Dołącz do czytelników
Brak wyników

Praktyczny Przewodnik Nauczyciela

19 maja 2022

NR 47 (Maj 2022)

Jak pomóc młodym ludziom unikać fake newsów i manipulacji mediów?

0 237

Po świecie informacji po omacku poruszają się nie tylko dzieci. Różne postawy reprezentują dorośli – jedni rezygnują z wysiłku, jakim jest czytanie ze zrozumieniem, inni pretendują do bycia alfą i omegą, nieświadomi, że docierające do nas dane nierzadko są – z bardzo różnych powodów (nawet nie zawsze zamierzonych) – nieprawdziwe. Co więcej, w pułapki informacyjne wpadają nie tylko laicy, lecz także specjaliści z różnych dziedzin wiedzy. Już to dowodzi, że nie da się przeprowadzić jednej lekcji, która przygotuje dziecko do funkcjonowania w skomplikowanym świecie informacji. Przygotowanie powinno być procesem obejmującym wszystkie etapy kształcenia i wszystkie przedmioty nauczania, wykraczającym ponadto poza mury szkoły. Niemniej w tekście tym pojawi się propozycja, jak wśród starszych uczniów szkoły podstawowej spróbować naświetlić problemy, o których mowa, i jak rozbudzić ciekawość do zdobywania i weryfikowania wiedzy.

Postawy wobec informacji

Wiele lat temu – byłam wówczas w szkole średniej – moja babcia zdawała się naprawdę przygnębiona faktem, że nie rozumie kilku słów, które często przewijają się w programie informacyjnym, który oglądała. Internetu nie nosiło się wówczas w kieszeni. Sporadycznie ktoś miał w domu łącze – z sieci korzystało się raczej w szkole czy w kawiarence internetowej. Robili to raczej młodzi ludzie. Encyklopedie były wprawdzie dość popularne (dostawało się je nawet w prezencie), ale księgi, które „zasiedziały się” na półkach, przydawały się przeważnie do tego, by przygotować zadanie domowe o Amerigo Vespucci, ale nie były już w stanie nadążać za dynamicznie rozwijającym się światem i – co za tym idzie – językiem. Wytłumaczyłam babci te słowa, jak umiałam (pewnie dziś zrobiłabym to lepiej), a ona nie kryła, że czuje satysfakcję. I przyznam, że takich postaw mi brakuje. Często przechodzimy do porządku dziennego nad słowami, których nie rozumiemy. Samo rozumienie kontekstu satysfakcjonuje wiele osób, natomiast brakuje żądzy poznawania, wnikania w głębsze warstwy danego przekazu. „Żyjemy dłużej, ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami” – te słowa Wisławy Szymborskiej z wiersza Nieczytanie przypominają mi się, kiedy myślę właśnie o takim pobieżnym podchodzeniu do języka, a więc i do tego, co nas otacza.

POLECAMY

Nie chce nam się czytać całego tekstu. Podczas podpisywania pierwszej w życiu ważnej umowy spędziliśmy z mężem w banku kilka godzin ku słabo skrywanemu rozczarowaniu pracownika, który przerwy w odpowiadaniu na nasze pytania wykorzystywał na kserowanie materiałów, drobne porządki na biurku czy robienie kawy. Ale przecież tu nie chodziło tylko o satysfakcję z posiadanej wiedzy, a o bezpieczeństwo. Można wysnuć wniosek, że raczej tak dokładne czytanie nie należy do standardów. Odnoszę wrażenie, że często oczekuje się od nas tego, byśmy właśnie nie czytali – stąd w różnych instytucjach, np. w poczekalniach ośrodków zdrowia, podsuwa nam się po prostu kartkę z „ptaszkiem”, który mówi, gdzie mamy złożyć podpis. Dorośli ludzie rozmawiają z automatami, dają się okraść przy użyciu linków, podają mnóstwo pozornie niewinnych danych na Facebooku. Zabawy w szukanie bliźniaka, podawanie najpiękniejszych imion dla dzieci służą zbieraniu informacji… 

Powyższy akapit dotyczy czytania długich tekstów. Znajoma kierownik biblioteki opowiadała mi, że po każdym wywieszeniu plakatu o spotkaniu autorskim czy innym wydarzeniu do biblioteki wchodzi wiele osób, by spytać dokładnie o te informacje, które są zamieszczone na plakacie, czyli np. o godzinę lub o to, czy wstęp jest odpłatny.

Z jednej strony nie czytamy, z drugiej jesteśmy ekspertami od wszystkiego – od żywienia po politykę i Konstytucję. Świetnie widać to w komentarzach internetowych, w rozmowach też, choć przyznam, że od wielu lat „mam szczęście do ludzi”; dzięki nim udaje się prowadzić dialog, a nie przebywać w „teatrze jednego aktora”.

Pułapki informacyjne

Bycie ciekawym świata jest jak najbardziej w porządku, ale należy pamiętać o wielu pułapkach, w jakie możemy wpaść.

Pułapka 1: przyjmujemy wszystko, co ktoś powiedział, za pewnik. Samo pojawienie się treści w mediach stanowi o randze informacji. Jeśli w radiu czy telewizji wypowiedział się zaproszony gość, a w dodatku był celebrytą bądź miał tytuł naukowy przed nazwiskiem, jego słowa stają się święte. Problem w tym, że w innym programie ktoś może wypowiedzieć się na ten sam temat, stawiając inną tezę i podając szereg argumentów, które będą czynić ją wiarygodną. Nie jestem w stanie zweryfikować informacji z każdej dziedziny wiedzy. Ba, nie wiem wszystkiego, co związane jest z moją dziedziną. Pewnie w razie wątpliwości umiałabym zadecydować, komu mogę bardziej zaufać w kwestiach gramatycznych czy literaturoznawczych. Jeśli nie znałabymtych osób, sprawdziłabym, jakie instytucje reprezentują i na jakie źródła się powołują. A co z innymi dyscyplinami? Czasami można mieć dwa autorytety, np. wśród lekarzy, i ich rada, sugestia, nawet związana z dość inwazyjnym leczeniem, będzie zupełnie różna.
Co wtedy?!

Pułapka 2: media kreują obraz. Przez kilka lat współpracowałam z gazetą i nieraz przyszło mi pisać o festynie, na którym pojawiło się może z 15 czy 20 osób z organizatorami włącznie. Nawet jeśli w artykule nie pojawiły się opinie, to na zdjęciu obok dwoje czy troje dzieci pląsających z kolorowymi balonami po scenie wypełniało cały kadr, co pozwalało czytelnikom wyobrazić sobie, że zabawa była przednia. To nie puzzle. Nie każdy element obok pasuje do przedstawionego wycinka rzeczywistości. Gdyby sfotografować puste stoły, to po jakimś czasie nie byłoby już o czym pisać, bo nikt nie zapraszałby nas na żadne wydarzenia.

Pułapka 3: oprócz koloryzowania rzeczywistości pojawia się brutalna manipulacja. Wystarczy obejrzeć dwa różne programy informacyjne (tj. na dwóch różnych kanałach), by zrozumieć, że mówią one o dwóch zupełnie różnych rzeczywistościach. Oglądając tylko jeden program, możemy latami tkwić w iluzji, że ocena świata jest bardzo łatwa i jednoznaczna. Opinie same w sobie nie są przecież niczym złym. Nawet dobór tematu jest już wynikiem braku obiektywizmu. Jeśli przekaz ograniczymy do suchych faktów, często nie będzie on interesujący. Chodzi o to, by opinię nazywać opinią.



Pułapka 4: nie wszystkie teksty są wartościowe, część z nich to tzw. clickbaity, wykorzystujące ludzki lęk i cierpienie. W lutym 2020 roku, kiedy jeszcze nie było w Polsce potwierdzonych przypadków zachorowań na COVID-19, często pojawiały się w internecie artykuły o tytule brzmiącym mniej więcej tak: „Koronawirus w Polsce?”. Odpowiedź zawarta w tekście brzmiała: „Nie, jeszcze go nie ma”. Pytania zawarte w tytułach czy paskach informacyjnych w programach telewizyjnych nie rozpoczynają się partykułą czy. Nie każdy czytelnik lub widz dostrzega znak zapytania na końcu wypowiedzenia, nie każdy poszukuje odpowiedzi w tekście i nie każdy zrozumie dynamiczny przekaz telewizyjny. Inną kategorię tytułów stanowią cytaty z wypowiedzi, ale brzmiące apokaliptycznie z powodu tego, że są wyjęte z kontekstu. Taki zabieg stylistyczny wygląda, owszem, ciekawie, ale gdy wywołuje lęk, przestaje być etyczny.

Osobiście przerażają mnie artykuły, które ukazały się po śmierci Barby Kelly, której odejście było dla mnie jak strata kogoś bliskiego. Jeden z tytułów brzmi: „Nie żyje członek zespołu The Kelly Family. Znamy przyczynę śmierci”. Treść mówi: „Rodzina nie ujawniła dokładnego powodu śmierci. Z oświadczenia opublikowanego w mediach społecznościowych wiemy natomiast, że było ono spowodowane krótką chorobą”1. Teoretycznie nie pojawiło się tu nic nieprawdziwego, jednak fani Barby kliknęli w link w nadziei znalezienia czegoś, czego właśnie nie mogli znaleźć w oświadczeniach rodzeństwa piosenkarki. Inne portale do tematu podeszły, w moim odczuciu, nieetycznie, przeplatając notatki o problemach natury psychicznej Barby z jej śmiercią. Dopiero w momencie, gdy próbowałam tu (!) zacytować krzywdzącą opinię, po kilkukrotnym przeczytaniu tekstu, zdałam sobie sprawę, że żadne ze zdań nie sugeruje związku pomiędzy tymi dwoma faktami. Pobieżny odbiór (a przecież tak zazwyczaj czytamy teksty w internecie!) sprawia, że budujemy sobie fałszywy obraz danego zjawiska.

Pułapka 5: nie każdy autor przekazu posługuje się wiarygodnymi danymi. Od razu przychodzi mi na myśl artykuł, który sprawdzałam pod kątem językowym. Znalazłam w nim informacje o tym, że hałas jest niebezpieczny dla organizmu ludzkiego, ponieważ ma wpływ na obniżenie kortyzolu. Jako pokorny polonista napisałam w komentarzu, że wprawdzie kwestie merytoryczne są poza mną, ale skoro kortyzol jest hormonem stresu, to w moim odczuciu hałas, jako czynnik negatywnie oddziałujący, ma właśnie wpływ na podwyższenie poziomu tego hormonu. Poprosiłam autora o zweryfikowanie i ewentualne poprawienie tej informacji, po czym w tekście złożonym i przygotowanym do druku przeczytałam jedynie, że hałas ma wpływ na poziom kortyzolu. Autor nie zadał sobie trudu, by ustalić fakty, po prostu ominął przeszkodę. Wniosek? Wiele osób zajmuje się rzeczami, o których nie ma pojęcia.

Pułapka 6 związana jest z nieświadomym posługiwaniem się mitami

„[…] większość omawianych przez nas mitów również dlatego może wydawać się tak nieodparcie prawdziwa, że wpisuje się w ogólniejszy pogląd na ludzką naturę, który przez wielu ludzi uznawany jest za wiarygodny. Na przykład fałszywe przekonanie, że człowiek wykorzystuje jedynie 10 procent możliwości swojego mózgu, jest spójne z wiarą, że ludzie przeważnie nie zdają sobie w pełni sprawy z własnego potencjału intelektualnego”2

Autorzy tych słów wiedzą, że psychologia jest dziedziną, która zamienia się w swego rodzaju przemysł. Wiele osób bez naukowych podstaw pretenduje do tego, by analizować ludzkie zachowania, funkcjonowanie mózgu. Ale to nie wszystko – błędy, zdaniem autorów, powielane są również przez ludzi obcujących z tą dyscypliną naukową: „Biznes psychologii popularnej może być wprawdzie nieocenionym źródłem informacji o ludzkim zachowaniu, ale towarzyszy temu co najmniej równie dużo dezinformacji. Ten ogromny korpus zafałszowanej wiedzy nazwaliśmy psychomitologią, ponieważ składają się na niego błędne przekonania, miejskie legendy i mądrości ludowe dotyczące psychologii ludzkich zachowań […]. W rezultacie wielu ludzi – dotyczy to również absolwentów psychologii – sporo wie o ludzkich zachowaniach, ale ta wiedza obejmuje też sporo bzdur”3.

Wreszcie pułapką 7 jest pułapka sama w sobie. Jeszcze kilkanaście lat temu na mapach Google istniało papertown – Argleton. Umieszczono je tam, by sprawdzać, czy mapy są kopiowane przez dostawców podobnych produktów. „Wypuszczanie fałszywych informacji w celu zmylenia konkurencji to nic nowego. Jeśli chodzi o mapy, strategia ta jest znana od dawna. Pierwszym «papierowym miastem» było prawdopodobnie Agloe, które w 1925 roku pojawiło się na mapie w stanie Nowy Jork”4. W ostatnich latach sporo mówi się o fake newsach. Na ich temat powstaje sporo ciekawych opracowań, obejmujących również propozycje metodyczne5, których nie chciałabym tu powiel...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy