Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

30 listopada 2017

NR 8 (Wrzesień 2015)

Czuję, że jestem na swoim miejscu w życiu
rozmowa z Ałbeną Grabowską

0 291

Jest taka scena w powieści Sto lat samotności Marqueza, gdzie Aureliano Buendia znajduje na strychu skrzynię pełną książek. Jedna z nich wciąga go całkowicie i można powiedzieć, że naznacza całe jego życie – są to Baśnie 1001 nocy. Proszę powiedzieć, jakie znaczenie w Pani życiu mają opowieści?

Mają znaczenie ogromne. Były w moim życiu od zawsze. Przede wszystkim historie opowiadane mi przez moją bułgarską babcię, ale też takie, które zasłyszałam, siedząc sobie pod stołem jako dziecko i przysłuchując się rozmowom babci i jej koleżanek. Również od najmłodszych lat zaczytywałam się w bajkach, baśniach, podaniach ludowych. I z tego też wzięła się potrzeba pisania. Chciałam przekazać te historie swoim dzieciom.

Ma Pani swoją ulubioną historię, z tych zapamiętanych z dzieciństwa?

Jedną z takich opowieści umieściłam w książce Tam, gdzie urodził się Orfeusz. To jest bułgarskie podanie ludowe o okrutnym władcy. Któregoś dnia władca zachorował na śmiertelną chorobę. Żaden z medyków nie potrafił go uleczyć. W końcu jeden lekarz z dalekiej wsi powiedział, że jest recepta na chorobę króla. Musi on włożyć na siebie koszulę szczęśliwego człowieka. Władca natychmiast wysłał swoich żołnierzy, żeby znaleźli szczęśliwego człowieka i zabrali od niego koszulę. Żołnierze długo szukali. Bowiem we wszystkich okolicznych wioskach słyszeli tylko płacz i widzieli strach. Poddani zamykali się i barykadowali w domach. Wreszcie, kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi, znaleźli mężczyznę, który siedział przed swoją chałupą i śpiewał. Był zabiedzony i nie miał jednego oka, ale śpiewał. „Dlaczego śpiewasz” – spytali go. „Śpiewam, bo właśnie urodził mi się syn”. „Ale przecież nie masz oka, to cię nie smuci?” – spytali. „Oko wyłupili mi żołnierze na polecenie władcy. Ale mój syn jest zdrowy i jestem szczęliwy”. Żołnierze rozkazali mężczyznie, żeby oddał im swoją koszulę. Ten jednak odpowiedział, że nie może tego zrobić. Jest bowiem tak biedny, że nie ma nawet jednej. Żołnierze odeszli z pustymi rękoma, a władca jeszcze tej samej nocy umarł.

Ja też pamiętam baśnie z dzieciństwa. Też opowiadała je moja babcia. I myślę, że takich historii, w których tkwi zarówno mądrość kulturowa poprzednich pokoleń, ale także pamięć osobista, wspomnienia, okoliczności, w których słuchaliśmy tych opowieści – właśnie szukamy w książkach. I to jest ta niedefiniowalna, ale archetypiczna przyjemność czerpana z fabuły, z książek. Jakie są Pani książki życia?

Na pewno Marquez. Dorris Lessing. Henry James. Jose Saramago. Deborah Moggach, odkryta przez mnie zupełnie przypadkiem. Sięgnęłam po jej książkę, bo potrzebowałam lekkiej lektury do pociągu, a odkryłam książkę niezwykle dla mnie ważną. Mówię o Dublerce. Notatki ze skandalu to inna moja ulubiona ksiażka. Zresztą w pewnym stopniu była moją inspiracją podczas pisania Lotu nisko nad ziemią. Z kolei bezpośrednią inspiracją do napisania Coraz mniej olśnień były Godziny. Mogłabym długo wymieniać moje książki życia…

Zrobiłaby się z tego biblioteka Babel.

Ja się bardzo cieszę, że debiutowałam późno. Miałam czas, żeby przeczytać dużo książek. 

Wymieniła Pani sporo ksiażek z obszaru realizmu magicznego. Taka poetyka jest Pani bliska?

Bardzo bliska. To jest umiejętność dostrzegania magii w codzienności. Ja jestem osobą bardzo wrażliwą na doświadczenia, na słowa. W połączeniu ze wspomnieniami z dzieciństwa daje to taki sposób odbierania i opisywania świata właściwy poetyce realizmu magicznego. Muszę jednak zaznaczyć, że myślę o realizmie magicznym hiszpańskim, iberoamerykańskim. Ale już na przykład nie japońskim. Wschodni realizm magiczny ani nie jest mi bliski, ani go nie rozumiem.

Myśląc o realizmie magicznym w odniesieniu do Pani książek, sama zastanawiałam się nad tym, czy jest to rodzaj wrażliwości zakorzeniony w słowiańszczyźnie, czy jeszcze szerzej – w całym europejskim kręgu kulturowym. Realizm magiczny iberoamerykański też jest przecież adaptacją kultury europejskiej na gruncie indiańskim. Stąd ta bliskość i wrażliwość na literaturę Borgesa, Cortazara…

…Vargasa Llosy.

Czy jest Pani Szeherezadą?

Trochę tak. Lubię zawieszać swoje opowieści tak jak ona. Kuszę czytelnika, staram się go przyciągnąć, zatrzymać, żeby mi nie uciekł. Stąd moje ksiażki kończą się w sposób zaskakujący, otwarty. Żeby czytelnik szukał i był ciekawy kolejnej książki, kolejnego rozdziału, kolejnej strony...

Jaki jest przepis na bestseller?

Trudno mi powiedzieć, ponieważ wciąż jeszcze nie przyzwyczaiłam się do myśli, że np. Stulecie Winnych jest ksiażką poszukiwaną. 
Ja nie kalkuluję. Pisząc książkę, nie myślę o bestsellerze. Nie jestem w tym sensie jak Dan Brown, który przecież zawsze doskonale wszystko programuje: zarówno samą historię, jak i plotkę wokół książki, skandal. W tym sensie nie mam przepisu na bestseller. Chociaż saga sama w sobie jest dobrym nośnikiem dla potencjalnego bestselleru. Ludzie lubią czytać wielopokoleniowe historie. Utożsamiać się z bohaterami. 

Są jednak autorzy, jak Marquez, którzy tworzą literaturę przyswajalną dla milionów czyteników, a jednocześnie są to arcydzieła. Ja nigdy nie myślę, co napisać, żeby odnieść sukces. Spisuję po prostu historię, którą mam do opowiedzenia. Przykładowo Lot nisko nad ziemią jest książką trudną. Wcale nie popularną – w znaczeniu lekkości tematu. Ale taką właśnie miałam historię do opowiedzenia. 

Skąd się biorą opowieści, gdzie one się zaczynąją? 

We mnie – w pewnym momencie – ożywa jakaś historia. Zawsze mam kilka luźnych pomysłów. Natomiast wybór tego właśnie tematu to czasami takie uderzenie pioruna. Nagle coś widzę tak, że gdyby nie inne zobowiązania – mogę natychmiast siadać i pisać. Teraz też chcę napisać sagę, ale taką nietypową, bo będzie to historia jednego bohatera. A decyzję, że to właśnie tę, a nie inną historię opiszę, podjęłam pod wpływem nagłego olśnienia podczas wakacji w Chorwacji.

Powiedziała Pani, że żyją w Pani różne historie. Czy talent nie jest trochę takim odrębnym bytem, w jakimś sensie pasożytującym  na autorze, twórcy? Sama Pani mówi – „muszę usiąść i napisać, to mi nie daje spokoju”.

Tak. Tak właśnie jest. Ja jestem trochę na takim rozdrożu – z jednej strony pociąga mnie medycyna, z drugiej strony pisanie jest moją ogromną pasją. I muszę dokonywać wyborów. Jest również tak w moim życiu, że niektóre decyzje zdają się przychodzić do mnie same. Jakby los nimi kierował. Jakby układał przede mną decydujące momenty w tym miejscu, w którym powinny one być. 

W pewnym okresie moja aktywność zawodowa, lekarska była bardzo intensywna. Dużo wyjazdów służbowych, coraz trudniej było mi to pogodzić z życiem rodzinnym. I wtedy zdecydowałam się odejść z dużej, znaczącej kliniki do mniejszego, spokojnego szpitala. Urodziłam trzecie dziecko. Miałam więcej czasu dla rodziny, ale też dla siebie. Do szpitala dojeżdżałam po dwie godziny w jedną i drugą stronę. To szmat czasu. Wtedy intensywnie czytałam. Wtedy też zaczęłam pisać. W głowie zrodził mi się pomysł na Orfeusza, który pierwotnie miał być zbiorem notatek, opowieści dla rodziny. Wtedy też u mojego synka Franka zaczął ujawniać się autyzm. Znów musiałam jeszcze bardziej ograniczyć swoją aktywność zawodową, więcej przebywać w domu. I znów siłą rzeczy pojawiła się kolejna przestrzeń na pisanie. Zaczęłam to widzieć w ten sposób, że rzeczy zaczęły układać się tak, żebym mogła pisać. Gdybym czasami nie poddawała się losowi, żyłabym wbrew sobie i myślę, że nie byłabym szczęśliwa. Mam w życiu szczęście, bo okazuje się, że to, czego potrzebuję, po prostu do mnie przychodzi. I przez to myślę, że czasami lepiej jest nie walczyć z losem. Czuję, że jestem na swoim miejscu w życiu.

Bardzo mi się podoba to, co Pani mówi. To jest pełne spokoju. W Stuleciu Winnych również pojawia się u bohaterów taka refleksja, mądrość życiowa pole...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy