Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

20 grudnia 2017

NR 21 (Listopad 2017)

Mistrzostwa języka ojczystego
Między myślą a słowem

0 48

Mistrzostwa Języka Ojczystego Między myślą a słowem jako inicjatywa czasopisma „Polonistyka” służą promowaniu umiejętności komunikacyjnych oraz kształcenia w zakresie kultury języka polskiego. Redakcja, doceniając wysiłki uczniów oraz nauczycieli, którzy wspólnie zdecydowali się nadesłać prace konkursowe, pragnie przedstawić zmagania finalistów oraz przybliżyć przebieg spotkania, do którego doszło 21 czerwca 2017 roku w siedzibie Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Od samego początku działaniom związanym z Mistrzostwami Języka Polskiego patronują instytucje, którym leży na sercu edukacja użytkowników języka polskiego oraz znamienitości świata polonistycznego: Pani prof. Halina Zgółkowa z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Pan prof. Andrzej Markowski z Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN, Pani Elżbieta Błachowicz – członek Zespołu Dydaktycznego Rady Języka Polskiego, Pan Mariusz Szczygieł z Instytutu Reportażu, program Mistrz Mowy Polskiej oraz Stowarzyszenie Nauczycieli Polonistów. Na ręce mentorów konkursu redakcja „Polonistyki” składa gorące podziękowania za wsparcie podczas organizacji Mistrzostw Języka Ojczystego. Równie głębokie wyrazy wdzięczności przesyłamy także Pani Sylwii Chutnik oraz Pani dr Agnieszce Kuli, które wraz z Panią Elżbietą Błachowicz oraz redakcją czasopisma „Polonistyka” – Panią Edytą Żmudą i Kingą Kamińską zasiadły w jury konkursu na etapie finałowym.

Spośród ponad stu nadesłanych prac o najwyższym poziomie artystycznym kapituła konkursu wyłoniła dziesięć utworów charakteryzujących się pierwszorzędną znajomością języka, literatury oraz kultury polskiej. Szczególnym zainteresowaniem wśród uczniów cieszył się drugi z tematów konkursowych – „Opowiadania to niewielkie okienka do innych światów, innych umysłów i snów. To podróże, które pozwalają odwiedzić drugi koniec wszechświata i zdążyć wrócić na kolację. (N. Gaiman ze wstępu do zbioru opowiadań M jak Magia)” – wyjątkowo pobudzający wyobraźnię młodych pisarzy i skłaniający do kreatywnego posługiwania się mową ojczystą. Natomiast wszystkie realizacje docenione zostały za umiejętności językowe najwyższej próby, argumentację, kompozycję, kontekst wiedzy obowiązującej w ramach podstawy programowej oraz rozległość indywidualnych zainteresowań twórców. 

W imieniu redakcji czasopisma „Polonistyka” oraz patronów wydarzenia dziękujemy wszystkim utalentowanym twórcom za nadesłane prace, a nauczycielom prowadzącym za rozbudzanie literackich pasji młodzieży. Do etapu finałowego dotarli następujący uczniowie: Gabriela Bańcarz, Klaudia Bogusz, Joanna Kalita, Dagmara Koczorowska, Joanna Kołakowska, Hanna Kubak, Kuba Kurp, Milena Szews, Kamila Szmigiel, Aleksandra Siwiec. Jeszcze raz serdecznie gratulujemy!

Zadanie finalistów polegało na przygotowaniu 15-minutowego wystąpienia, które oceniane było na podstawie uzasadnienia wyboru tematu pracy, prezentacji tezy/utworu, opisu wykorzystanych środków artystycznych oraz świadomości kompozycji tekstu. Podczas ostatniego etapu Mistrzostw Języka Ojczystego niezwykle ważne były zdolności autoprezentacji i retoryczne umiejętności mówcy. Jury zwróciło szczególną uwagę na poprawność i świadomość językową oraz doceniło szczególnie te wypowiedzi ustne, które oparte były na umiejętnościach praktycznych opisanych jako kompetencje w podstawie programowej dla danego etapu szkoły. 

Otwarcie finału konkursu, które nastąpiło o godzinie jedenastej, zyskało szczególny charakter dzięki uroczystej przemowie wygłoszonej przez samego przewodniczącego Rady Języka Polskiego, profesora Andrzeja Markowskiego. Wyjątkowe słowa skierowane zarówno do uczniów, jak i nauczycieli poprzedzały rozpoczęcie konkursu, dodając otuchy młodym mówcom. Wystąpienia uczestników dobiegły końca o godzinie czternastej, po której trwały intensywne obrady jurorek. Na podstawie decyzji zespołu wyłoniono zwycięzców. W tym zaszczytnym gronie znalazły się Pani Kamila Szmigiel (miejsce I.), Pani Klaudia Bogusz (miejsce II.), Pani Joanna Kalita (miejsce III.) oraz Pani Aleksandra Siwiec (miejsce IV.). Uhonorowano je dyplomami oraz nagrodami, przekazano także nagrody na ręce nauczyciela prowadzącego bądź opiekuna. Jeszcze raz pragniemy złożyć podziękowania i gratulacje na ręce zwycięzców oraz dydaktyków, którzy wspierali drzemiące w finalistach talenty. 

Valse triste

Pęknięcia szarych ścian o butelkowym nalocie zdawały się być draperią, poprzecinaną pazurami drapieżnych potworów ze strasznych opowieści, jakie czasem słyszała od dziadka, oczywiście zanim musieli zostawić mieszkanie w centrum miasta i trafili tu, a on nie wrócił już nigdy po tym, jak wyszedł z kartkami na chleb.

Na ścianie wykwitł wielki jak maca grzyb, który oprócz wilgoci z pewnością chłonął też ostatnie nuty radości, jakie z czasem wyfruwały z ust mamy, gdy przypominała sobie czasy, kiedy miała fortepian. Jej nuceniu zawsze towarzyszyły mimowolnie ruchy palców, które robiły wszystko, aby nie zapomnieć przeplatanych pieśni czarnych i białych klawiszy, łzawych sonat, wesołych mazurków, uporządkowanych walców i ponurych nokturnów. Ponurych jak getto, w którym przyszło im mieszkać.

Gdy mur zaczynał zasłaniać ostatnie promyki lutowego słońca, zamykała oczy i zdawało jej się, że słyszy tylko ciche brzęczenie nieszczelnych, przejrzystych jak mleczny kożuch szyb i własne bicie serca przypominające rytmiczny śpiew bębenka. 
A potem wylatywała z pokoju, wyrywała się z tych czterech szarych, odrapanych ścian, odartych z tapety tak jak oni z godności i cicho, tak żeby nie obudzić babci, prześlizgiwała się przez szklaną, lodowatą warstwę wstawioną w okno jakby zupełnie przypadkiem. Leciała w górę, wznosiła się nad skąpane w mroku i żałobnej, gęstej mgle kamienice i jeszcze wyżej. Gdy zbytnio się męczyła, przysiadywała na dachu, który kiedyś promieniał ładną dachówką, czerwoną jak bocianie nogi. Pamiętała, gdy pierwszy raz widziała bociany – wtedy w maju, na łąkach przy Wiśle, długiej i wijącej się jak leniwa, błękitna wstążeczka, podobna do tej, którą codziennie mama przytrzymywała jej niesforne czarne włosy i nadawała im kształt warkoczy. 

Teraz dach w niczym nie przypominał żywej, malinowej czerwieni; pył, który przyniosły ze sobą bomby i strzały, wgryzł się w dachówki i sprawił, że stały się sine, przypominały zakurzoną krew, która powoli zatrzymuje się i zastyga, a w żyłach płynie rozpacz i smutek w kolorze burego, sproszkowanego rubinu. 

Podskakiwała więc lekko w górę i ponownie leciała. Pewnego razu zastanawiała się, czy ma skrzydła, kiedy lata. Zapytała o to babci, ale ta obruszyła się i poszarpała ją za warkocz. Powiedziała, że tylko aniołowie albo inne boże stworzenia mają prawo nosić skrzydła, ale na pewno nie ona, mała siedmioletnia Ryfka z czarnymi, cienkimi warkoczami, wielkimi oczami za jeszcze większymi drucianymi okularami, klejonymi plastrem już w trzech miejscach i niezgrabnymi, dużymi stopami.

Nigdy nie lubiła swoich stóp. Zdawały się nie pasować do reszty ciała, drobnego i kościstego, prawie przezroczystego jak najbardziej przezroczysty z cieni. Jej buty przypominały parę męskich kajaków i nigdy nie mogła nosić zgrabnych, połyskliwych lakierek, czarnych jak najczarniejszy włos na jej głowie ani delikatnych, matowych czółenek na obcasie, które tak bardzo lubiła mama. Stopy mamy były na...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy