Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

11 grudnia 2017

NR 13 (Lipiec 2016)

Przynajmniej kilka stron dziennie

0 38

Z Sylwią Chutnik, pisarką, laureatką „Paszportu Polityki”, o czytaniu i reinterpretowaniu klasyki, sytuacji na rynku książki oraz o tym, czy czytanie może być przyjemnością – rozmawia Marcin Wilk.

Myślisz, że czytanie ma jeszcze sens?

Oczywiście. I zaraz to udowodnię.

Zamieniam się w słuch.

Czytanie to jedna z tych nielicznych czynności, które sprawiają, że człowiek skupiony jest na tekście, a nie „przeskakuje” po linkach, klikając bez ładu i składu – od słodkiego kociego kłębuszka po obrazki pokazujące zamachy w Syrii. 
A skupienie w obecnych czasach powinno być jednym z priorytetów. Na pewno cierpimy na jego deficyt, co obserwuję również u siebie. Wielość prac, które podejmujemy, projektoza, rozproszenie, przebodźcowanie – to wszystko sprawia, że siłą rzeczy stajemy się nerwowi, pobudzeni, trudniej nam potem zasnąć, bo jesteśmy non-stop nakręcani. Książka tymczasem sprawia, że jesteśmy zacumowani do jednej narracji, przynajmniej przez jakiś czas. Poza tym obcowanie z literami – niech to nawet będzie komiks, który przecież też podsuwa 
pewną zamkniętą narrację – zawsze niejako nas uspokaja. 

Dość psychologiczne argumenty.

Są też argumenty klasyczne. Mówią one, że bez czytania jesteśmy wtórnymi analfabetami, można nami łatwo sterować, nie rozpoznajemy odniesień do tradycji kultury, nie mamy wyobraźni i nie dysponujemy pewnego rodzaju wrażliwością.

Co takiego jest w klasyce, że przeżywa nas wszystkich?

Piękne historie opowiadane z punktu A do punktu B. Klasyka to narracje, które prowadzą nas przez losy bohatera czy bohaterki i sprawiają, że nasza wyobraźnia zaczyna pracować, bo działa ciąg przyczynowo-skutkowy. Współczesna kultura i jej wytwory to jednak totalna dezorganizacja tekstu kultury: wielowątkowość, wielogłosowość, alinearność. Klasyka pod tym względem jest zupełnie inna.

Z drugiej strony do klasyki się sięga po to, by często odczytać ją na nowo, współcześnie właśnie. 

Ostatnio zostałam zaproszona przez Michała Zadarę i Nowy Teatr do wydarzenia, podczas którego różne osoby czytają fragmenty Biblii. Chodziło o to, by potraktować tę Księgę jako książkę właśnie. Osoby bez wykształcenia teologicznego rozmawiały o tym, jak rozumieją ten tekst. I co się okazało? Sięgnęłam po Biblię, czyli książkę książek, i czytałam ją w łóżku. Przeglądałam ją dosłownie tak, jak przegląda się kolorowy magazyn.

W tym roku wszystkich interesuje na przykład, czy da się to zrobić z książkami Henryka Sienkiewicza?

Ale czy Sienkiewicz jest zawsze na tyle atrakcyjny? Gdy o to pytasz, przypominam sobie mojego syna, który w wieku 11 lat poznawał W pustyni i w puszczy. Stwierdził wtedy, że to bardzo rasistowska książka i on się dziwi, że ją trzeba czytać w szkole. 
A, podkreślę, nie miał wtedy pojęcia o czymś takim jak poprawność polityczna. 

Różnie więc z tym wracaniem do klasyki bywa… 

Przypominam sobie – na przykład – Akademię Pana Kleksa, bo kiedy po latach sięgnęłam po tę książkę, nagle zobaczyłam pedofilski wątek. Nie mówię już oczywiście o filmie, gdzie banda chłopców kąpie się nago. Pewne rzeczy współcześnie już nie przejdą. I zresztą bardzo dobrze.

 

Bez czytania jesteśmy wtórnymi analfabetami, można nami łatwo sterować, nie rozpoznajemy odniesień do tradycji kultury, nie mamy wyobraźni i nie dysponujemy pewnego rodzaju wrażliwością.

 

W zasadzie powinienem zacząć od pytania, czy my w ogóle mamy prawo czytać klasykę na sposób współczesny?

Oczywiście! Reinterpretują najczęściej dramaturdzy. To oni na nowo czytają teksty klasyczne. Weźmy przykładowo Moralność pani Dulskiej w reżyserii Agnieszki Glińskiej. Ten spektakl nie był uwspółcześniony, kładł za to akcenty na zupełnie nowe rzeczy. Dulska, która zapisała się w naszej pamięci jako symbol mieszczaństwa, zaduchu, saloników i nieszczerości, w przedstawieniu Glińskiej nagle okazała się ofiarą. Cała rodzina Dulskiej jest safandułowata, więc Dulska nie miała innej możliwości jak tylko wziąć sprawy w swoje ręce, bo wszystko w innym wypadku by się rozpadło. Nagle okazało się, że Dulska była bardzo silną kobietą, której zależało na swojej rodzinie i być może jej jedynej zależało na czymkolwiek więcej poza samym sobą.

Ciekawa reinterpretacja!

Sama zastanawiałam się też nad Lalką Prusa, którą przedstawia się współcześnie jako przykład arcypowieści. Pada wówczas pytanie: gdzie jest współczesna Lalka? To byłoby bardzo ciekawe. Czy Wokulski jako młody wilczek, kapitalista, miałby coś do powiedzenia w tym świecie? No i co za interes by prowadził? Miałby spółkę międzynarodową, w której zarządzałby biznesem z Bliskim Wschodem? Kim byłaby Izabela? Czy postacią, która zajmuje się działalnością charytatywną? 
A może robiłaby też doktorat jak wiele współczesnych kobiet? Być może postrzegalibyśmy bohaterów w zupełnie innych kategoriach. Oczywiście pewne zachowania są uniwersalne, ale też wiele się zmieniło w relacjach damsko-męskich na poziomie kulturowym. W tym wypadku uwspółcześnianie to zawsze coś więcej niż zmiana scenografii. Takie przepisanie mogłoby być bardzo ciekawym zabiegiem. 

Z drugiej strony, mamy w kanonie teksty zapomniane albo ignorowane. 

Gdybym miała na takie utwory wskazywać, to przypomniałabym o Racheli Auerbach, pisarce, która tw...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy