Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

5 grudnia 2017

NR 9 (Listopad 2015)

Szkoła wolna od presji. Kreatywność cenniejsza niż oceny

377

Żyjemy w kulturze pośpiechu, która zachęca do wyścigu szczurów i nie pozostawia miejsca na refleksję. Dlatego powstał ruch Slow postulujący zwolnienie tempa życia. O założeniach tego ruchu, presji w szkolnictwie oraz pobudzaniu kreatywności uczniów rozmawiamy z kanadyjskim dziennikarzem i pisarzem Carlem Honoré.
 

Swoimi książkami i wystąpieniami na całym świecie zasłynął Pan jako propagator ruchu Slow, czyli ruchu, którego celem jest skłonienie do zwolnienia tempa życia. Slow w języku polskim oznacza: „wolny, powolny” lub po prostu „zwolnij”. Jak dokładnie powinniśmy rozumieć to podejście?

POLECAMY

Dla mnie Slow nie oznacza, że powinniśmy wszystko wykonywać w żółwim tempie. Nie jestem ekstremistą czy fundamentalistą powolności. Czasami szybciej oznacza lepiej, jednak nie zawsze, i to jest kluczowe w tym podejściu. Filozofia Slow dotyczy robienia wszystkiego w odpowiednim tempie. Robienia jak najlepiej, a nie jak najszybciej. W podejściu Slow chodzi o jakość, nie o ilość, i to w każdej dziedzinie życia. W kulturze pośpiechu, w jakiej żyjemy, jest to szczególnie ważne.

W swoich publikacjach dużo uwagi poświęca Pan rozwojowi dzieci i przeładowaniu ich obowiązkami. Dlaczego kultura pośpiechu i presji, szczególnie jeżeli chodzi o wychowanie dzieci, rozwinęła się do tego stopnia?

Istnieje wiele powodów. Instynkt podpowiadający rodzicom, żeby stale zachęcali swoje dzieci i wydobywali z nich to, co najlepsze, zawsze istniał. Jednak w ostatnim czasie pojawiła się presja perfekcjonizmu, która szybko pochłonęła rodziców. Ponadto postępująca globalizacja przyniosła więcej rywalizacji i niepewności na rynku pracy, co powoduje, że coraz bardziej martwimy się o dorosłe życie naszych dzieci. Masowa kultura osiągnęła apogeum, czego efektem jest gonitwa za spełnianiem wygórowanych oczekiwań: chcemy mieć idealne domy, idealne wakacje, idealne zęby i ciało, a także idealną pociechę. Dlatego też od najmłodszych lat dzieci mają harmonogram dnia wypełniony dodatkowymi zajęciami.
Ale nie można zrzucać całej winy na rodziców. Presja pochodzi z naszego otoczenia i kultury. Szkolnictwo też wywiera na dzieci ogromną presję, upychając dużą ilość wiedzy na coraz wcześniejszych etapach rozwoju uczniów. Dlatego też dzieci uczą się czytać i pisać w coraz młodszym wieku. Są zobligowane do siedzenia w ławkach znacznie dłużej. A zwieńczeniem tej presji jest obsesja na punkcie egzaminów, kartkówek i testów, w wyniku czego uczniowie przygotowują się do nich zgodnie ze schematem odpowiedzi, a oceny stają się ważniejsze niż sam proces zdobywania wiedzy. 

Czy w takim razie lepiej dać uczniom wolną rękę, bez narzucania im zajęć i bez pilnowania dyscypliny? 

Tutaj potrzeba równowagi. Dzieci muszą być popychane do działania i chronione. Ale równie ważne jest zachęcanie ucznia do bycia ambitnym, dawania z siebie jak najwięcej i wykorzystywania swojego potencjału. Dzieci potrzebują granic, żeby czuć się bezpiecznie, ale muszą mieć też pewne wyzwania. Jednak przy tym nie można zapominać o nieskrępowanym eksplorowaniu świata, które pozwala dziecku uczyć się w najlepszy dla niego sposób. Lepiej, gdy uczeń zdobywa wiedzę zgodnie ze swoimi predyspozycjami, niż według mapy stworzonej przez innych. Dzieci, które są zbyt zajęte i przeładowane obowiązkami, mogą tracić na kreatywności. Nie mają przestrzeni ani czasu na eksplorowanie świata na własnych dziecięcych zasadach, nie uczą się, jak radzić sobie z ryzykiem i popełnianiem błędów.
Na całym świecie studenci pierwszego roku porzucają studia, i to w rekordowych liczbach. Dlaczego? Ponieważ po raz pierwszy w życiu są z dala od domu i mogą myśleć po swojemu. I nagle zdają sobie sprawę, że podążając ścieżką rodziców czy innych osób, wybrali niewłaściwy kierunek studiów. Nie chcą być prawnikami, wolą architekturę. To pokazuje, że dawanie uczniom wolności wyboru i poznawania siebie już od wczesnych lat pomaga im w obraniu właściwej drogi życiowej. 

Jaką rolę odgrywa w tym wszystkim szkoła?

Szkoła odgrywa dużą rolę w kształtowaniu osobowości dzieci. Wszyscy jesteśmy przeciążeni różnymi obowiązkami, wiemy, jaki jest dziś pośpiech w pracy i życiu. Dlatego musimy nauczyć dzieci jak najwcześniej dokonywać dobrych wyborów. Nauczyciele i rodzice powinni współpracować, żeby pomóc uczniom wybrać dodatkowe zajęcia, które będą dla nich coś znaczyć. Nie chcemy, by dzieci po prostu odhaczały odpowiedzi w teście, ale żeby robiły coś z pasją i zrozumieniem.

Czy podczas podróżowania po świecie i badania różnych systemów edukacji zauważył Pan jakieś nowe trendy w szkolnictwie? 

Oczywiście. W większości krajów systemy edukacyjne są nadal dostosowane do modelu: zapełnij głowy dzieci informacjami, a potem sprawdzaj je w kolejnych testach. Takie podejście jest już niefunkcjonalne w XXI wieku. Bardziej potrzebujemy szkół, które będą stymulować kreatywność. 
Dobrą wiadomością jest, że zmiany już nadchodzą. Na całym świecie szkoły zaczynają odchodzić od modelu obsesyjnego testowania i zarzucania uczniów górą zadań domowych, bo zauważają, że dzieci, mając więcej czasu na relaks i refleksję, uczą się efektywniej i bardziej świadomie. Toronto jest pierwszym regionem w Ameryce Północnej, który wprowadził oficjalny nakaz zredukowania liczby zadań domowych na wszystkich etapach nauczania. Prywatna szkoła Cargilfield w Szkocji całkowicie zakazała natomiast zadań domowych dla dzieci w wieku od 3. do 13. roku życia. Po roku wyniki egzaminów z matematyki i nauk ścisłych wzrosły o prawie 20%. 

Czyli zmiany w szkolnictwie korespondują z postulatami ruchu Slow. Jak więc powinna wyglądać taka szkoła „spowolnienia”? 

Szkoła według Slow polega na dawaniu przestrzeni do bycia zaangażowanym i świadomym uczniem oraz na dawaniu czasu na refleksję. W takiej szkole jest miejsce na różne rytmy pracy, bo każdy z nas uczy się w trochę innym tempie. I prawdopodobnie najważniejszym aspektem takiej szkoły jest zrozumienie, że każde dziecko jest inne, każde ma swoje słabe i mocne strony, indywidualne sposoby na uczenie się i odmienne predyspozycje, dlatego należy odchodzić od szablonowego sposobu nauczania. 
Szkoły Slow dużą wagę przywiązują do potrzeb dzieci i dostrzegania indywidualizmu, co powoduje, że nauczyciele pracują na zasobach dziecka, zamiast się z nimi zmagać. 

Niełatwo spełnić te postulaty, gdy sami nauczyciele są pod dużą presją, mając do zrealizowania sztywną podstawę programową. 

Szkoły działające według podejścia Slow przywiązują mniejszą wagę do podstawy programowej. Jednak dzisiaj najczęściej wymaga się od nauczycieli ścisłego trzymania się wymagań podstaw programowych, co znacznie zawęża horyzonty. Nauczyciele również mają różny potencjał, ponadto pracują w różnym tempie. Szkoły Slow są tego świadome, zatrudniają więc zaangażowanych, dobrze wykształconych i pełnych zapału nauczycieli i dają im swobodę w klasie, mówiąc: „Takie są kluczowe punkty programu, które trzeba zrealizować. Tutaj jest początek, a w tym miejscu klasa powinna być pod koniec roku. Teraz ty wypracuj najlepszą drogę, żeby tam dotrzeć”. Jednak ciągle w systemie edukacji jest pełno pozostałości po poprzednim wieku, kiedy to najważniejsze było zapychanie głowy ucznia faktami i informacjami, które wypadało znać. Moim zdaniem, szkoła powinna uczyć dzieci myślenia, pomagać w znajdywaniu efektywnych sposobów uczenia się oraz rozpalać w nich miłość do zdobywania wiedzy. Dlatego uważam, że program nauczania powinien skupiać się na podstawowej wiedzy i umiejętnościach potrzebnych uczniowi na danym etapie oraz jednocześnie być b...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy