Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

15 grudnia 2017

NR 18 (Maj 2017)

Wędrówki po bibliotece – na pokuszenie czytelnika

0 82

Frekwencja, uznawana przez instytucje finansujące kulturę za podstawowe kryterium rozdziału pieniędzy, zabije nas wszystkich, wykończy też samą kulturę. Wszyscy skazani jesteśmy na pogoń za odbiorcą, widzem, czytelnikiem – owszem, mamy go edukować, animować, kształcić, ale przecież żeby skłonić go do aktywności, musimy go uwieść.

I tak kryterium w teorii słuszne degeneruje życie kulturalne we wszystkich jego odsłonach i na wszystkich polach. Żeby odbiorca pojawił się na festiwalu literackim, musi zobaczyć w programie megagwiazdę (a najlepiej kilka), jakiegoś autora wybitnie znanego, popularnego, a więc schlebiającego gustom. Żeby czytelnik przyszedł do biblioteki, musi wiedzieć, że znajdzie w niej nowości, książki głośne, o których słyszy najczęściej, czyli takie, które mają charakter interwencyjny, mówią o jakimś ważnym problemie społecznym albo towarzyszą premierom filmowym (w obu wypadkach nie jest to zatem literatura najwyższej próby). Jeśli jednak odwrócimy się od tego kryterium – stracimy finansowanie, nie zrobimy nowej edycji festiwalu, nie przyznamy nagrody, nie przyciągniemy mediów albo – po prostu – inna filia biblioteczna otrzyma najwięcej środków na zakup książek. 

Nie zapominajmy i o tym, że odbiorca kultury, od lat już dofinansowywany, uwodzony i rozpieszczany, staje się stopniowo coraz bardziej leniwym i wyrachowanym konsumentem kultury. Uczestniczy tylko w największych festiwalach, czyta tylko głośne książki, chadza tylko do dużych i nowoczesnych bibliotek. Nie daje wiele od siebie, co najwyżej na Facebooku podaruje bibliotece jedno polubienie. Pytać będzie jednak, dlaczego na wypożyczenie Dziewczyny z pociągu (film miał premierę w 2016 roku) czeka przed nim 20 osób, dlaczego nie ma na półce Wisłockiej (film miał premierę na początku 2017 roku). Elastyczne instytucje kultury walczą zatem o uwagę takich odbiorców, proponując im spotkania z najbardziej znanymi i często publikującymi autorami, płacąc często bajońskie honoraria. 

Bibliotekarza walka o odbiorcę

To nie jest wynik lenistwa czy słabej orientacji bibliotekarzy w literaturze, a dowód działania instynktu samozachowawczego. Bo warto zrobić kilka takich spotkań z gwiazdami i mieć pewność, że dopisze publiczność, niż ryzykować spotkania z mało znanymi autorami i w grudniu tłumaczyć się przełożonemu z niezrealizowanych wskaźników. Kryterium frekwencji, które miało skłonić instytucje kultury, by tworzyły atrakcyjne dla odbiorców programy, stało się jakiś czas temu głównym źródłem frustracji, ale też powodem, dla którego w zdecydowanie ograniczony sposób realizuje się projekty nowoczesne i niszowe, zarzuca kształcenie, przedstawianie publiczności nowych zjawisk. Kto przyjdzie na spotkanie z młodym poetą (choćby za 20 lat miał stać się nowym Adamem Zagajewskim)? Kto wypożyczy książkę polskiego debiutanta? Kto przyjdzie na spotkanie z mało znanym autorem zagranicznym? 

 

Jak nawigować zatem w bibliotece, która – jak wszystkie instytucje kultury – ma jednocześnie uczyć i bawić? Przywiązywać czytelników, nakłaniać ich do częstych odwiedzin, zwiększać wypożyczenia, a jednocześnie nie schlebiać niskim gustom, promować wysoką literaturę? 

 

Szeroki zestaw tytułów

W opinii dość wątpliwych specjalistów biblioteka musi konkurować z księgarniami, musi za nimi podążać, starając się wciąż uzupełniać księgozbiory o nowości. Tymczasem należy pamiętać, że nie tylko czytelnicy nowości odwiedzają biblioteki. Gdy ostatnio pisałam o bibliotekach na blogu, z większości odpowiedzi, które otrzymałam, wyraźnie przebijało rozczarowanie i znudzenie ofertą bibliotek, które właśnie za bardzo chcą upodobnić się do księgarń. Regał biblioteczny nie musi wcale stawać się bliźniakiem stołu księgarskiego w Empiku. W tej pogoni za nowością dobrze też pamiętać, że wydawcy płacą za ekspozycję książek w przestrzeniach największych sieci księgarskich, zatem najgłośniejsze nowości to nie są wcale książki najlepsze, a wyłącznie książki najmocniej promowane, często wydawane przez najzamożniejszych wydawców, zatrudniających do przygotowania i przeprowadzenia kampanii wyspecjalizowane agencje marketingowe. 

Konkurencja czy dopełnienie

Czy biblioteka nie mogłaby stać się dopełnieniem księgarni? Nie ścigać się na nowości, a wypełniać te zadania, do których jest predestynowana, a księgarnia ich nigdy nie spełni. Dać czytelnikowi dostęp do książek, których sieci księgarskie nie chcą zamawiać u wydawców? 

 

Chodzi mi przede wszystkim o poezję, eseistykę i książki naukowe. Poezji nie znajdziemy w księgarni – wynajem powierzchni jest na tyle kosztowny, a czytelnik poezji tak rzadko spotykany, że nie opłaca się (jak sądzą księgarze) oddawać jej miejsca. Dlatego też trudno tom poetycki kupić, nawet jeśli to książka autora znanego i cenionego. Czytelnik musi zamawiać ją przez internet, wyszukiwać na internetowych aukcjach albo walczyć o dostęp do pojedynczych egzemplarzy w bibliotekach uniwersyteckich, bo nawet duże naukowe biblioteki rzadko kupują ten rodzaj literacki.

 

Tu właśnie otwiera się pole dla bibliotek miejskich – książki poetyckie bez problemu można zamówić u wydawcy, kilka instytucji w Polsce trudni się wyłącznie publikowaniem poezji, co ułatwia poszukiwanie tytułów. Najciekawszą ofertę dotyczącą poezji najnowszej mają dzisiaj Biuro Literackie (dawniej z Wrocławia, od niedawna z Kołobrzegu), Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Poznaniu (w jej serii poetyckiej ukazują się najczęściej nagradzane książki poetyckie w Polsce). Nie należy zapominać i o w...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy