Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

6 grudnia 2017

NR 10 (Styczeń 2016)

Fantastyka, czyli literatura alternatywna cz. I

0 282

Powiadają, że trapi nas kryzys czytelnictwa – na pewno jednak nie dotyczy to fantastyki, bo ta może się poszczycić zastępem zdeklarowanych fanów. Ale choć zdobyła serca czytelników, to na prestiżu fantastyka nie zyskała – wciąż uchodzi za literaturę dostarczającą przede wszystkim rozrywki.

Wiemy oczywiście, że Stanisław Lem (1921–2006) zajął miejsce wśród najwybitniejszych polskich prozaików drugiej połowy minionego stulecia. Ale też gwiazda autora Solaris świeciła i świeci samotnie, pisarz zresztą w pewnym momencie, na początku lat siedemdziesiątych XX wieku, zaczął się dystansować od fantastyki naukowej, uznając, że uległa ona komercjalizacji i zmarnowała swój potencjał.

Paradoksalnie, fantastyka oraz jej wielbiciele wydają się zadowoleni z funkcjonowania na stronie, poza głównym nurtem życia literackiego. Narzekając na dominację mainstreamu i zamknięcie w swego rodzaju getcie, jednocześnie ci najbardziej zdeklarowani zwolennicy fantastyki czerpią niemało satysfakcji z poczucia odrębności. Trzeba podkreślić, że tworzą osobną subkulturę (zwaną fandomem), która wypracowała własne instytucje oraz rytuały. A nawet dużo więcej: we współczesnym życiu literackim fantastyka odgrywa rolę alternatywy dla obiegu dominującego.

Mamy więc domy wydawnicze, które specjalizują się w tego rodzaju twórczości. Mamy czasopisma (papierowe i elektroniczne), wśród nich to najstarsze i cieszące się największą renomą – miesięcznik „Fantastyka” (od 1982 roku, od roku 1990 jako „Nowa Fantastyka”). Mamy konwenty (zjazdy fanów) organizowane z reguły nie przez żadną zewnętrzną instytucję kultury, lecz po prostu przez kluby zrzeszające wielbicieli. Dzięki tego rodzaju spotkaniom, amatorskiej twórczości (literackiej i krytycznej), aktywności na specjalistycznych forach internetowych, grom erpegie (RPG – role-playing game, gra fabularna, której uczestnicy pod kierunkiem mistrza ceremonii wcielają się w wyobrażone role), grom planszowym czy terenowym – dla wielu uczestnictwo w fandomie stało się stylem życia.

Ta instytucjonalna osobność tym bardziej może być powodem do dumy, że zapewnia ona środowisku pełną autonomię, jeśli chodzi o możliwość stanowienia literackiej hierarchii. Wymowne, że najbardziej prestiżowa Nagroda im. Janusza A. Zajdla nie jest przyznawana przez wąskie grono ekspertów, lecz przez całą społeczność miłośników fantastyki, a wręcza się ją podczas dorocznego krajowego konwentu – Polconu. Jej pierwszy laureat, Janusz Andrzej Zajdel (1938–1985), najwybitniejszy przedstawiciel nurtu fantastyki socjologicznej, dominującej u nas w latach osiemdziesiątych, został patronem plebiscytu w rok po swojej przedwczesnej śmierci.

Odrębność związanego z fantastyką obiegu ma również mniej przyjemnie skutki. Przestrzeń do kontaktu z pozostałymi obszarami życia literackiego została ograniczona – zresztą obie strony dialogu nie zawsze wykazują dość dobrej woli. Pisarze i miłośnicy fantastyki czują się dobrze w swoim gronie, wszyscy pozostali łatwo mogą tłumaczyć obojętność dla tego rodzaju twórczości jej znikomymi walorami. W skrajnych, choć wcale częstych wypadkach obowiązuje reguła rozłącznych list lekturowych – wtajemniczeni czytają wyłącznie fantastykę, profani nie biorą jej do ręki, uważając za twórczość pośledniego sortu. Różnie też wygląda kwestia motywacji do lektury. Powieści reprezentujące tak zwane pisarstwo wysokoartystyczne czytamy z obowiązku (jeśli nie szkolnego, to kulturowego), z tytułu doniosłości czy ważkiej problematyki lub dla tych resztek prestiżu kulturowego, które pozostały przy literaturze. Natomiast fantastyka to domena czystej przyjemności, z tego właśnie powodu skłonni jesteśmy ją zaklasyfikować do literatury popularnej.

Fantastyka niejedno ma imię

Trzeba pamiętać, że dzisiejsza fantastyka to zjawisko wielobarwne, gdzie obok siebie występują i wzajemnie się przenikają rozmaite tradycje i konwencje. Jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku z powodzeniem można było zakładać, że mówiąc o fantastyce, mamy na myśli science fiction. Ta konwencja wypracowana została w drugiej połowie XIX stulecia, u szczytu zaufania w potęgę nauki, artystyczną zaś dojrzałość osiągnęła w powieściach Herberta George’a Wellsa (1866–1946), z których największą sławę zyskały Wehikuł czasu (1895) i Wojna światów (1898). Co ciekawe, Wells – lewicujący liberał, ufający w postęp cywilizacyjno-społeczny – w Wehikule czasu dał wizję upadku kultury i degeneracji ludzkiej rasy, a w Wojnie światów sprowadził Anglików – dumnych mieszkańców największej potęgi kolonialnej – do roli prymitywnych ludów czy wręcz zwierzyny łownej, na którą potężni najeźdźcy z kosmosu urządzają polowania z nagonką.

Z historycznoliterackiego punktu widzenia science fiction to odmiana nowoczesnej prozy realistycznej, gdzie nawet najbardziej zaskakujące pomysły fabularne otrzymują pozór racjonalnego wyjaśnienia, postępowanie zaś bohaterów odpowiada wymogom psychologiczno-społecznego prawdopodobieństwa. Tylko w ograniczonym stopniu pisarze SF korzystali z rozwiązań wypracowanych przez prozę modernistyczną czy awangardową, choć ich utwory wcale często ciążyły na przykład w stronę prozy parabolicznej. Doskonałego przykładu dostarczają tu najwybitniejsze powieści Stanisława Lema: Eden (1959), Solaris (1961) czy Niezwyciężony (1964).

O sukcesie science fiction zdecydował gwałtownie rozwijający się w Stanach Zjednoczonych w pierwszej połowie XX wieku rynek tanich, zeszytowych wydawnictw dla szerokiej publiczności. Kluczową rolę odegrał tu redaktor i niestrudzony promotor SF Hugo Gernsback (1884–1967), obwołany „ojcem fantastyki naukowej” na konwencie pisarzy i...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy