Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

27 listopada 2018

NR 27 (Listopad 2018)

Krótka rozprawa: jutro – coś dziś jest, nie będziesz
Motyw przemiany w literaturze

0 215

Wydaje się, że to jeden z najłatwiejszych do omawiania motywów. Przemiana od zarania dziejów jest przecież podstawą znanej wszystkim ludziom rzeczywistości. Literatura to zawsze w jakimś stopniu zwierciadlane odbicie świata. Nic dziwnego, że w programach szkolnych roi się od tekstów tyczących motywu przemiany.

Pojawia się jednak pytanie, czy przeistaczanie się jest tak oczywiste dla naszych – bardzo młodych i stojących dopiero na progu życiowych doświadczeń – uczniów. Czy oni rzeczywiście mają świadomość rozwoju, któremu towarzyszy przemijanie? Czy dostrzegają nieustanne przekształcenia, przeobrażenia, jakie stanowią integralną część ludzkiego istnienia? Czy widzą transformacje, którym podlega świat? Odpowiedź jest nieoczywista. Może intuicyjnie te procesy wyczuwają, a może w ogóle nie zaprzątają one ich myśli. Prawdopodobnie tylko nieliczni z nich zastanawiają się nad jakimiś metamorfozami siebie i rzeczywistości. Dlatego tak ważne jest, by wywołać w młodych ludziach refleksję, skłonić do zadawania sobie pytań. 

Ćwiczenia wprowadzające w temat

Proponuję dać jako wprowadzenie do zajęć poświęconych przemianie proste ćwiczenia, które mogą uruchomić subiektywne przemyślenia związane z zagadnieniem. 
Ja rozdaję wszystkim moim uczennicom i uczniom tabelki z hasłami: ja kiedyś, ja dziś, ja jutro i proszę o wypełnienie ich swobodnymi skojarzeniami słownymi. Wyjaśniam, że powinni kategorie kiedyś, dziś, jutro potraktować niedosłownie, a więc jako określenia przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. 

Przykładowe zapisy
Ja kiedyś Ja dziś Ja jutro
dziecko, zabawa, beztroska, zabawki, nadzór dorosłych, naiwność, ciekawość, wzrost, przygoda, fantazja, bajki, wyobraźnia, niezgrabność, swoboda nastolatek, bunt, poszukiwanie, niezdecydowanie, miłość, przyjaźń, zawód, marzenia, nauka, zabawa, zdobywanie doświadczeń, popełnianie błędów dorosły, kariera, rodzina, praca, troski, dzieci, stabilizacja, niepokój, chęć bycia młodym, starzenie się, realizacja marzeń, rozczarowanie, przystosowanie się, wolność


Proszę młodzież o uważne przestudiowanie swoich zapisów i podzielenie się refleksjami na ich temat (na przykład dotyczące tego, skąd biorą się w nich sprzeczności). Następnie wszyscy przyporządkowują poszczególnym kolumnom odpowiednie emocje. Służy do tego graf, który nazywam „gamą uczuć”. Zadaniem młodzieży jest przypisać kołom kolory i słowa określające stany emocjonalne.
Przykładowe zapisy

Oczywiście w każdym zespole klasowym te wpisy mogą wyglądać bardzo różnie. Czasami będą niesłychanie przemyślane, złożone, zaś innym razem dość infantylne, powierzchowne. Trzeba to zaakceptować i przyjąć. Wszystko może stać się podstawą dla rozmowy – nawet to, co wydaje się mocno jednowymiarowe. Wiele zależy od tego, jakie pytania zadamy naszym podopiecznym, jak przebiegnie rozmowa, która podsumuje to ćwiczenie. Mnie się ono idealnie sprawdza przy omówieniu wiersza Adama Mickiewicza Polały się łzy... Wszak tam również mamy do czynienia z trzema etapami w życiu bohatera lirycznego, z którymi wiążą się odmienne emocje i doświadczenia. Pamiętajmy jednak, że ten tekst wybrzmi w pełni dopiero wtedy, jeśli wcześniej rzetelnie omówiliśmy biografię romantycznego poety, wyjaśniliśmy, jakie znaczenie przypisywał romantyzm młodości. Konteksty i jeszcze raz konteksty!
Można też wykorzystać te wprowadzające ćwiczenia w analizie Cudzoziemki Marii Kuncewiczowej. Dzięki nim zaczynam rozmowę o Róży od interpretacji pięciu fragmentów dotyczących różnych okresów w życiu bohaterki a powiązanych ze sobą motywem lustra:

Fragment 1.
„W ciągu życia Róża niezbyt wiele czasu spędzała przed lustrem. Za lat dzieciństwa nie odczuwała siebie jako odrębnej od świata istoty, drżała, mieniła się na różnych przeciągach – nic o swoim kształcie, o właściwym swoim kolorze nie wiedząc. Kiedy świeciło słońce, kiedy w taganrodzkim parku grzmiała muzyka (…) – Róża czuła się piękna i dumnie patrzyła na ludzi.
Kiedy natomiast długi, gęsty, niechlujny deszcz padał (…) – wtedy Róża czuła się szkaradna, przepadała po kątach, rzucała na wszystkich pełne winy spojrzenia, za skarby świata nie zerknęłaby w lustro”.

Fragment 2.
„Odkryła swoją twarz.
Twarz odtąd stała się dla Róży na długo przedmiotem wytężonej uwagi, wielkiej troskliwości. Z niepokojem studiowała cerę, ściągała wargi i rozciągała w uśmiechu, mrużyła, to znów rozszerzała oczy, wkładając kapelusz przed lustrem. Diese, diese Nase, to było już przesądzone, skoro Michał chwalił, i to po niemiecku. (…)
Róża lękliwie porównywała ze swoją powierzchownością urodę koleżanek, obrazy, charakterystyki książkowych heroin. To wszystko było tak nieuchwytne, wieloznaczne: cudze rysy, wiersze, własna twarz... Róża męczyła się, miotana z fali na falę od pychy, od samouwielbienia do kompletnej rozpaczy”.
 

Fragment 3.
„Szły długie lata dobrego zdrowia, kwitnącego wyglądu, szumiących kanausowych halek, częstych, łatwych triumfów Róży nad męskimi żądzami. Polubiła tę grę – cierpienia mężczyzn podtrzymywały ją jak alkohol.
Urodą operowała mistrzowsko. Ponieważ w erotycznych okolicznościach nie była wzruszona, nie zabrakło jej nigdy okazji, by zaobserwować w lustrze, który uśmiech, wyraz, jaka poza są najbardziej korzystne. Zauważyła, że przy uśmiechu niezbyt szerokim mięśnie twarzy układają się niesfornie, kryjąc oczy, co nie jest okupione błyskiem zębów. Zatem ilekroć wypadało mdło się roześmiać, opuszczała głowę i dłonią przesłaniała twarz – wtedy nie kompromitowała oczu i nadawała śmiechowi pozory ładnej melancholii. Taka była mądra”.
 

Fragment 4.
„Z biegiem lat coraz skrzętniej zwracała na to uwagę, jak ludzie na nią patrzą, jakim tonem, w jakich słowach wyrażają komplementy.
Jeżeli spostrzegła, że jakiś szczegół powierzchowności zestarzał czy zeszpetniał – w pierwszej chwili przerażała się niemal do omdlenia. Żółta plama na szyi czy obeschnięcie naskórka na brodzie wydawały się złowrogim sygnałem, patrzyła w lustro rozszerzonymi ze strachu źrenicami. Ale nie śmierci się bała – bała się metamorfozy”.

Fragment 5.
„Róża podeszła do lustra, obciągnęła na sobie sweter w pąsowe i srebrne skrzydła. Kupiła go niedawno (…). Poczuła wtedy coś gorszego niż śmierć. Poczuła starość swoją, już dokonaną, już nieodwołalnie zapadłą i widoczną każdemu. Śmierć czuła nieraz – nie zbywało temu uczuciu na powabie. (…) Ze śmiercią, gdy ta ustępowała z jej ciała, rozstawała się z żalem; to był rzadki, gorzki narkotyk, przedsmak nieznajomego świata, pełnego słodyczy. Natomiast starość odczuła teraz jak przewlekłą jawę, która podpełza do człowieka, żeby go obedrzeć z ostatniej nadziei, naznaczyć piętnem ohydy, gwałtem się z nim stowarzyszyć, włóczyć go – śmieszną, zniekształconą masę – po najparszywszych zaułkach człowieczeństwa. Sen o zimie”.

Znowu posługując się „gamą uczuć”, proszę o przypisanie poszczególnym wyimkom kolorów określających emocje bohaterki oraz o ich zwerbalizowanie. Następnie rozmawiam z młodzieżą o przyczynach nastrojów bohaterki, o uwarunkowaniach przemian i ich skutkach. Stąd już prosta droga do pełnej charakterystyki postaci i interpretacji jej postawy.
Innym ćwiczeniem, które lubię niesłychanie, bo jest bardzo pożyteczne dla zrozumienia nietrwałości świata tak wyraziście przedstawionej w poezji baroku, jest puszczanie mydlanych baniek. Być może niektórym wyda się ono mocno infantylne, ale – proszę mi wierzyć – ludyczne zadania często prowadzą do filozoficznych konstatacji. Pamiętajmy, że lekcja polskiego musi być trochę jak teatr – ważny jest element zaskoczenia, który angażuje odbiorcę, wyrywa z lekcyjnego letargu.
Proszę uczennice i uczniów, żeby wyszli zza ławek, stanęli w grupach i puszczali bańki. Ich zadaniem jest odpowiedzieć na pytania: 

  • Jak szybko pękają bańki? 
  • Czy szybkość pękania jest zależna od wielkości bańki? Jeśli tak, to na czym ta zależność polega? Jeśli nie, jaką rolę spełnia tu przypadek czy zetknięcie się z inną formą materii?
  • Czym była bańka, zanim się stała bańką? 
  • Jaki jest jej kres? 
  • Czy mówimy tu o przemianie fizycznej czy też chemicznej? 

Potem przychodzi czas na określenie celowości tego ćwiczenia. Proszę młodzież, żeby zastanowiła się, jaką cechę świata unaocznia wynik jej działań (transformacja, zmienność, przemijanie). Odnoszę się do modelu powstawania struktury we Wszechświecie autorstwa Jakowa Zeldowicza. 
Wedle tego rosyjskiego uczonego na początku istnienia Kosmosu powstały wielkie struktury, takie jak ściany i bąble (!), a dopiero potem wyodrębniły się w nich supergromady, gromady i wreszcie galaktyki. W tym modelu przemiana opierała się o przekształcenie ogromnych, spłaszczonych mas materii w uległe prawom grawitacji cienkie powierzchnie, które z kolei uległy fragmentacji i przeformowały się w galaktyki o różnych rozmiarach. Dodaję, że w różnych teoriach tyczących powstania i funkcjonowania świata pojawia się jeden punkt wspólny. Od początku swego istnienia Kosmos się zmienia. Cały czas ma miejsce rozkład materii i energii, a początkową gwałtowną ekspansję zastąpiło powolne rozszerzanie się. Rozmawiam z uczniami o tym, że i tak nie jesteśmy w stanie dostrzec wszystkich przekształceń Wszechświata, gdyż jest on znacznie większy od fragmentu dostępnego obserwacjom ludzkości. Wniosek jest oczywisty: Kosmos stanowi twór dynamiczny, przemiana okazuje się jego integralnym prawem, a zatem i my – jako część Wszechświata musimy być podobnym normom podporządkowani. 
Dodam, że w klasach zdarzają się osoby zainteresowane fizyką i astronomią, a wtedy można się pokusić o prawdziwy dialog. Istnieje też inna alternatywa – prośba, by uczennice i uczniowie – kierowani pytaniami nauczyciela – poszukali w sieci informacji o charakterze Wszechświata. Niezależnie od rozwiązania, jakie wybierzemy, to idealny moment, aby przejść do tego, co ludzie baroku wiedzieli o Wszechświecie (Galileusz) i jak to wpłynęło na ich świadomość egzystencjalną (Pascal). I oto mogę przejść do filozoficznych wierszy Daniela Naborowskiego, zwłaszcza do utworu Krótkość żywota.

Oczywiste i nieoczywiste przemiany bohaterów

Mamy w naszym kanonie szkolnym szereg postaci, które niewątpliwie przechodzą przemianę. Bezdyskusyjnie tę galerię otwierają Makbet i Lady Makbet. Geniusz Szekspira objawia się w tragedii w tak wnikliwej analizie psychiki pary zbrodniarzy, że nauczycielkom i nauczycielom wystarczy iść za tekstem, by pozwolić młodzieży odczytać motywacje bohaterów, dostrzec ich wątpliwości i transformacje postaw, podobieństwa i różnice w ich ewolucji, jej moralny wymiar (klasyczna charakterystyka porównawcza wyposażona w odpowiedni komentarz interpretacyjny). Można jednak to omówienie postaci uatrakcyjnić, jednocześnie usamodzielniając młodzież.
Jeśli się na taką opcję, Koleżanki i Koledzy, zdecydujecie, polecam wykorzystanie jednej z technik dramowych – wywiadu, który połączy się z formą pracy zespołowej. Nie bójcie się takiej odmiany pracy analitycznej! Istnieje wprawdzie niebezpieczeństwo spłycenia wizerunku postaci, ale od czego jesteście WY? Zawsze możecie być konsultantami, skierować uwagę na pewne fragmenty, skomentować wyniki pracy bądź je skorygować na bieżąco w procesie transformacji problemu. Niezaprzeczalnymi zaletami tej formy pracy są: sprawdzenie znajomości tragedii i zdiagnozowanie stopnia zrozumienia tekstu przez młodzież. 
Dzielę klasę na sześć zespołów, określam cel lekcji (analiza postaw bohaterów), rozdaję karty zadań i tłumaczę sens pleceń. Grupy 1 i 2 będą zajmować się interpretacją postępowania postaci przed dokonaniem mordu na królu Dunkanie, 3 i 4 bezpośrednio po dokonaniu królobójstwa, 5 i 6 w czasie popełniania kolejnych zbrodni, włącznie z finałem, który doprowadzi ich do śmierci. 

Przykładowa karta zadań

gr. 1
Waszym zadaniem jest przeprowadzenie wywiadu z Makbetem. Musicie tak sformułować pytania, aby móc przeanalizować jego motywy, konkretne działania i ich skutki psychiczne dla postaci. Ograniczcie analizę do wiedzy i wniosków, jakie wynikają z tej części tragedii, która obejmuje wydarzenia od przepowiedni czarownic do mordu dokonanego na królu Dunkanie. Posługujcie się funkcjonalnie fragmentami utworu.

  • Wybierzcie z grupy jedną osobę, która odegra rolę Makbeta. Reszta osób niech wejdzie w role członków zespołu śledczego, który próbuje stworzyć psychologiczny profil zbrodniarza. 
  • Zapiszcie swój wywiad i na jego podstawie sformułujcie – również pisemnie – swoją charakterystykę postaci.
  • Przygotujcie prezentację, w której przedstawicie swój wywiad z Makbetem oraz odczytacie powstały profil. 
  • Poszczególne zadania przydzielcie różnym członkom zespołu. Prezentacja nie powinna przekroczyć 10–15 minut.

Przykładowe rozwiązanie zadania dla grupy 1

Wywiad
Śledczy: Co uświadomiłeś sobie, kiedy usłyszałeś przepowiednię czarownic?
Makbet: Miałem wątpliwości co do prawdziwości przepowiedni, ale te rychło się rozwiały. Dowiedziałem się, że zostałem tanem Kawdoru – a zatem pierwsza część wieszczby się spełniła. Najważniejsze było jednak to, że zrozumiałem, iż wróżby czarownic wydobyły na jaw pragnienia, które od dawna kiełkowały we mnie. Pragnąłem władzy, lecz dotąd bałem się do tego przyznać przed sobą samym.
Śledczy: Czy już wtedy traktowałeś swojego przyjaciela, Banko, jak wroga? Brałeś pod uwagę fakt, że musisz się pozbyć świadka proroctwa?
Makbet: Nie. Wtedy jeszcze nie. Wówczas myślałem jedynie o tym, że trudno będzie wypełnić przepowiednię, skoro na mojej drodze do tronu Szkocji stoi Dunkan, a potem jego synowie.
Śledczy: Dlaczego wysłałeś list o tym wydarzeniu i swoich wątpliwościach do żony? Już wtedy planowałeś uczynić ją wspólniczką zbrodni?
Makbet: Zawsze miałem do żony zaufanie. Wiedziałem, że kocha mnie, a jednocześnie cechują ją racjonalne podejście do życia i wielka inteligencja, więc właściwie oceni sytuację i dobrze mi doradzi. Nie planowałem wtedy żadnej zbrodni. Miałem nadzieję, że los mnie wyręczy.
Śledczy: Czy żona miała rację, zarzucając ci tchórzliwość i hipokryzję?
Makbet: Oczywiście, że nie. Dziś jednak rozumiem, dlaczego mi to insynuowała. Chciała mnie pobudzić do czynu, a ja się wahałem. Ona wiedziała, że trzeba zabić króla i zrzucić winę na innych, a ja miałem skrupuły. Chociaż z drugiej strony... Ona miała gotowy plan działań, a ja się jej podporządkowałem – mimo wahań do samego końca – więc może była to forma słabości.
Śledczy: Skąd te skrupuły?
Makbet: Byłem do tej pory wierny rycerskiemu kodeksowi. Wiernie służyłem swojemu królowi. Skutecznie broniłem go przed zdrajcą. Ważny był dla mnie honor, ceniłem sobie sławę, jaką zdobyłem jako dzielny rycerz swego władcy gromiący Irlandczyków. Dunkanowi zawdzięczałem wiele, był dla mnie łaskawy i szczodry. Goszcząc go w swym domu, winien byłem zapewnić mu bezpieczeństwo, a nie zabijać go. Bałem się też konsekwencji zbrodni. Nie tylko tego, że ludzie mogą odkryć prawdę i ukarać mnie, ale i tego, że trudno będzie zejść z drogi zbrodni. Instynkt mnie ostrzegał, że wchodzę na drogę bez możliwości powrotu.
Śledczy: Co czułeś po dokonaniu mordu?
Makbet: Wstyd, że zabiłem człowieka, który mi zaufał i był bezbronny. Zrozum...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy