Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

19 grudnia 2017

NR 20 (Wrzesień 2017)

Zaangażowanie a stereotypy

0 118

W ciągu ostatnich kilku lat wielką popularność na rynku wydawniczym zdobyły książki, które opowiadają o historii z perspektywy kobiecej – biografie, reportaże, wywiady-rzeki, szkice. Zjawisko to jest nowe i atrakcyjne dla czytelników, bo przez wieki historia stanowiła domenę androcentryczną – mężczyźni tworzyli historię, oni też byli autorami źródeł oraz twórcami narracji opowiadających o przeszłości. Sytuacja zaczęła się zmieniać w dwudziestoleciu międzywojennym, a dzisiaj pisanie o kobietach w historii stanowi jeden z najmodniejszych, ale też najbardziej zaangażowanych politycznie i społecznie tematów. Nie chodzi w nim tylko o pokazanie roli kobiet, ale o spojrzenie szersze: perspektywa kobieca zagarnia bowiem temat macierzyństwa i rodziny, więzi społecznych, obyczajów i moralności, warunków życia. Dobrze napisany esej pozwala przejść z poziomu historii politycznej, czyli domeny mężczyzn, na poziom historii społecznej. 

Popularność tego tematu łączy się z pewnością z rozwojem teorii feministycznych, ich coraz szerszym stosowaniem w badaniach humanistycznych, eseistyce i publicystyce, a także z pewnego rodzaju znużeniem historiami męskimi, które znamy już dobrze. Ta sama historia oglądana przez pryzmat innej postaci – postaci kobiecej staje się zawsze zupełnie inną opowieścią, inne zjawiska i problemy wydobywa. Do nagłośnienia tekstów tego typu przyczynił się z pewnością literacki Nobel z 2015 roku dla Swietłany Aleksijewicz, której najbardziej znany tekst nosi tytuł Wojna nie ma w sobie nic z kobiety i opowiada o drugiej wojnie światowej doświadczanej właśnie przez kobiety, a jest to zupełnie inna opowieść niż historia męskiej walki. Jest straszniejsza, pełniejsza przemocy doświadczanej na różnych poziomach, bardziej destruktywna, a jej konsekwencje – zdecydowanie bardziej długotrwałe, wybiegające daleko poza pola konkretnych bitew i ustalenia gabinetowe. 

Kobieta – zakładnik historii

Czytamy zatem biografie królowych, powieści historyczne Elżbiety Cherezińskiej, których fabuła osnuta jest przede wszystkim wokół władczyń (a nie władców), reportaże o doświadczeniu narodowym – udziale Polek w działaniach drugiej wojny światowej, a zwłaszcza powstaniu warszawskim, w wywózkach na Syberię, w działalności w konspiracji doby PRL. Większość z tych książek obiecuje nam poznanie prawdziwych historii, wejście w przestrzeń, której nie znamy, odkłamanie przeszłości, a przede wszystkim przywrócenie pamięci o nazwiskach, które niesłusznie zostały zapomniane, albo o takich postaciach, których nie doceniano właściwie. Szkoda jednak, że wszystkie te obietnice pozostają bez pokrycia, a autorki robią rzecz dokładnie odwrotną – uprzedmiatawiają swe bohaterki (a miały pokazać ich wielkość), powtarzają stereotypowe wzorce, umacniają utarte wyobrażenia. Krępują historię kobiet jeszcze mocniej, choć obiecywały, że ją uwolnią. Aleksijewicz pokazała pewien kierunek, ale nikt nie potrafi nim podążać. 

Jak skonsumować sukces rynkowy

Moja podejrzliwość i niechęć wobec tych książek popularnych, publikowanych w kilku wydawniczych seriach (przede wszystkim wydawnictwo Zona Zero i seria Znak Horyzont), wynika z przekonania, że dokonuje się w nich działanie wybitnie szkodliwe dla wizerunku kobiet z przeszłości i ich dzisiejszej sytuacji, a przede wszystkich dla naszej tożsamości płciowej i narodowej. Upupiające przedstawienie łączniczki z powstania 1944 roku czy byłej łagiernicy nie jest wyłącznie problemem dla feministek, ale wiąże się z krzywdą czynioną społecznej pamięci o przeszłości – krzywdą tym większą, że konstruowaną pod hasłem zaangażowania społecznego. Ciekawy jest ten zwrot, ponieważ odchodzi w przeszłość dążenie do obiektywnego przedstawienia przeszłości (które, jak wiedzą literaturoznawcy, nigdy nie było możliwe), a zaangażowanie literatury staje się nie tylko znakiem nowoczesności, ale i ważnym nurtem na rynku książki. Dość mamy narracji obojętnych, naukowych, chcemy angażować się w trakcie lektury – nie tylko w cudze emocje i doświadczenia, ale i w światopogląd, przewartościowywać dotychczasowe hierarchie. Niestety zaangażowanie wymaga wysiłku nie tylko od czytelnika, wcześniej zmysłem krytycznym i badawczą podejrzliwością musi wykazać się autor. Tego zaś brakuje w popularnych opracowaniach przedstawiających kobiety. 

Serie historyczne o „dziewczynach”, jak umownie można je nazwać, okazują się niezwykle atrakcyjne dla młodych czytelniczek i czytelników, dają im posmak uczestniczenia w historii narodowej, zaangażowania w budowanie wspólnoty, którą dzięki takim publikacjom poznają lepiej. Gdyby była to tylko tania rozrywka – nie miałabym pretensji, bo czego spodziewać się po literaturze popularnej. Tymczasem książki te, operując właśnie pojęciem zaangażowania, sugerując, że nakłaniają do myślenia i budują alternatywne wyobrażenia przeszłości, wciągają nieświadomych czytelników w niebezpieczną grę. Uwsteczniają bowiem nasze myślenie o przeszłości, umacniają schematy, zamiast je obalać. I tak kolejne pokolenie rośnie w przekonaniu, że największym darem dla ojczyzny jest śmierć, a nie życie i praca, że kobieta może stać się bohaterką tylko wtedy, jeśli wpisze się w męski wzorzec honoru. Okazuje się zatem, że schemat fabularny z Grażyny Mickiewicza jest ciągle żywy: 
w XIX wieku, dla pierwszych czytelników ta powieść poetycka była przewrotna i dawała do myślenia, dzisiaj przedstawione w niej role są reprodukowane na dużą skalę i bez refleksji. 

Dziewczyny… pióra Anny Her...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy