej serii poetyckiej ukazują się najczęściej nagradzane książki poetyckie w Polsce). Nie należy zapominać i o wydawnictwie a5, w którym swą ostatnią książkę wydał Marcin Świetlicki. Ciekawą serię poetycką ma też inny mały krakowski wydawca – Lokator, którego książki można kupować także w księgarni o tej samej nazwie. To właśnie w tych wydawnictwach ukazują się dzisiaj liczące się książki poetyckie: Andrzej Sosnkowski właśnie wydał Trawers w Biurze Literackim, 
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki rok temu opublikował Nie dam ci siebie w żadnej postaci w Lokatorze. To nazwiska średniego już pokolenia poetyckiego, uznane, wartościowe – biblioteka niewiele ryzykuje, dodając je do swoich zbiorów, a jednocześnie obecność takich autorów na półkach pozwoli stworzyć kontinuum – polska poezja nie skończyła się przecież na Herbercie, Miłoszu, Różewiczu i Szymborskiej. 

 

Na współczesną literaturę nie składa się wyłącznie powieść. Czytelnicy coraz częściej przypominają o tym wydawcom i księgarzom, sięgając po prozę niefikcjonalną.

 

Ta sama zasada dotyczy i reportażu – bardzo często zapominamy, że na współczesną literaturę nie składa się wyłącznie powieść. Czytelnicy coraz częściej przypominają o tym wydawcom i księgarzom, sięgając po prozę niefikcjonalną. Dzisiaj to chyba najczęściej czytany i najbardziej lubiany rodzaj, wielu reportażystów odniosło sukces większy niż powieściopisarze, więcej też zarabiają na swoich książkach. Jednakże część czytelników, wydająca spore kwoty na książki, programowo nie kupuje non-fiction, uznając, że to literatura nadająca się do jednorazowej lektury – nie sięgamy już do niej ponownie, gdy raz poznamy przedstawiane zjawisko. I znów wydaje się, że na takim sposobie myślenia biblioteki mogą zyskać. Zamiast kupować powieści popularne, można by kupić książki reporterskie – także łatwe w lekturze, a bardziej wartościowe, bo pozwalające poznać świat wokół nas. 

Za książki przeznaczone do jednorazowej lektury (nie jest to w żaden sposób określenie pejoratywne, po prostu czytelnik myśli z perspektywy ekonomii nie tylko portfela, ale i czasu) uznaje się często opasłe monografie historyczne. W ciągu ostatnich 10 lat stały się w Polsce szalenie modnym gatunkiem – trend ten rozpoczęła z pewnością popularność Normana Daviesa, ale pamiętajmy, że już w zamierzchłych latach 60. Polacy lubili czytać eseistykę historyczną, o czym najlepiej świadczy choćby popularność Pawła Jasienicy i Mariana Brandysa. Dzisiaj jednak eseistyka historyczna obecna na rynku wydawniczym to w dużym stopniu literatura tłumaczona i poświęcona drugiej wojnie światowej. Opasłe monografie Anthony’ego Beevora – o bitwach pod Stalingradem, upadku Berlina, wojnie na Krecie, lądowaniu w Normandii – zajmują kilka półek, są też rozchwytywane. Mają olbrzymią wartość merytoryczną, niestety są także bardzo kosztowne. Dla wielu czytelników cena wahająca się pomiędzy 70 a 80 zł oraz świadomość, że książkę przeczytają tylko raz, stanowi zaporę nie do przejścia. Biblioteka może wspomóc swych czytelników, oferując im takie tytuły właśnie – o ile oczywiście nie jest skazana na kupowanie dużych ilości tanich książek. 

Zatrzymajmy się wreszcie przy powieści, bo to ona stanowić musi podstawę zasobów bibliotecznych. Uważam, że biblioteka powinna dawać opór myśleniu, że tylko literatura tłumaczona z języka angielskiego spodoba się czytelnikom, że tylko fabuła rozgrywająca się w Nowym Jorku mówi prawdę o świecie. Stopniowo wydaje się w Polsce coraz więcej literatury przekładanych z innych języków, książek szalenie ciekawych, atrakcyjnych dla czytelników,...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy