Dołącz do czytelników
Brak wyników

Klub poetycki

13 kwietnia 2018

NR 23 (Marzec 2018)

Klub poetycki
„(…) W pustym mieszkaniu”

W znanym filmie Petera Weira pt. Stowarzyszenie umarłych poetów z 1989 roku z ust charyzmatycznego nauczyciela literatury padają znamienne słowa: „Trwa wielka sztuka, a ty możesz dopisać swój wers”. Okazuje się, że i najmłodsi poeci, reprezentanci tzw. roczników 80., niemal zupełnie nieobecni w kształceniu kulturowym na lekcjach

Zestawienie wierszy W. Szymborskiej i J. Mansztajna doskonale udowadnia tę tezę i jednocześnie otwiera perspektywę na ciekawą dyskusję na temat różnego postrzegania śmierci przez człowieka i zwierzę. Zderzenie tych dwóch odmiennych w swej poetyce tekstów może być także odważną i ciekawą nauką empatii.

Nagrodzona w 1996 roku literacką Nagrodą Nobla Wisława Szymborska należy już do klasyków literatury polskiej i wiele z jej wierszy odnajdziemy w podręcznikach do nauki języka polskiego, jednak już pochodzący z Gdańska Jakobe Mansztajn – mimo znaczących sukcesów literackich i blogerskich – jest poetą zupełnie nieznanym nauczycielom i najmłodszym odbiorcom. Jest autorem zaledwie dwóch książek poetyckich: Wiedeński high life (Portret, Olsztyn, 2009), za którą otrzymał Wrocławską Nagrodę Poetycką Silesius w 2010 roku w kategorii „Debiut roku”, a także nominację do Nagrody Literackiej Gdynia oraz tomiku poetyckiego Studium przypadku (WBPiCAK, Poznań, 2014), za którą otrzymał nominację do nagrody Splendor Gedanesis, a także nominację do Nagrody Poetyckiej im. W. Szymborskiej w 2015 roku. To także inicjator akcji Zjednoczenia Czytelniczego promującego czytelnictwo w kraju oraz poeta projektu Sfotografuj wiersz – Zwierszuj fotografie. 

Własnym głosem

Czarne mleko świtania pijemy cię nocą pijemy cię rankiem południem pijemy cię zmierzchem pijemy i pijemy.

Pul Celan, Fuga śmierci, w tłum. Jacka Filka

Drugi w dorobku Jakobe Mansztajna tomik Studium przypadku z 2014 roku swoim tytułem, ale i w pewnym sensie także poetyką, nawiązuje do zbiorku Zbigniewa Herberta Studium przedmiotu wydanego w 1961 roku. Mimo znaczących różnic – trzeba zaznaczyć, że młody autor wyraźnie mówi tu swoim głosem – tak jak twórcy lat 60. i 70. zwraca się w stronę poetyki codzienności. Uważnie przygląda się światu, obserwuje go, by w pobieżnych sensach dostrzec ukryte prawdy oraz tajemnicę życia i śmierci. 

Czarna fuga

Przestrzeń zarysowana w wierszach Jakobe Mansztajna to z jednej strony przestrzeń oswojona, dobrze znana poecie i tym, którzy wychowali się na podobnych PRL-owskich osiedlach. 

To blokowisko wypełnione wspomnieniami z dzieciństwa, kumplami, z którymi siedziało się na murku w oczekiwaniu na nie wiadomo co i wspólnie doświadczało upływu czasu, który przeciekał między palcami. Ale to nie tylko miejsce wypełnione przeszłością, lecz także przestrzeń obecna, miejsce doświadczania i przechodzenia traumy po śmierci bliskiej osoby. Fizyczne ramy wyznacza metraż kawalerki w bloku położonym na gdańskim osiedlu. W tej wewnętrznej rzeczywistości rozgrywa się swoista psychodrama. Przez co miejsce to staje się jednocześnie intymne, niedostępne obcym, ale i bliższym znajomym, którzy nie mogą, bo nie potrafią, współuczestniczyć w traumie, którą poeta właśnie przechodzi. Nawet jeśli podjęliby taką próbę, to jednak jest to doświadczenie jednostkowe i niepowtarzalne. 

W przypadku Mansztajna przyczyną wejścia w tę przestrzeń psychiczną była samobójcza śmierć kolegi z dzieciństwa. Wydawałoby się, że to temat z powodu swej powtarzalności nawet banalny, jako że stanowi on doświadczenie łączące generację lat 90. Nic bardziej błędnego. Choć niemal każdy z nas ma swojego braciszka, który „doumiera w pokoju obok”, to poeta doskonale pokazuje, jak doznawanie i przechodzenie traumy jest przeżyciem niepowtarzalnym. 

Cały świat to scena

Indywidualne przeżywanie traumy, jej niezwykle osobisty charakter sprawiają, że nawet towarzyszące nam w żałobie osoby, tak jak u Mansztajna ojciec czy też ukochana, pozostają nieco z boku. Cechą dystynktywną tego dyskursu poetyckiego jest pewna sceniczność. Nieustannie powraca w nim motyw theatrum mundi, życie to scena, na której odgrywamy swoje role, także żałobę, bo inaczej nie umiemy, nie jesteśmy w stanie wyrazić tego, co nas dotyka, bo trauma jest doświadczeniem tak indywidualnym, tak intymnym i niepowtarzalnym, że inaczej nie potrafimy. Możemy jedynie próbować oswajać ją poprzez udział w pewnych rytuałach społecznych, ale na ile są one skuteczne, pokazuje obcość panująca między synem i ojcem w wierszu pt. Papierowe lalki. Jesteśmy więc tylko marionetkami, których kruchość, ulotność życia i śmierć nieustannie nam to udowadniają. Wszystko zdaje się toczyć gdzieś poza nami i dlatego nie mamy na nic większego wpływu. 

Sceniczny charakter i wyobcowanie w przeżywaniu traumy w poezji Mansztajna szczególnie są widoczne w przypadku dyptyku, na który składają się wiersze: Scena w dużym pokoju oraz Ojciec i syn, i stolik z jabłkami. Statyczna przestrzeń to obraz odmalowujący dwóch mężczyzn – ojca i syna siedzących przy wspólnym stoliku. Mimo fizycznej bliskości i mimo wspólnoty w przeżywaniu tragedii (śmierć syna, brata) widoczna jest tu niemożność znalezienia wspólnego języka. Traumę przechodzi się indywidualnie, ojcu i synowi pozostaje jedynie udawanie, że nic się nie stało, że śmierć jest poza nimi, wchodzą w pewien rytuał. Samobójstwo bliskiej osoby jest w tym wierszu jak oglądanie cudzej śmierci w telewizji. Jesteśmy obojętnymi widzami, ofiarami ukształtowanymi przez media, odgrywamy jedynie role osób pogrążonych w żałobie, ale i to nie wychodzi nam najlepiej. Wciąż powraca obojętność, Leibnizowska monadyczność, zamknięcie na siebie w traumie. Nawet alkohol w wierszu Zapijawszy i podjęcie przez ojca próby mówienia o tragedii nie pozwala na pokonanie muru obcości i wspólne przejście przez to trudne doświadczanie. Jedynie ukochana poety poprzez swoją nieustanną obecność w cierpieniu i trwanie w milczeniu u boku swojego towarzysza jest nieco bliżej zdarzeń, co poeta ujawnia choćby w języku, mówiąc „my”.

Problem wyobcowania w traumie powraca także w tryptyku Odwiedziny, Dzyń dzyń i Pękanie opisującym odwiedziny znajomych w gdańskiej kawalerce. Tutaj „ja” poetyckie to właśnie „my”, czyli brat samobójcy i jego ukochana, która towarzyszy mu w przeżywaniu żałoby. Przed swoimi znajomymi odgrywają pewną rolę, jakby nie wypadało im obnosić się z żałobą. Znów mamy scenę, w niej trochę aktorstwa, bo nie wypada epatować nawet bliskich znajomych przeżytą tragedią, egzystencjalnym bólem. Ci „inni” nie potrafią, nie mogą się w nim zanurzyć, gdyż tragedia poety nie jest ich tragedią. Obu stronom niezwykle trudno wyjść poza towarzyski konwenans. Padają znamienne słowa: „Ale nie mogliśmy ich nie przyjąć”. 

Temat znajomych powraca w jeszcze jednym wierszu pt. Maciejki. Bohaterowie utworu – „my”, czyli on i ona, podejmują próbę 
mówienia „innym” o przeżytej traumie, tłumaczą się ze swej niedyspozycji, ale mimo podejmowanych prób wciąż znajdują się po tamtej stronie, niczym po drugiej stronie nagrobka.

Melancholia jesiennego popołudnia

Nieodłącznym towarzyszem poezji Mansztajna jest melancholia. Przez tomik poety przewijają się duchy samobójców: Kurta Cobaina, Paula Celana, Sándora Máraia czy Johnego Berrymana, którego twórczość naznaczyła samobójcza śmierć ojca. Często za towarzyszącymi poecie ironią, żartem, językowym doświadczaniem codzienności kryje się czarna siostra – melancholia, właściwie obecna w większości utworów. W wierszu Nastoletni Paul Celan melancholia czy depresja dobitnie pokazują, że najzwyklejsze codzienne decyzje, jak choćby wybór kawy czy herbaty, urastają do rangi egzystencjalnego dylematu. Melancholia, tematyka śmierci zderzone z poetyką języka codziennego służą tu oswajaniu ciemnej strony życia, w czym pomaga również obecność i...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy