Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

19 maja 2020

NR 36 (Maj 2020)

Ballada w edukacji polonistycznej – cudowna różnorodność. Skorzystajmy z szansy, jaką daje nam dzisiejszy czas

61

Wierzę w to, że każda sytuacja – nawet ta o dramatycznym wymiarze – niesie ze sobą zmiany. Jako niepoprawna optymistka sądzę, że jakaś ich część okazuje się z perspektywy czasu pozytywna. Pandemia koronawirusa, w czasie której nauczyciele i nauczycielki musieli się przestawić na inną formę nauczania, przyniosła nowe wyzwania dla szkolnej polonistyki. Ministerialne rozporządzenia złoszczące brakiem precyzji zaleceń, przerzucaniem całego ciężaru odpowiedzialności za ciągłość edukacji i jej organizację na środowisko nauczycielskie spowodowały wyzwolenie wielu z nas. Nauczycielska intuicja i wrażliwość wskazały drogę ku kreatywności, inwencji, prawdziwemu dialogowi z młodzieżą. Sarkastyczna sugestia ministra edukacji, że wreszcie nauczyciele będą się mogli wykazać nie tylko roszczeniowością, lecz także rzetelną pracą, słusznie nas wzburzyła, ale była mocno spóźniona i niecelna. Z niekłamaną radością czytam na portalach społecznościowych o twórczych konceptach nauczycielskich, widzę godną najwyższych pochwał potrzebę dzielenia się z innymi swoimi rozwiązaniami metodycznymi i dydaktycznymi. Oczywiście są pośród nas tacy, którzy po prostu przenieśli do internetu ze świata sali lekcyjnej obsesję na tle realizowania podstawy programowej, ale stanowcza większość weszła na nową drogę. Wierzę, że nikt z nas z niej nie zawróci. 

Ballada to taki wdzięczny temat!

Ballada to cudowny gatunek, bo ma – co uwidacznia jego historia – wpisaną w siebie genetycznie różnorodność, wariantowość, osadzenie w różnych dziedzinach oraz odmianach sztuki, otwartość na ciągle nowe formuły. Ballada okazuje się rajską przestrzenią dla wielorakich pomysłów, skarbnicą inspiracji dydaktycznych, na tyle migotliwą i zmienną, że można w niej szukać ścieżki do rozmawiania z młodzieżą o różnych problemach. Sądzę, że każde pokolenie ma swoje ukochane ballady, czasami – szczęśliwie – odnaleźć można utwory międzypokoleniowe, stanowiące uniwersalny kanał komunikacyjny. Odnoszę się tu oczywiście głównie do muzyki popularnej – ten wątek chcę rozwinąć w dalszej części mojego wywodu.

Czy dialog międzypokoleniowy jest możliwy? – ranking ulubionych ballad

Zaczynam swoje lekcje o tym gatunku muzycznym prośbą o wskazanie przez młodzież jej ulubionych ballad w języku polskim – mogą być popowe, rockowe, bluesowe, folkowe… Nie zakreślam żadnych granic, nie wymagam rygorystycznego określenia cech gatunkowych. Nadmieniam jednak, że w balladzie rozrywkowej emocjonalność i uczucia górują nad narracją, choć często nawiązują one do aktualnych wydarzeń. Trzeba tylko krótko uzasadnić swój wybór. Można puścić fragment nagrania z telefonu komórkowego albo z komputera w pracowni. Dodam, że sobie samej też przyznaję prawo do zgłoszenia ulubionych ballad. Na koniec odbywa się głosowanie. Tworzymy wspólną listę balladowych hitów. Z mojego doświadczenia wynika, że najczęściej pośród polskich utworów typowane są: Moja i twoja nadzieja Hey, Dzikość mojego serca Dżemu, Niewiele ci mogę dać Perfectu, Zawsze tam, gdzie ty Lady Pank, Kocham cię, kochanie moje Maanamu, Kocham cię Chłopców z Placu Broni. Często się tu „spotykam” z moimi uczennicami i uczniami – czasem okazuje się, że mamy podobny gust; tworzy się jakaś podstawa do budowania więzi, a więc coś nie do pogardzenia.

Mistrz Cohen na zachętę

Wiele razy już pisałam o tym, że nauczyciele i nauczycielki muszą być dla swoich podopiecznych inspiracją. Powinni im uzmysławiać, jak ważne jest rozwijanie pasji i zainteresowań. W moim przekonaniu belfer nie może być nijaki, musi być jakiś. Ja zawsze pytam młodzież o jej fascynacje, ale równie chętnie mówię o swoich pasjach. Jedna z nich to poezja Leonarda Cohena.
Maciej Zembaty – tłumacz i wykonawca dzieł poety –
we wstępie do wyboru ballad Cohena pisze: „Jest widać w tej poezji coś takiego, czego potrzebują Polacy (…), przede wszystkim Polacy młodzi (…). Są młodzi, ale pomimo to bardzo zmęczeni. Jak długo można się spierać i kłócić? Jak długo można się łudzić marzeniami o przyszłości w sytuacji, gdy żyjemy tu i teraz? Jak długo wreszcie można o tym czytać? Chcą czytać o czymś innym. W takich właśnie czasach rodzi się dojmująca potrzeba poezji uniwersalnej, podejmującej problematykę ponadczasową i ponadlokalną, stawiającej pytania, a nie udzielającej łatwych odpowiedzi”.
Zembaty pisał to w 1992 r., ale wydaje mi się, że jego spostrzeżenia są wciąż aktualne.
Krótko wprowadzam sylwetkę poety: puszczam swoje ulubione utwory, czytam to, co napisał o nim jego najbardziej znany polski tłumacz (potem rozdaję wszystkim ten tekst):
Jest poetą uniwersalnym1. I musiał nim zostać. Przyszedł na świat w Montrealu. Mieszkańcy tego miasta mówią przeważnie po angielsku lub po francusku, ale w domu Cohenów mówiło się poza tym jeszcze w jidysz, po rosyjsku i po polsku. Młody Cohen chodził na nabożeństwa do synagogi, lecz po drodze mijał cerkiew i kościół katolicki. Każdego dnia chłonął różne słowa, różne zapachy, różne melodie (…).
Śpiewa o miłości i nienawiści. Jego bohater samotnie szamocze się między skrajnościami. Cohenowski everyman nie jest jednak postacią żałosną. Wie doskonale, że tylko w samotności możemy rozwijać naszą świadomość. Alienacja ma więc aspekt nie tylko tragiczny, ale i heroiczny. Trzeba niemałej odwagi, by zaakceptować bez zastrzeżeń naszą kondycję i świat, w którym żyjemy – taki, jaki jest, a nie taki, jakim chcielibyśmy go widzieć.
Jest poetą mistycznym (…), jego wiersze i ballady przepojone są aurą duchowości. Można znaleźć w nich liczne odniesienia do judaizmu i tradycji chrześcijańskiej, wytropić ślady buddyzmu zen i innych systemów wschodnich. Cohen doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że na szczyt góry poznania prowadzi wiele ścieżek. Można iść jedną. Można zmieniać szlaki. Mamy prawo korzystać z każdej tradycji, bo wszystkie są własnością ludzkości.
Śpiewa o wolności. Jest po stronie tych, którzy twierdzą, że człowiek może być wolny. Nasza samotność jest naszą wolnością. Nasza śmiertelność jest jedyną i bezdyskusyjną jej gwarancją.
Nie jest pesymistą. Stara się tylko nie ulegać złudzeniom i koncentrować na teraźniejszości. Pisać prawdę.

Wrócimy do tych treści, kiedy młodzież popracuje z tekstami Cohena. Dzielę klasę na pięć grup, ale każda z osób dostaje do ręki kserówkę przydzielonego wiersza. Pierwszy zespół otrzymuje wiersz Nauczyciele, drugi – Za pięknem wędrowałem, trzeci – Zabłąkany Kanadyjczyk, czwarty – Ballada o nieobecnej klaczy, piąty – Tańcz mnie po miłości kres. Nie robię z klasą rutynowej analizy i interpretacji. Wszyscy mają się zastanowić nad odpowiedziami na pytania (każda osoba je otrzymuje):

  • Jakie są Twoje pierwsze wrażenia po przeczytaniu tekstu?
  • O czym – według Ciebie – jest ten wiersz? 
  • Co Cię w nim zastanawia, zaskakuje, niepokoi?
  • Czy jest coś, czego w nim nie rozumiesz?
  • Czy akceptujesz zawarte w nim treści?
  • Czy znajdujesz w wierszu treści, o których pisze Maciej Zembaty?
  • O co chciałbyś/chciałabyś zapytać autora?
  • Postaraj się pomyśleć o uzasadnieniu swoich odczuć i opinii.
  • Skonsultuj swoje spostrzeżenia i wnioski z innymi osobami z Twojej grupy. Dowiedz się, czy członkowie/członkinie Twojego zespołu zareagowali podobnie czy inaczej.

W moim zamyśle istotą tych zajęć jest wymiana opinii, swobodna rozmowa o poezji Leonarda Cohena. Ogromnie przyjemnie jest dowiedzieć się później, że niektóre z osób biorących udział w lekcji zdecydują się wysłuchać innych piosenek Cohena.
Dysponując tak dobrym jak Zembatego przekładem tekstów poety, można się też pokusić o zorganizowanie w klasie z rozszerzonym programem nauczania języka polskiego i angielskiego lekcji interdyscyplinarnej, polonistyczno-anglistycznej. Zapewniam, że jest to możliwe i prowadzi do sukcesu. Mam bardzo dobre doświadczenia związane z tego typu zajęciami. 
Uczennice i uczniowie pracują w grupach. Nie wiedzą, że zajmują się tym samym utworem. Otrzymują jego oryginalną, angielską wersję (trzeba wybrać jakiś w miarę krótki tekst). Przekładają ją na język polski – oczywiście mają prawo posługiwać się słownikiem polsko-angielskim i zwracać się w trudnych momentach do anglisty/anglistki z prośbą o konsultację. Po zakończeniu zadania wybrane osoby z każdej z grup odczytują swoje tłumaczenia. Potem otrzymują translację dokonaną przez fachowca, porównują ze swoją. Lekcja kończy się dyskusją o tym, co różni tłumaczenie artystyczne od zwykłego. To bardzo dobre ćwiczenie translatorskie, które unaocznia problemy stojące przed tłumaczami. 
Proszę się nie bać takich eksperymentów. Jedna z moich uczennic przetłumaczyła na norweski Prawiek Olgi Tokarczuk. Wyznała mi, że odwagi dodało jej wspomnienie naszej dwujęzycznej lekcji.

Ballare, ballare… trochę historii

Rodowód i dzieje ballady jako gatunku same w sobie dają wskazówki, w jakim kierunkach można pójść.
Źródłosłów (włoski wyraz ballare oznacza tańczyć) mówi o pierwotnej meliczności gatunku, a jednocześnie – ze względu na wielce prawdopodobne łączenie śpiewu, muzyki, tańca oraz słowa – zapowiada jego synkretyczność. Wskazuje także na ludyczny charakter ballady. To wszystko razem wzięte jest bardzo bliskie jej dzisiejszemu pojmowaniu w różnych odmianach gatunkowych muzyki i – w moim przekonaniu – może inspirować lekcje wprowadzające w specyfikę gatunku. Dobrze tu odwołać się do różnego rodzaju rekonstrukcji, w które obfituje YouTube (np. wstawione pod hasłem Medieval Music) i choć chwilę z naszymi uczennicami i uczniami… potańczyć, aby doświadczyć innego niż teocentryczny klimat średniowiecza.

Ballada średniowieczna (w kulturze słowiańskiej, w tym polskiej – duma)

Przeżywa dziś, m.in. dzięki serialowi Wikingowie (nawiasem mówiąc, ścieżka dźwiękowa filmu jawi się jako prawdziwy rarytas, szczególnie The Path to Valhalla by Zergananda czy Hail to the King Ragnar), prawdziwy renesans – to pieśń liryczna, chóralno-taneczna, o charakterze ludowym – ukształtowana w ramach rycerskiej poezji lirycznej trubadurów i truwerów. Jej tematyka dotyczyła głównie miłości dworskiej, a faktura była monodyczna. Wykonywano ją z akompaniamentem instrumentów, partię wokalną zaś prezentowano alternatywnie: solowo – w momentach spoczynku, unisono (chóralnie) – w momentach ruchu tanecznego2.

  • Sądzę, że przy okazji omawiania takich tekstów jak Pieśń o Rolandzie. O królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu czy Dzieje Tristana i Izoldy warto z młodzieżą posłuchać rekonstrukcji ballad rycerskich (np. nagrań grupy Rycerze Dobrej Opieki z solistą Jackiem Kowalskim, zwłaszcza Pieśni o miłości dalekiej, Pożegnania, Wędrówki duszy czy Pieśni o Goffredzie z Bulionu). 
  • Z kolei, kiedy omawia się na lekcji Rozmowę Mistrza Polikarpa ze Śmiercią, aż się prosi, by młodzież wysłuchała i zinterpretowała nagranie zespołu GreenWood Ballada o Czarnej Śmierci – ten utwór stanowi bowiem parafrazę ludowego podania o pladze dżumy, która dotknęła Cieszyn, zabierając życie trzem tysiącom osób, czyli dwóm trzecim ludności całego miasta. Wprawdzie zdarzyło się to nie w średniowieczu, tylko w wieku XVI, ale mamy tu wyraźnie odwołanie – w grafice teledysku i treści śpiewanego tekstu – do motywu danse macabre. To mocny dowód tego, jak mocno topos tańca śmierci zadomowił się w kulturze polskiej. 
  • Z kolei nagrania zespołów Żywiołak (Sol Invictus) czy Garmarna (Herr Mannelig) pozwolą uzmysłowić młodzieży ten ludowy, przedchrześcijański rodowód ballady, co bardzo się przyda, gdy omawiać będziemy ludowość jako wyróżnik romantyzmu.

Ballada jako samodzielny gatunek literacki 

Ewoluuje od XV do XIX wieku – a to w kierunku liryzmu, a to epickiej opowieści czy dramatycznego dialogu, co w ostatecznym rozrachunku uczyni z niej definitywnie gatunek synkretyczny.
Najwybitniejszym przedstawicielem wczesnej ballady literackiej jest w XV wieku Francois Villon. Jednym z najciekawszych fragmentów Wielkiego testamentu wydaje się Ballada o paniach minionego czasu będąca przykładem wykorzystania motywu ubi sunt? Ten tekst porusza problemy natury egzystencjalnej i ontologicznej w nieoczywisty sposób, a tym samym może stać się wyjściem do ciekawej dyskusji o przemijaniu (Destrukcja? Tajemnica bytu? Paraliżujący strach przed nieuchronnym unicestwieniem piękna? Pytania bez odpowiedzi?). Percepcję tekstu – przetłumaczonego przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego na artystycznie zarchaizowaną polszczyznę, która często jest barierą trudną do pokonania dla młodzieży – ułatwić może wykonanie Ballady przez Hannę Banaszak oraz Mirosława Czyżykiewicza (kompozycja muzyczna samego Jerzego Satanowskiego). Naturalną konsekwencją rozważań o postawie Villona, piewcy urody życia, jednocześnie skruszonego grzesznika, jest dla mnie odwołanie się do napisanej i skomponowanej przez słynnego barda Bułata Okudżawę (zaznajommy z nim młodzież! Szkoda, by artysta tej miary zniknął z pamięci kulturowej) Modlitwy Francois Villona. Dzięki YouTube możemy wybierać między wykonaniem oryginalnym, interpretacjami Gustawa Lutkiewicza, Sławy Przybylskiej czy Hanny Banaszak.

Ballada romantyczna jako nowożytna pieśń epicko-dramatyczna

Podtrzymuje właściwe epoce przekonanie o ludowym rodowodzie sztuki. Tu dysponujemy w podstawie programowej utworem Johanna Wolfganga Goethego Król olch. To typowa dla poety ballada o magii przyrody (inaczej określana balladą losu)3 udatnie odwołująca się do stylu pieśni ludowej. Warto lekcję o tym tekście zacząć od wysłuchania pieśni Franza Schuberta Erlkönig. Dzięki niej młodzież może odczuć rytmiczność i dramatyczny wymiar oryginalnego wiersza. (Proszę mi wierzyć, nieznajomość języka niemieckiego w niczym tu nie przeszkadza, zwłaszcza jeśli jednocześnie śledzi się polskie tłumaczenie – najlepiej w...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy