Dołącz do czytelników
Brak wyników

Język polski w akcji
O nauczaniu na miarę czasów i wyzwań

Artykuły z czasopisma | 15 grudnia 2017 | NR 18
95

Janusz Gajda w książce Media w edukacji postuluje osobotwórczą rolę kultury: „Rozwój [człowieka – przyp. A. T.] zakłada uwzględnienie przemian społeczno-cywilizacyjnych, spojrzenia na kulturę i edukację jako wzajemnie przenikających się procesów. Stąd konieczność uwzględnienia w edukacji humanistycznej realiów życia, zwłaszcza kiedy stają się one dominujące”1. Ten nowy humanizm stawia sobie za cel wychowanie młodego człowieka do uczestnictwa w kulturze, przyjmowania określonych postaw, życia aktywnego w społeczności, do której należy z uwzględnieniem realiów, w których nasz uczeń żyje. Jak bardzo to trudne zadanie, przekonałam się wielokrotnie, uczestnicząc w dyskusjach o szkole prowadzonych w gronie nauczycieli i rodziców.
 

Niedawno uczestniczyłam w zebraniu rodziców klas szóstych. Mieli zastanowić się nad przyszłą edukacją swoich dzieci. W czasie dyskusji wyraźnie zaznaczyła się linia podziału: jedni oczekiwali poszerzenia oferty szkoły o dodatkowe lekcje polskiego i matematyki „pod egzamin”, inni z entuzjazmem dyskutowali o działaniu projektowym w rocznych programach edukacyjnych rozwijających umiejętności myślenia matematycznego, twórczego, strategicznego. Podobne dyskusje toczą się wśród nauczycieli. Lęk przed zmianą uzasadniają obowiązkiem realizacji podstawy programowej. 

Janusz Gajda stawia tezę, że edukacja nie może istnieć bez kontekstu cywilizacyjnego. Szkoła nie może być wyalienowana z kontekstów, w jakich uczeń żyje. Dobrze to opisują nauczyciele należący do projektu „Kreatywna Pedagogika” z Gdańska, którzy popularyzują nowoczesne nauczanie: „Przemiany we współczesnym świecie, zmiany w kulturze i na rynku pracy wymuszają nowe nauczanie w szkole. Coraz częściej nauczyciele wyrażają bezradność w kontaktach z uczniami, którzy wydają im się trudni, nadpobudliwi i niechętni do współpracy. Uczniowie z kolei twierdzą, że szkoła jest nudna i odległa od prawdziwego życia. Pracodawcy krytykują anachroniczny, skostniały system oparty na bierności podmiotu, niekształcący kreatywności. Potwierdzają to analizy wyników egzaminów zewnętrznych. Wiemy, że w edukacji potrzebne są zmiany”.

 

Kto dziś pamięta o pięknej i mądrej definicji etymologicznej szkoły jako odpoczynku duchowym, na przebywaniu wśród ludzi, którzy wzajemnie są sobie życzliwi, na wspólnym poszukiwaniu prawdy, dzieleniu się nią oraz radowaniu się z jej znalezienia? Polonista ma tu swój wielki przywilej: wspólne czytanie, analiza obrazów, słuchanie muzyki, oglądanie filmów w naturalny sposób prowadzi ku formacji młodego człowieka. Lekcje języka polskiego realizowane w sposób świadomy, przemyślane jako spójna całość są znakomitym pretekstem do budowania kapitału kulturowego naszych uczniów. Najważniejszym pewnie celem edukacji humanistycznej jest wdrożenie dzieci i młodzieży do aktywnego uczestnictwa w kulturze, wyzwolenie w nich radości czytania, potrzeby obcowania z dziełem sztuki, wreszcie – przetwarzania kultury na własne potrzeby duchowe. Nie wystarczy jednak wiedzieć, co chcemy osiągnąć jako poloniści. Niemniej ważne jest, by znać odpowiedź na pytanie, jak to zrobić, jak motywować do nauki, pracy twórczej, jak wyzwolić zainteresowanie i potrzeby estetyczne.

 

Dawne szkolne praktyki i formuły wyczerpały się na tyle, że przestały być skuteczne. Oczekiwania wobec absolwentów zmieniają się. Już nie wystarczy wiedzieć, trzeba jeszcze umieć tą wiedzą zarządzać. Należy zdobyć umiejętności, a nie znajomość definicji. Nie tyle warto jest „wiedzieć”, ale trzeba „wiedzieć-analizować-syntetyzować-wnioskować-przetwarzać-odnajdywać konteksty-dać osąd krytyczny”. Tymczasem mimo wyzwań, jakim powinno sprostać nowoczesne kształcenie, trudno przesterować szkołę na nowe tory. Te trzy ilustracje świadczą najlepiej o dysharmonijnym rozwoju zdobyczy naszej cywilizacji (ilustracja 1). 

Zmieniało się źródło informacji – od lektury codziennej gazety, wiadomości w telewizji przechodzimy ku informacji natychmiastowej, trudno weryfikowalnej w internecie. Dzięki coraz doskonalszemu transportowi, świat, Europa stają się coraz bliższe. Tylko jedno łączy zamieszczone wyżej ilustracje – wciąż w sali szkolnej dominuje ta sama przestrzeń niewygodnych ławek, przystosowana do jednej formy podawczej – wykładu organizującego lekcję jako „bierność” ucznia i „aktywność” nauczyciela. Nauczyciele mówią: to wygodny układ, mogę zapanować nad uczniami, udaje się tak utrzymać dyscyplinę i spokój, „nie gadają”, to pomaga w skupieniu. Czyżby rzeczywiście dyscyplina i cisza były najważniejsze? Kiedy dzieci uczą się najefektywniej? Gdy jako nieruchome punkty usiłują wykonać zadanie, które zadaje im nauczyciel? Czy wówczas, gdy rozwiązują problem skomplikowany, opierając przesłanki na wiedzy już skonstruowanej w ich umysłach? Badania naukowców są niepodważalne, a mimo to wybrzmiewają, jak słowa wołającego na puszczy. Efektywność nauczania w formie podawczej to zaledwie 5–15% skuteczności, natomiast, gdy dzieci działają, uczą innych, wykonują zadania, czerpią z lekcji już w kilkudziesięciu procentach więcej. Nauczyciele wciąż o tym zapominają lub wymawiają się trudnościami, jakie niesie aktywizujące nauczanie. 

Zmiana metody, umiejętność powolnego wycofywania się ze swojej aktywności na rzecz aktywności ucznia została nazwana przez ruch budzących się szkół „przejściem od kultury nauczania do kultury uczenia się” i słusznie jest postulowana przez wszystkie współczesne środowiska nawołujące do zmiany paradygmatu edukacji. Warto jednak poczynić ten trud, warto dla samego siebie. Nauczyciel, który nic nie zmienia przez lata w swoim warsztacie, traci kontakt z rzeczywistością, popada we frustrację, opowiada o swoim „wypaleniu zawodowym”. Co gorsza, żyje w ułudzie, że to, co dawne, sprawdza się i nieustannie obawia się wszelkich zmian. Tymczasem żywiołem szkoły powinna być zmiana – przecież za każdym razem, gdy wchodzimy we wrześniu do szkoły, zastajemy nowy komplet dzieciaków, a nawet te, które pożegnaliśmy przed wakacjami, są już nowymi ludźmi, bo dorastają i przepoczwarzają się w naturalny dla siebie sposób. 

Metody pracy nie są w tym kontekście wymysłem specjalistów od dydaktyki, ale dostosowaniem kształcenia do grupy lub osoby, która do nauczyciela przychodzi. Przygotowanie kolejnych lekcji właśnie na tym polega, że nie rozmyślam, jaki materiał mam „przerobić” w środę z klasą IVc, ale na tym, kim jest ta grupa dzieci, które klasę IVc stanowią. Jasiu lubi bawić się samochodami, a Kacper marz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy