Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

9 listopada 2020

NR 38 (Listopad 2020)

Dramat poetycki – czy to w ogóle może zainteresować młodzież? Kłopoty z definicją

20

Kiedy dowiedziałam się, że ten numer „Polonistyki” będzie poświęcony dramatowi poetyckiemu, a ja mam na ten temat coś napisać, zadałam sobie podstawowe pytanie: Jakie dzieła mam uznać za dramat poetycki? Definicja tego typu dzieła dramatycznego jest przecież wyjątkowo nieostra, dyskusyjna i jakoś tam wewnętrznie sprzeczna. Dlaczego? Z jednej strony mówi się, że termin obejmuje różnorodne zjawiska w dramacie XX wieku… (co to znaczy: różnorodne zjawiska?!), z drugiej, że rzecz dotyczy typu dramatu rozwijającego się na przełomie XIX i XX wieku, będącego w opozycji do dramatu realistycznego oraz naturalistycznego1 (Jak romantycy mogliby się sprzeciwiać czemuś, co dopiero miało zaistnieć?! To absurd!). Wyróżnikami mają być:

POLECAMY

  • Odejście od klasycznych zasad dramatu.
    Czyli początek stanowiłyby dzieła Szekspira?! (Wytłumaczę się od razu – wnioskuję, odwołując się praktycznie wyłącznie do aktualnie obowiązującej podstawy programowej).
  • Swobodna kompozycja.
    Czyżby jednak romantyzm był u źródeł?
  • Poetyckość języka.
    Znów Szekspir się kłania. No i romantycy, i Wyspiański. Jak jednak wyłączyć z kategorii poetyckości dzieła wcześniejszych dramaturgów – choćby Sofoklesa tak lirycznie piszącego o egzystencji człowieka? XX-wiecznych dramatów, które można by określić jako poetyckie – autorstwa na przykład Gajcego, Świrszczyńskiej czy Herberta – się w szkole nie omawia, więc szersze rozważania o ich twórczości dramatycznej sensu większego nie mają. 
  • Stylizacyjność.
    No to w grę będzie wchodzić w naszym kanonie tylko Wesele.
  • Paraboliczność (przypowieść).
    Hm… mogą w grę wchodzić jedynie niewielkie fragmenty III części Dziadów.
  • Metaforyczność, wielopłaszczyznowość i symboliczność znaczeń, ironia.
    Bardzo szeroki czasowo zasób utworów.
  • Charakter filozoficznego uogólnienia.
    A tu wchodzą w grę prawie wszystkie dzieła dramatyczne omawiane w szkole średniej (no może poza Odprawą posłów greckich i Powrotem posła, w których filozofii nie ma nawet na lekarstwo).
  • Odwołanie do takich gatunków dramatycznych, jak: tragedia, misterium, mirakl, moralitet, dramat romantyczny, psychologiczny, fantastyczny, baśń sceniczna.

To wszystko razem wzięte powoduje, że mam odczucie sztuczności, nieklarowności i wtórności takiego definiowania. Lepsze z punktu widzenia nauczycielek i nauczycieli, bo określające współzależności poszczególnych elementów omawianego typu dramatycznego (a tym samym rozstrzygająca wątpliwości), jest to, które znajduje się w Encyklopedii teatru polskiego2. Zwraca ono uwagę na to, iż: 
Utwory spod tego znaku mają strukturę otwartą, często posługują się obrazami i eksponują rolę poetyckiego języka, a pragnąc uchwycić „niepojętą istotę rzeczy” (…), wykorzystują inspiracje romantyzmu, symbolizmu, ekspresjonizmu, nadrealizmu. Wzrost znaczenia współczynnika lirycznego nadaje większą rangę literackim niż scenicznym środkom dramatu poetyckiego, prowadzi do rozmycia formy wskutek autonomizacji niektórych partii dzieła (np. wiersz wpleciony w strukturę dramatu w „Kordianie” Juliusza Słowackiego, 1834 czy w „Wyzwoleniu” Stanisława Wyspiańskiego, 1903). W takiej otwartej strukturze swobodnie mogą funkcjonować wypowiedzi autorskie („Irydion” Zygmunta Krasińskiego, 1836) i różne formy subiektywnego komentarza, refleksje i sentencje, wpisywane zarówno w didaskalia, jak w tekst główny dramatu (np. w dramatach modernistów). Różnorodna tematyka – biblijna, mitologiczna, legendarna, historyczna, fantastyczna, ale i współczesna obyczajowa – zawsze jest obramowana poetyckim słowem. Dramat poetycki posługuje się zarówno małą, jak i wielką formą, w rodzaju „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego (1901) (…).
Może warto przy tym przypomnieć, że po II wojnie światowej poetyckość dramatu była afirmowana przez formalizm rosyjski i strukturalizm, dzięki czemu ceniono go niezależnie od płynności jego definicji i rozmytych granic3. Po 1945 w dramatopisarstwie polskim stwarzał szansę na wyminięcie realizmu socjalistycznego (np. twórczość Romana Brandstaettera), a później groteski i absurdu czy realizmu, dlatego był uprawiany przez poetów, np. Zbigniewa Herberta („Jaskinia filozofów”, 1956; „Rekonstrukcja poety”, 1960) czy Stanisława Grochowiaka („Partita na instrument drewniany”, 1962). Tyle że my tych utworów w szkole nie omawiamy nawet we fragmentach. To taka wiedza sobie a muzom konserwowana w encyklopediach…
Najistotniejsze jest tutaj pytanie, jakie dzieła są reprezentacją dramatu poetyckiego w szkole. Lista okazuje się bardzo krótka i też dyskusyjna, jeśli chodzi o klasyfikację. Są to bowiem przede wszystkim dramaty romantyczne czy neoromantyczne. Literalnie rzecz biorąc, dysponujemy dziełami Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, fragmentem Fausta Johanna Wolfganga Goethego i Weselem Stanisława Wyspiańskiego. 
Cóż, z dramatem romantycznym jakoś sobie radzimy. Można w nim wychwycić treści uniwersalne, istniejące wciąż mimo płynącego czasu. Te poszukiwania sensu istnienia, próby stworzenia trwałego systemu wartości, miłosne udręki, skłócenie z życiem – w tym się nasi uczniowie i nasze uczennice mogą odnaleźć. Relatywnie dobrze funkcjonujemy więc w przestrzeni egzystencjalnych problemów głównych bohaterów, mamy „wytrychy” do omawiania kwestii związanych z martyrologią narodu polskiego czy relacji pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Pytanie, czy wydobywamy z dramatu romantycznego (czytaj: poetyckiego doby romantyzmu) jego filozoficzne aspekty, pozostawiam na razie bez definitywnej odpowiedzi. 
Chcę się tutaj skupić na tym, co i młodzieży, i nam sprawia największe trudności. W moim przekonaniu dziełem wyjątkowo opornym na nowatorskie zabiegi metodyczne, a jednocześnie trudno przyswajalnym przez młodzież, jest Wesele Stanisława Wyspiańskiego. 

Totalna klęska, czyli Wesele Stanisława Wyspiańskiego na egzaminie maturalnym z języka polskiego

Powiedzmy to sobie otwarcie i uczciwie: nasze uczennice i nasi uczniowie dramatu Stanisława Wyspiańskiego nie czytają, a jeśli nawet, to go nie rozumieją. Posiłkują się głównie streszczeniami i opracowaniami typu bryk szkolny. Wkładamy wiele wysiłku, żeby im interpretacyjne prawdy objawione do głów wetknąć, ze wszech stron objaśnić, zainteresować, olśnić własną erudycją. Jesteśmy jak ci specjalnie rozradowani inteligenci z Ferdydurke Witolda Gombrowicza, którzy uczą lud podziwiać zachody słońca… 
A ja się przyznam publicznie. Wesela nie znoszę. Te rymowanki! Irytujący bohaterowie i bohaterki! Postacie, których polubić nie sposób! Ludzie kompletnie mi obcy! I ta nuda wiejąca z większości scen! Hermetyczność i odległość problematyki! Wiem, że nie wolno mi w szkolnej praktyce zarażać taką niechęcią, więc, omawiając ten tekst, wysilam się szczególnie intensywnie. Ciągle szukam i szukam jakiegoś sposobu na ten narodowy dramat… Może uda się jakoś polubić… choć trochę; może uda się zaprezentować ciekawie, porywająco…
A tymczasem rzeczywistość szkolna skrzeczy (Jednak zadomowił się ten język Wyspiańskiego w naszym mówieniu codziennym). Młodzi ludzie, po czasie pandemicznej hibernacji w przestrzeni wirtualnej, dostali tekst Wesela na ostatniej maturze. No i dramat, tyle że nie poetycki. Maturzyści i maturzystki gremialnie oraz generalnie mylili postacie, konteksty. „Pisali” dramat na nowo i po swojemu. (Rachela jako reprezentantka polskiego ludu, panna młoda martwiąca się o dobrostan swoich weselnych gości to w tym ciągu nonsensów drobny błąd rzeczowy, niewielkie interpretacyjne potknięcie). Piszący nie rozumieli, o czym bohaterowie podanych fragmentów rozmawiają. Logiczne, że, skoro mieli problem z rozpoznaniem sensów dosłownych, nie potrafili żadnych sensów symbolicznych odczytać. Wiadomo – lenistwo, niedouczenie, nieznajomość utworu... To na pewno prawdziwe konstatacje, lecz czegoś pośród nich brakuje. Dlaczego nie mówimy o tym, że podany tekst okazał się dla młodych ludzi totalnie anachroniczny, nieprzystawalny nie tylko do ich wiedzy, ale także wrażliwości? 

Nasze boje z Weselem i o Wesele

Omawia się dramat Stanisława Wyspiańskiego najczęściej według ustalonych przed dziesiątkami lat schematów. Uczennice i uczniowie zapoznają się z Plotką o „Weselu”, dowiadują się, kto jest kto; uczą się na pamięć, kto się komu „pokazuje” i jak należy to interpretować; jakie symbole występują w utworze i jaki jest ich symboliczny sens; w jaki sposób interpretować ostatnią scenę chocholego tańca. I zrobione! Konteksty interpretacyjne – szczególnie historyczne i obyczajowe – są dla młodych ludzi totalną abstrakcją. Wiedza na temat plastycznych odwołań w dramacie okazuje się żadna, co nie dziwi w związku z praktycznym zanikiem edukacji artystycznej w szkołach. Niewiele pomagają projekcje adaptacji filmowej (w reżyserii Andrzeja Wajdy) czy teatralnych (telewizyjne wersje tych najważniejszych znajdziemy na stronie https://vod.tvp.pl/website)4. 
Nawiasem mówiąc, pod ikoną adaptacji teatralnej sprzed dwóch lat możemy przeczytać rekomendację następującej treści: 
Wielki dramat Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego. „Wesele” jest opowieścią o społeczeństwie, narodzie, o zbiorowości. Dziś, sto lat po odzyskaniu niepodległości, wszystkie społeczne debaty krążą wciąż wokół polskiej religijności, mitów i walk narodowo-wyzwoleńczych (Sic! Skopiowałam, nie zmieniając oryginalnej pisowni. Taka myśl mnie dręczy: czyżby wraz z dobrą zmianą przyszła reforma ortografii, o której nie wiem?! To anons redagowany przez telewizję publiczną, którą winniśmy wykorzystywać w edukacji polonistycznej. Dalsze komentarze sobie daruję, ale Was, Koleżanki i Koledzy, do nich zachęcam.), niepodległości, polskiej rodziny, sztuki i zróżnicowanego, skonfliktowanego społeczeństwa. Stanisław Wyspiański w swoim dramacie profetycznie zrobił miejsce na to, co gorzkie, trudne i wzniosłe w polskiej historii. W zapisie polskich traum z roku 1900 znalazło się miejsce także i na te, które dopiero miały nadejść. 
Wawrzyniec Kostrzewski zrealizował spektakl opierając się na teatralnej umowności, uruchamiając wyobraźnię widza poprzez niedopowiedzenie, plastyczny skrót, symbol, skupiając się na aktorze i słowie. Struktura dramatu Wyspiańskiego wręcz nakazuje poruszać się między czasami, znaczeniami i przestrzeniami. To jedna z zachęt do odważniejszego otwarcia się na symbolizm i do przeprowadzenia głębszej analizy pod kątem współczesności.
Jakiż to subtelny „ferdydurkizm” w odniesieniu do naszych uczennic i uczniów oraz nas samych! Naprawdę wszystkie dyskusje dzisiaj krążą wokół spraw religijności czy walk narodowowyzwoleńczych (pozwolę sobie na znaną sobie pisownię, taki już uparty wykształciuch ze mnie) lub polskiej rodziny?! Naprawdę nasza młodzież jest gotowa po takiej zachęcie poruszać się między czasami, znaczeniami i przestrzeniami?! Przecież są to dla niej kategorie obce, nieznane – pisałam o tym problemie powyżej! 
Znalazłam jednak w powyższym tekście informację prawdziwą, o którą chciałabym oprzeć moje propozycje uratowania Wesela w dydaktyce szkolnej. Chodzi mi o problem skonfliktowanego społeczeństwa.
Dwie Polski dziś i kiedyś – propozycja odwrócenia porządku interpretacji
Myślę, że jednak może się udać taka analiza tekstu Wyspiańskiego, która ukaże go jako dzieło dialogujące z dzisiejszym światem. Trzeba jednak – choćby częściowo – odejść od „historycznego” trybu omawiania Wesela na lekcjach. Proponuję rozdać młodzieży fragmenty artykułów (oczywiście każdy/a nauczyciel/ka może dokonać własnego, subiektywnego ich wyboru):

Fragment 1.

Kto ma prawo być Polakiem/Polką?5
Ten kraj jest nasz, nie wasz, a wszystko, co nasze, jest lepsze niż wasze. To przesłanie stanowi najtrwalszy element życia publicznego w Polsce. I wcale nie od dziś. Przed wojną endecy marzyli o tym, żeby polskich Żydów i wszelkiej maści lewaków odizolować od – ich zdaniem – zdrowej części społeczeństwa. Lewicowcy marzyli dokładnie o tym samym w odniesieniu do endeków. Acz im postępowe ideały narzucały odżegnywanie się od skrytych pragnień. „Nie jestem zwolennikiem bicia endeków. Nie uważam również, aby miało sens propagowanie specjalnej strefy osiadłości dla endeków lub zakazywania małżeństw mieszanych, tzn. krzyżowania się endeków z normalnymi ludźmi. Endek jest to rasa i trzeba się zgodzić, że rasa ta ma również prawo do życia” – podkreślał Antoni Słonimski na łamach „Wiadomości Literackich”. Także obecnie panuje w Polsce jeszcze przekonanie, iż ci inni Polacy generalnie mają prawo do życia, acz niekoniecznie na nie zasługują. Choćby dlatego, że są źli, a nawet gorsi6.

 

Fragment 2.

Rozgrywka Caritas kontra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
Zarówno media rządowe, jak i opozycyjne dobrze wiedziały, która z akcji charytatywnych jest gorsza. Jedyny kłopot stanowiło to, że jak na złość Caritas nie chciał się pokłócić z Owsiakiem. Co należy uznać za oburzający, wręcz antypolski, wybryk, gdyż narusza naturalny schemat postępowania. Liderzy obu organizacji powinni najpierw obrzucić się obelgami i insynuacjami, następnie spotkać w jednym studiu telewizyjnym. Tam cała ich dyskusja sprowadziłaby się do wydawania okrzyków: 
„Ja panu nie przerywałem!” i ewentualnie, w opcji premium – wzajemnemu opluciu się na wizji (rękoczyny w polskich studiach telewizyjnych nadal, nie wiedzieć czemu, nie występują). Ten rytuał, noszący oficjalną nazwę „debaty”, jednak się nie odbywał, ku rozczarowaniu mediów. Na szczęście codzienna „wojna plemienna” ma się dobrze, więc rzadkie wyjątki można przeboleć. Da się ją toczyć wokół WOŚP na różne sposoby. Telewizja rządowa uparcie udawała, że takiego wydarzenia nie ma i nigdy nie było. Co więcej, ci, co dawali pieniądze czy przylepiali sobie serduszka, są jedynie omamem wzrokowym. O młodych wolontariuszach nie wspominając, bo przecież nie można wspominać o bycie, którego zawsze nie było. Proste. W odwecie „Wyborcza” zaczęła tropić dziennikarzy, którzy nie informowali o WOŚP. Ogłaszając brak informacji – formą represji i w rewanżu postulując, by obóz przeciwników rządzącej partii oznakował się czerwonymi serduszkami na resztę roku7.

 

Fragment 3.

Podział Polski jest faktem
(…) Ten podział odnosi się do wartości i do bardzo konkretnych interesów. Nie ma w nim nic takiego strasznie złego, gdyby nie to, że przebiega jak przebiega – ocenił prezes PiS. Jak dodał, podziały w państwach demokratycznych są czymś normalnym, ale „powinny być ujęte w pewne ramy, które już bardzo dawno zostały przekroczone”.

Jako punkt zwrotny Kaczyński wskazał na lata 2005–2007. – Później doszło już do rzeczy kompletnie nie do przyjęcia po katastrofie smoleńskiej i w tej chwili jest jak jest, ale mam nadzieję, że ten proces zacznie się cofać, że pójdziemy w drugą stronę. Ten podział będzie istniał pewnie jeszcze długo, ale mam nadzieję, że będzie bardziej cywilizowany – zaznaczył8.



Należy poprowadzić z młodzieżą swobodną rozmowę o podanych tekstach. Niech uczennice i uczniowie odpowiedzą na pytania:

  • Co czujecie, kiedy czytacie takie teksty? 
  • Zgadzacie się z zawartymi w nich opiniami, czy nie? Jak uzasadnicie swoją opinię?
  • Czy zgodzicie się ze stwierdzeniem, że odzwierciedlają one rzeczywistość, w jakiej funkcjonujecie?

Proponuję też, by poprosić młodych ludzi o określenie znaczenia takich słów i wyrażeń, jak: burak, ciemnogród, chłopek, elity, gorszy sort, homofob, homolobby, inteligencik, inżynierek, kasta, moherowy beret, mordy zdradzieckie, słoma z butów wystająca, wsiok, wykształciuch. Trzeba się wspólnie zastanowić nad ich pogardliwym wymiarem, przyczynami i konsekwencjami ich stosowania. Sądzę, że po takich wstępnych rozmowach łatwiej będzie młodzieży określić, jakie relacje występują pomiędzy inteligencją i chłopstwem w Weselu. Spróbujmy podzielić klasę na grupy i przydzielić poszczególnym zespołom proste zadania:


Grupa 1.

Przeczytajcie poniższy fragment Wesela Stanisława Wyspiańskiego. Zastanówcie się, czy rozmówcy okazują sobie wzajemny szacunek i zrozumienie. Oceńcie, dlaczego ta rozmowa się nie udaje. Pomyślcie, czy to jest wina obu rozmówców, czy tylko jednego.

CZEPIEC
Cóz tam, panie, w polityce?
Chińcyki trzymają się mocno!?
DZIENNIKARZ
A, mój miły gospodarzu,
mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.
CZEPIEC
Pan polityk!
DZIENNIKARZ
Otóż właśnie polityków
mam dość, po uszy, 
dzień cały.
CZEPIEC
Kiedy to ciekawe sprawy.
DZIENNIKARZ
A to czytaj, kto ciekawy;
wiecie choć, gdzie Chiny leżą?
CZEPIEC
No, daleko, kajsi gdzieś daleko;
a panowie to nijak nie wiedzą,
że chłop chłopskim rozumem trafi,
choćby było i daleko.
A i my tu cytomy gazety
i syćko wiemy.
DZIENNIKARZ
A po co – ?
CZEPIEC
Sami się do światu garniemy.
DZIENNIKARZ
Ja myślę, że na waszej parafii
świat dla was aż dosyć szeroki.
CZEPIEC
A tu ano i u nas bywają,
co byli aże dwa roki
w Japonii; jak była wojna.
DZIENNIKARZ
Ale tu wieś spokojna. –
Niech na całym świecie wojna,
byle polska wieś zaciszna,
byle polska wieś spokojna.
CZEPIEC
Pon się boją we wsi ruchu.
Pon nos obśmiwajom w duchu.

A jak my, to my się rwiemy
ino do jakiej bijacki.
Z takich, jak my, był Głowacki.
A, jak myślę, ze panowie
duza by juz mogli mieć,
ino oni nie chcom chcieć!

Grupa 2.

Przeczytajcie poniższy fragment Wesela Stanisława Wyspiańskiego. Zastanówcie się, dlac...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy