Dołącz do czytelników
Brak wyników

Polski w praktyce

11 grudnia 2017

NR 12 (Maj 2016)

Klub Książki

Ostatnio zadałam swoim uczniom najprostsze, a zarazem najtrudniejsze pytanie na świecie – czym jest miłość? Odpowiedzieli mi: uczuciem, fascynacją, afektem, poświęceniem, a wreszcie – rozczarowaniem. Byli już po lekturze Sońki. Ale w tej powieści miłość to tylko pretekst. Tak naprawdę Karpowicz chce powiedzieć o wiele więcej.

Pieczęć

Historia jakich wiele: ona – prosta, wiejska dziewczyna, on – oficer niemiecki w mundurze SS. Tytułowa Sońka, po zobaczeniu tego jedynego, powie: „zrozumiałam (…), że jestem zaczarowana, zniewolona i zakochana, na dobre i na złe”. Trywialność tych słów nie oddaje w żaden sposób pełni uczucia, które stanie się ukojeniem i klątwą zakochanych. Dopiero parafraza słów Pieśni nad Pieśniami przybliża czytelnikowi wymiar tego, co połączy tych dwojga sobie przeznaczonych: 

 

„Zrozumiałam, że Haspodź przystawił właśnie pieczęć, wąchałam wosk pieczęci. Pan połączył nasze losy, jego w czarnej skórze i mój w kwiecistej sukience”.

 

Jego, czyli Joachima – niewiele o nim wiemy, poza tym że jest narzędziem w rękach nazistów. To od niego usłyszy Sonia wyznanie miłości, które tak naprawdę jest wyznaniem zagłady:

 

„Zabiorę Cię do mojej matki (…). Na pewno Cię pokocha. (…) Potem weźmiemy ślub. Będziesz czasem gotować polnische jedzenie. (…) Będziemy jeździć do kurortów i nad morze (morze to po niemiecku Juden). Będziemy mieli kota o imieniu Raus”.

 

Szeol 

Dziwna jest ta milcząca miłość, bo przecież obydwoje nie znają swoich języków. Miłość nieprzejednana – nic nie jest w stanie powstrzymać ich spotkań: ani wykluczenie Soni przez mikrospołeczność, ani poniżenie jej przez rodzinę i sąsiadów. Miłość potężna – taka, co albo daje życie, albo strąca do Szeolu, gdzie nie ma radości istnienia. Miłość jak grom i śmierć.  Opisał ją autor natchniony:  

 

„Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, 
jak pieczęć na twoim ramieniu, 
bo jak śmierć potężna jest miłość, 
a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, 
żar jej to żar ognia, 
uderzenie boskiego gromu”.

 

„Wąchałam wosk pieczęci” – tak powie Sonia, gdy pierwszy raz zobaczy Joachima. Tak powie Misza, gdy pierwszy raz zobaczy Sonię. Bo w tej powieści natrafiamy na jeszcze jedno uczucie – podobnie zaskakujące, nieprzewidywalne i niezrozumiałe: „Wąchałem wosk tej pieczęci, poruszoną ziemię i woń kwiatów, kadzidło i pot”.

Czarny romans 

Powieść zaczyna się jak baśń: „Dawno, dawno temu”. Jest tu książę z miasta i staruszka ze wsi, są gadające zwierzęta (suka Borbus i kot Jozik) oraz historia miłości – aż chciałoby się powiedzieć pięknej. Jak na baśń przystało, kochankowie spotykają się potajemnie i chcą wspólnej przyszłości.  

Karpowicz zadaje w tle pytanie o to, jak współcześnie mówić o miłości? Lirycznie czy kolokwialnie? Językiem Pieśni nad Pieśniami czy frazesami? On sam jako narrator miesza liryczny patos z jaskrawym kiczem, aby udowodnić, że zarówno jako nadawcy oraz  jako  adresaci jesteśmy więźniami dyskursu (o tym zagadnieniu warto opowiedzieć uczniom szerzej w formie dygresji) i nie potrafimy wyjść poza ramy organizacji języka, 
a tym samym tracimy szczerość, otaczamy się truizmami. 

Zaś co do pięknej miłości – uczucie zakazane, trwające ponad historią i podziałami, musi pozostać niespełnione i przeklęte. Romans staje się czarnym romansem. Baśń staje się antybaśnią. 

Anioł śmierci 

Historia Soni może ujrzeć światło dzienne dzięki Ihnatowi (przekłamanemu Igorowi), którego tak opisano: 

 

„(…) wtedy Igor skupia się na sobie, a konkretnie: na swoich pustakach (…). Nie widzi sensu w świecie, nie widzi celu w życiu, mimo aplikacji środków pomocowych: narkotyków, pornografii, literatury filozoficznej”. 

 

To klasyczny „człowiek wydrążony” Eliota, warszawski reżyser w średnim wieku, zagubiony we własnym życiu, a jednocześnie pretensjonalny kabotyn, patrzący na rzeczywistość przez pryzmat scenicznych efektów. Przekracza próg chaty Sońki – boso. Dla niej jest aniołem śmierci, który przybył, aby wysłuchać opowieści jej życia, wypisanego zmarszczkami na twarzy:  

 

 „(…) twarz Soni bowiem to jest twarz naprawdę, takich twarzy życie już nie lepi, takich twarzy się nie widuje. Bo twarz Soni zstąpiła z ikony: brązowa, czerstwa, popękana, bez znaczenia i kłamstwa (…)”. 

 

Tego znaczenia oblicze Soni zacznie nabierać w trakcie opowieści snutej dla malaka. Ziarnko po ziarnku scali ona rozsypane wspomnienia i wypowie to, co przeszło wiek w niej milczało.

Życie 

Gdyby wymienić wszystko, co w tej książce jest trudne: ciężką pracę i biedę, wojnę i gwałty, przemoc i poniżenie, okrucieństwo i śmierć – to staje się jasne, że nie jest to powieść o miłości, lecz (o)powieść o życiu, w którym przydarzyła się miłość. ...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy