Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

27 listopada 2018

NR 27 (Listopad 2018)

Krótka rozprawa: jutro – coś dziś jest, nie będziesz
Motyw przemiany w literaturze

0 12

Wydaje się, że to jeden z najłatwiejszych do omawiania motywów. Przemiana od zarania dziejów jest przecież podstawą znanej wszystkim ludziom rzeczywistości. Literatura to zawsze w jakimś stopniu zwierciadlane odbicie świata. Nic dziwnego, że w programach szkolnych roi się od tekstów tyczących motywu przemiany.

Pojawia się jednak pytanie, czy przeistaczanie się jest tak oczywiste dla naszych – bardzo młodych i stojących dopiero na progu życiowych doświadczeń – uczniów. Czy oni rzeczywiście mają świadomość rozwoju, któremu towarzyszy przemijanie? Czy dostrzegają nieustanne przekształcenia, przeobrażenia, jakie stanowią integralną część ludzkiego istnienia? Czy widzą transformacje, którym podlega świat? Odpowiedź jest nieoczywista. Może intuicyjnie te procesy wyczuwają, a może w ogóle nie zaprzątają one ich myśli. Prawdopodobnie tylko nieliczni z nich zastanawiają się nad jakimiś metamorfozami siebie i rzeczywistości. Dlatego tak ważne jest, by wywołać w młodych ludziach refleksję, skłonić do zadawania sobie pytań. 

Ćwiczenia wprowadzające w temat

Proponuję dać jako wprowadzenie do zajęć poświęconych przemianie proste ćwiczenia, które mogą uruchomić subiektywne przemyślenia związane z zagadnieniem. 
Ja rozdaję wszystkim moim uczennicom i uczniom tabelki z hasłami: ja kiedyś, ja dziś, ja jutro i proszę o wypełnienie ich swobodnymi skojarzeniami słownymi. Wyjaśniam, że powinni kategorie kiedyś, dziś, jutro potraktować niedosłownie, a więc jako określenia przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. 

Przykładowe zapisy
Ja kiedyś Ja dziś Ja jutro
dziecko, zabawa, beztroska, zabawki, nadzór dorosłych, naiwność, ciekawość, wzrost, przygoda, fantazja, bajki, wyobraźnia, niezgrabność, swoboda nastolatek, bunt, poszukiwanie, niezdecydowanie, miłość, przyjaźń, zawód, marzenia, nauka, zabawa, zdobywanie doświadczeń, popełnianie błędów dorosły, kariera, rodzina, praca, troski, dzieci, stabilizacja, niepokój, chęć bycia młodym, starzenie się, realizacja marzeń, rozczarowanie, przystosowanie się, wolność


Proszę młodzież o uważne przestudiowanie swoich zapisów i podzielenie się refleksjami na ich temat (na przykład dotyczące tego, skąd biorą się w nich sprzeczności). Następnie wszyscy przyporządkowują poszczególnym kolumnom odpowiednie emocje. Służy do tego graf, który nazywam „gamą uczuć”. Zadaniem młodzieży jest przypisać kołom kolory i słowa określające stany emocjonalne.
Przykładowe zapisy

Oczywiście w każdym zespole klasowym te wpisy mogą wyglądać bardzo różnie. Czasami będą niesłychanie przemyślane, złożone, zaś innym razem dość infantylne, powierzchowne. Trzeba to zaakceptować i przyjąć. Wszystko może stać się podstawą dla rozmowy – nawet to, co wydaje się mocno jednowymiarowe. Wiele zależy od tego, jakie pytania zadamy naszym podopiecznym, jak przebiegnie rozmowa, która podsumuje to ćwiczenie. Mnie się ono idealnie sprawdza przy omówieniu wiersza Adama Mickiewicza Polały się łzy... Wszak tam również mamy do czynienia z trzema etapami w życiu bohatera lirycznego, z którymi wiążą się odmienne emocje i doświadczenia. Pamiętajmy jednak, że ten tekst wybrzmi w pełni dopiero wtedy, jeśli wcześniej rzetelnie omówiliśmy biografię romantycznego poety, wyjaśniliśmy, jakie znaczenie przypisywał romantyzm młodości. Konteksty i jeszcze raz konteksty!
Można też wykorzystać te wprowadzające ćwiczenia w analizie Cudzoziemki Marii Kuncewiczowej. Dzięki nim zaczynam rozmowę o Róży od interpretacji pięciu fragmentów dotyczących różnych okresów w życiu bohaterki a powiązanych ze sobą motywem lustra:

Fragment 1.
„W ciągu życia Róża niezbyt wiele czasu spędzała przed lustrem. Za lat dzieciństwa nie odczuwała siebie jako odrębnej od świata istoty, drżała, mieniła się na różnych przeciągach – nic o swoim kształcie, o właściwym swoim kolorze nie wiedząc. Kiedy świeciło słońce, kiedy w taganrodzkim parku grzmiała muzyka (…) – Róża czuła się piękna i dumnie patrzyła na ludzi.
Kiedy natomiast długi, gęsty, niechlujny deszcz padał (…) – wtedy Róża czuła się szkaradna, przepadała po kątach, rzucała na wszystkich pełne winy spojrzenia, za skarby świata nie zerknęłaby w lustro”.

Fragment 2.
„Odkryła swoją twarz.
Twarz odtąd stała się dla Róży na długo przedmiotem wytężonej uwagi, wielkiej troskliwości. Z niepokojem studiowała cerę, ściągała wargi i rozciągała w uśmiechu, mrużyła, to znów rozszerzała oczy, wkładając kapelusz przed lustrem. Diese, diese Nase, to było już przesądzone, skoro Michał chwalił, i to po niemiecku. (…)
Róża lękliwie porównywała ze swoją powierzchownością urodę koleżanek, obrazy, charakterystyki książkowych heroin. To wszystko było tak nieuchwytne, wieloznaczne: cudze rysy, wiersze, własna twarz... Róża męczyła się, miotana z fali na falę od pychy, od samouwielbienia do kompletnej rozpaczy”.
 

Fragment 3.
„Szły długie lata dobrego zdrowia, kwitnącego wyglądu, szumiących kanausowych halek, częstych, łatwych triumfów Róży nad męskimi żądzami. Polubiła tę grę – cierpienia mężczyzn podtrzymywały ją jak alkohol.
Urodą operowała mistrzowsko. Ponieważ w erotycznych okolicznościach nie była wzruszona, nie zabrakło jej nigdy okazji, by zaobserwować w lustrze, który uśmiech, wyraz, jaka poza są najbardziej korzystne. Zauważyła, że przy uśmiechu niezbyt szerokim mięśnie twarzy układają się niesfornie, kryjąc oczy, co nie jest okupione błyskiem zębów. Zatem ilekroć wypadało mdło się roześmiać, opuszczała głowę i dłonią przesłaniała twarz – wtedy nie kompromitowała oczu i nadawała śmiechowi pozory ładnej melancholii. Taka była mądra”.
 

Fragment 4.
„Z biegiem lat coraz skrzętniej zwracała na to uwagę, jak ludzie na nią patrzą, jakim tonem, w jakich słowach wyrażają komplementy.
Jeżeli spostrzegła, że jakiś szczegół powierzchowności zestarzał czy zeszpetniał – w pierwszej chwili przerażała się niemal do omdlenia. Żółta plama na szyi czy obeschnięcie naskórka na brodzie wydawały się złowrogim sygnałem, patrzyła w lustro rozszerzonymi ze strachu źrenicami. Ale nie śmierci się bała – bała się metamorfozy”.

Fragment 5.
„Róża podeszła do lustra, obciągnęła na sobie sweter w pąsowe i srebrne skrzydła. Kupiła go niedawno (…). Poczuła wtedy coś gorszego niż śmierć. Poczuła starość swoją, już dokonaną, już nieodwołalnie zapadłą i widoczną każdemu. Śmierć czuła nieraz – nie zbywało temu uczuciu na powabie. (…) Ze śmiercią, gdy ta ustępowała z jej ciała, rozstawała się z żalem; to był rzadki, gorzki narkotyk, przedsmak nieznajomego świata, pełnego słodyczy. Natomiast starość odczuła teraz jak przewlekłą jawę, która podpełza do człowieka, żeby go obedrzeć z ostatniej nadziei, naznaczyć piętnem ohydy, gwałtem się z nim stowarzyszyć, włóczyć go – śmieszną, zniekształconą masę – po najparszywszych zaułkach człowieczeństwa. Sen o zimie”.

Znowu posługując się „gamą uczuć”, proszę o przypisanie poszczególnym wyimkom kolorów określających emocje bohaterki oraz o ich zwerbalizowanie. Następnie rozmawiam z młodzieżą o przyczynach nastrojów bohaterki, o uwarunkowaniach przemian i ich skutkach. Stąd już prosta droga do pełnej charakterystyki postaci i interpretacji jej postawy.
Innym ćwiczeniem, które lubię niesłychanie, bo jest bardzo pożyteczne dla zrozumienia nietrwałości świata tak wyraziście przedstawionej w poezji baroku, jest puszczanie mydlanych baniek. Być może niektórym wyda się ono mocno infantylne, ale – proszę mi wierzyć – ludyczne zadania często prowadzą do filozoficznych konstatacji. Pamiętajmy, że lekcja polskiego musi być trochę jak teatr – ważny jest element zaskoczenia, który angażuje odbiorcę, wyrywa z lekcyjnego letargu.
Proszę uczennice i uczniów, żeby wyszli zza ławek, stanęli w grupach i puszczali bańki. Ich zadaniem jest odpowiedzieć na pytania: 

  • Jak szybko pękają bańki? 
  • Czy szybkość pękania jest zależna od wielkości bańki? Jeśli tak, to na czym ta zależność polega? Jeśli nie, jaką rolę spełnia tu przypadek czy zetknięcie się z inną formą materii?
  • Czym była bańka, zanim się stała bańką? 
  • Jaki jest jej kres? 
  • Czy mówimy tu o przemianie fizycznej czy też chemicznej? 

Potem przychodzi czas na określenie celowości tego ćwiczenia. Proszę młodzież, żeby zastanowiła się, jaką cechę świata unaocznia wynik jej działań (transformacja, zmienność, przemijanie). Odnoszę się do modelu powstawania struktury we Wszechświecie autorstwa Jakowa Zeldowicza. 
Wedle tego rosyjskiego uczonego na początku istnienia Kosmosu powstały wielkie struktury, takie jak ściany i bąble (!), a dopiero potem wyodrębniły się w nich supergromady, gromady i wreszcie galaktyki. W tym modelu przemiana opierała się o przekształcenie ogromnych, spłaszczonych mas materii w uległe prawom grawitacji cienkie powierzchnie, które z kolei uległy fragmentacji i przeformowały się w galaktyki o różnych rozmiarach. Dodaję, że w różnych teoriach tyczących powstania i funkcjonowania świata pojawia się jeden punkt wspólny. Od początku swego istnienia Kosmos się zmienia. Cały czas ma miejsce rozkład materii i energii, a początkową gwałtowną ekspansję zastąpiło powolne rozszerzanie się. Rozmawiam z uczniami o tym, że i tak nie jesteśmy w stanie dostrzec wszystkich przekształceń Wszechświata, gdyż jest...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy