Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

7 grudnia 2017

NR 11 (Marzec 2016)

Fantastyka, czyli literatura alternatywna cz. II

0 9

Powiadają, że trapi nas kryzys czytelnictwa – na pewno jednak nie dotyczy to fantastyki, bo ta może się poszczycić zastępem zdeklarowanych fanów. Ale choć zdobyła serca czytelników, to na prestiżu fantastyka nie zyskała – wciąż uchodzi za literaturę dostarczającą przede wszystkim rozrywki.

Dał przykład Sapkowski

Lata osiemdziesiąte XX wieku przyniosły pierwsze próby polskich pisarzy w dziedzinie fantasy, ale już kolejna dekada należała bezsprzecznie do tej odmiany fantastyki. Główną rolę odegrał tu Andrzej Sapkowski (ur. 1948). Opublikowane pod koniec roku 1986 na łamach miesięcznika „Fantastyka” opowiadanie Wiedźmin dało początek serii opowieści o przygodach niezwykłego bohatera Geralta, krążącego po fantastycznym świecie jako płatny zabójca potworów. W toku tych wędrówek nasz pogromca, specjalnie wyhodowany do tego celu mutant, niejednokrotnie sam uznawany za potwora, sam nieraz mógł się przekonać, że najokrutniejszymi potworami bywają ludzie…

Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych pojawiły się opowiadania, zebrane później w tomach Ostatnie życzenie oraz Miecz przeznaczenia (oba z roku 1993). Matrycą fabularną dla Sapkowskiego bywały zazwyczaj klasyczne baśnie, przy czym pisarz komplikował motywacje bohaterów, odsłaniając drugie i trzecie dno ich postępowania, a ostatecznie – odwracając znaki wartości. Tego rodzaju przekorne trawestacje klasycznych historii we współczesnej prozie zwykło się określić angielskim terminem re-writing, jakkolwiek u Sapkowskiego chodziło nie tyle o bezpośrednią krytykę wzorców kulturowych wpisanych w klasyczne wersje, ile raczej o podkreślenie moralnej nieoczywistości ludzkich zachowań. Podobny rezultat przynosiło zacieranie granicy czy też wymienność cech między postaciami reprezentującymi ludzi i nieludzi. Sam Geralt, plasujący się pomiędzy tymi grupami, pełnił funkcję katalizatora, świadka, a niekiedy arbitra niezwykłego kontredansu, w ramach którego ludzkość okazywała się maską potworności, rzekomy zaś potwór potrafił się zdobyć na wspaniałomyślne i bezinteresowne zachowanie.

W połączeniu z przewrotną literacką zabawą, ostentacyjnie współczesną stylistyką i frazeologią, która w zdarzeniu z realiami pseudośredniowiecznego świata skutkowała celowymi, komicznymi anachronizmami – etyczna dominanta tej twórczości nie nużyła czytelników. Przeciwnie, Sapkowski znalazł sposób na ukazanie świata, który utracił moralną przejrzystość i w którym nic nie musi wcale okazać się takie, jakim się na pozór wydaje. Taka zaś wizja odpowiadała sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się na progu transformacji z lat dziewięćdziesiątych, kiedy reguły życia społecznego zmieniały się z dnia na dzień, bohaterowie i łotrzy zamieniali się rolami, a to, co wcześniej uchodziło za wstydliwe (na przykład bogacenie się), nagle mogło się okazać najwyższą cnotą…

W roku 1994 Andrzej Sapkowski opublikował Krew elfów, pierwszą z pięciu powieści kontynuujących historię Geralta (ostatni tom cyklu, Pani Jeziora, miał premierę w roku 1999; w roku 2013 autor powrócił do uniwersum Wiedźmina, wydając powieść-prequel „Sezon burz”). Wtedy też począł zdobywać uznanie publiczności spoza grona miłośników literatury fantastycznej, zyskując ostatecznie pozycję jednego z najpoczytniejszych współczesnych pisarzy. I nie było w tym przypadku. Drwiąc, żartując, ironizując, a gdzie trzeba – sięgając po ton liryczny, Sapkowski przedstawił mroczną wizję powszechnej wojny, której ofiarą w pierwszej kolejności padły standardy moralne. W tym złowrogim świecie Geralt i przyjaciele z jego drużyny ruszyli na ratunek dziewczynce, od której zależał los świata i która właśnie dlatego stała się stawką w grze, jaką prowadzili ze sobą królowie i czarodzieje. Tyle że dziewczynka, z czasem – dziewczyna, która urodziła się jako księżniczka Cirilla, dla Geralta i jego ukochanej, czarodziejki Yennefer, stała się przybraną córką. Tak oto się okazało, że w paskudnym i bezwzględnym świecie zbawić może nas tylko jedno – życie rodzinne!

Sądzę, że ów cokolwiek sentymentalny morał był dla Sapkowskiego kluczem do porozumienia z czytelnikami. Ckliwość takiego przesłania została zresztą przez autora bardzo zręcznie ukryta pod ironiczną frazą, przesłonięta (zwłaszcza w ostatnich tomach) zwielokrotnionymi perspektywami narracyjnymi, które jeśli nawet nie przedstawiały różnych wersji zdarzeń, to rozmaicie je oceniały. Uwagę czytelnika mogą też przyciągnąć liczne, czasem zabawne, a czasem ryzykowne aluzje. Dość powiedzieć, że Geralt ginie w wydarzeniach, które swój pierwowzór mają w… pogromie kieleckim z 4 lipca 1946 roku – i nie jest to wcale jedyny tego rodzaju zabieg. Co do finału cyklu: dzięki interwencji Cirilli wiedźmin ostatecznie został wraz z Yennefer przemieszczony do innego świata, nie zmienia to jednak faktu, że świat, jaki opuścił, miał z naszą rzeczywistością znacznie więcej wspólnego niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka…

W latach dziewięćdziesiątych gwiazda Sapkowskiego świeciła najjaśniej, ale trzeba też wspomnieć innych. Wymienię dwoje pisarzy, którzy zaproponowali odmienną formułę fantasy. Feliks W. Kres (właśc. Witold Chmielecki, ur. 1966) rozpoczął karierę literacką w latach osiemdziesiątych i już wtedy zaczęły powstawać zręby głównego cyklu tego autora, Księgi Całości, choć zasadnicze tomy ukazały się między 1995 a 2005 rokiem (seria dotychczas nie została ukończona i można wątpić, czy kiedykolwiek zostanie). Pomimo oryginalnego charakteru uniwersum wymyślonego przez Kresa, niewiele w nim miejsca dla magii i cudowności (czuwającą nad światem siłę raczej się bada, niż z niej korzysta lub w niej uczestniczy), a bohaterowie kierują się z reguły egoistycznym interesem. Wizja tego autora to świat odarty z sentymentów, mroczny i ponury niczym deszczowa noc w grombelardzkich górach, ale przecież niepozbawiony posępnej, łotrowskiej urody. Czytelnik musi jednak zachować ostrożność w lokowaniu swoich sympatii w powieściowym świecie, bo Kres niekiedy lubi pozbyć się głównego bohatera – i to dobrych sto stron przed końcem utworu! Literacka rozrywka łączy się tu z ćwiczeniami wyobraźni, zarysowującej wizję świata, który stopniowo ulega rozkładowi, z czym zmierzyć się musi także czytelnik.

Z kolei Anna Brzezińska (ur. 1971) zyskała uznanie miłośników fantastyki cyklem, którego części ukazały się drukiem w latach 1999–2009. Zwyczajowo bywa on określany jako „saga o zbóju Twardokęsku”, jakkolwiek wiodącą postacią jest tu wojowniczka Szarka, która do świata wymyślonego przez polską pisarkę trafiła prosto z legendy o czeskich amazonkach, zachowując przy tym cząstkę pamięci o wcześniejszym wcieleniu. Uwikłana w konflikt między ludźmi a bogami z Krain Wewnętrznego Morza usiłuje zerwać z wyznaczoną jej rolą i ujść przeznaczeniu. Co ciekawe, w analogicznej sytuacji znajdują się sami bogowie: niegdyś wędrowali między światami, lecz skazani zostali na wiekuiste czuwanie nad Krainami. Jeden z nich pragnie zniweczyć tę klątwę, nawet za cenę zniszczenia całego świata. Inni próbują mu przeszkodzić – tak wygląda tło wojny, która wciąga w swój wir kolejne Krainy i w której każdy odegrać ma swoją rolę. Brzezińska zaś pisze o konflikcie między wolą a pragnieniami z jednej, a przeznaczeniem z drugiej strony. 
Tyle, że architektura całej tej złożonej, labiryntowej konstrukcji odsłania się przed czytelnikiem bardzo powoli. Na powieśc...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy