Dołącz do czytelników
Brak wyników

Polski w praktyce

15 maja 2018

NR 24 (Maj 2018)

Powieść poetycka, czyli pocisk

0 266

Dzisiaj nudzi. Czytamy ją ze szkolnego obowiązku, ziewając przy tym przeciągle i raz po raz gubiąc wątek. A przecież w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku była elektryzującym i jednocześnie niezwykle popularnym gatunkiem

O czym mowa? O powieści poetyckiej, czyli formacie, który okazał się płodny w bestsellery.

Historycy literatury przypominają, że Korsarz, jej spektakularna realizacja, sprzedała się w ciągu jednego dnia w 10 tys. egzemplarzy.

Taki wynik do dzisiaj zapiera dech w piersiach i każe dzisiejszych publicystów zapytać, co jej autor – George Byron – wiedział o publiczności literackiej, że potrafił ją tak skutecznie zahipnotyzować.

Jakąkolwiek damy odpowiedź, jedno jest pewne: powieść poetycka działała niekiedy jak pocisk. Krótka, zwarta, nabita straszliwymi emocjami – z wielką mocą wbijała się w umysły odbiorców.

W pierwszym odcinku niniejszego cyklu cytowałem José Ortegę 

Gasseta, który – charakteryzując romantyków – napisał między innymi takie słowa: „Romantyk polował z przynętą, wykorzystywał w sposób nieuczciwy miłosne zapędy ptaka, by weń wpakować ładunek śrutu”.

W przypadku powieści poetyckiej ta strzelecka metafora jest zaskakująco adekwatna. Byron, wielki celebryta tamtych czasów, trafiał swoimi utworami niezwykle celnie do serc, umysłów i ciał czytelników, podpowiadając nam przy okazji, że na literaturę można spojrzeć jak na wyrafinowaną „sztukę walki” (o uwagę).

Milosc, zazdrosc, zabojstwo

Przyznaję, mnie też nudziły powieści poetyckie. 

I to jeszcze niedawno. Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy parę lat temu przeczytałem tekst Siergieja Einsensteina o Puszkinie jako wybitnym operatorze kamery. Ów reżyser, analizując pewien poemat rosyjskiego poety, dowodził, że można 
go bardzo łatwo przełożyć na język obrazów, na język kadrów. 

To był bardzo inspirujący koncept – poemat jako zwiastun filmowego widowiska.

Zaintrygowany zastosowałem tę technikę lektury do innych twórców romantycznych, przede wszystkim Byrona i Mickiewicza. W efekcie zacząłem skupiać się głównie na ich wizualnym wymiarze.

Krótko mówiąc, zacząłem oglądać ich dzieła.

Dzięki temu odkryłem niesamowity potencjał powieści poetyckiej, którą teraz postrzegam jako prototyp emocjonującego blockbustera.

I ilekroć przeszukuję listę filmów oraz seriali na Netflixie, przypominam sobie o Giaurze Byrona, który stanowi szokującą historię miłosną.

Obrazy

Byron jako kamerzysta ma słabość do zbliżeń, które zapadają w pamięć, wzbudzają emocje albo odgrywają rolę metafor. 

Jeden przykład. Scena, w której Leila zawinięta w wór zostaje wrzucona do zatoki: „Ciężko plusnęło – o powoli tonie – / Rozstąpiły się wokoło szklane błonie, / Zważałem ciężar: dziwnie mi się zdało – / Ruszył się – pewnie morze nim ruszało. /
/ Może to było księżyca błyśnienie, / Nagle odbite o morza przestrzenie; Patrzyłem ciągle, i wodne obręcze / W mniejsze i węższe ściskały się tęcze, / Jakby ich środkiem kamień przepadł do dna; / Na koniec w środku wyszła bańka wodna – / 
/ Perłowe kółko – błysnęło przepadło. / Znowu zatoka gładka jak źwierciadło”.

Chodzi mi o zoom na bańkę powietrza porównaną z perłowym kółkiem.

Ile razy widzieliśmy to w kinie?

Zgadzam się zatem z Eisensteinem – romantycy mieli temperament filmowców.

Fascynujący bohater

Wspomniałem, że Giaur to szokująca historia miłosna.Dlaczego szokująca? 

No jak to? Jej narrator opowiada przecież historię zabójcy i najwyraźniej unika słów potępienia. 

Mało tego! On tak organizuje swoją narrację, żebyśmy poczuli żywą więź z tytułowym Giaurem i spróbowali zrozumieć motywy jego czynu.

Szczerze mówiąc, Byron wygłosił tu pochwałę zabójstwa i stworzył mitologię morderstwa jako desperackiego czynu wyrażającego prawdziwą miłość. Z jednej strony, zabójstwo jest tu postępkiem złym, z drugiej zaś strony aktem koniecznym, bo dopełniającym nieszczęśliwą miłość. Gdyby Giaur nie zabił, nie stałby się sobą: postacią tragiczną, wielką, fascynującą. 

No i doskonałym kandydatem na bohatera filmowego!

Kto czytał podręczniki do scenopisarstwa, ten wie, że tego rodzaju postaci, nieoczywiste moralnie, skomplikowane, mroczne, znakomicie nadają się na protagonistę.

Powtórzmy to, co mówiłem w pierwszym odcinku: pisarze romantyczni wprowadzają do literatury morderców.

Oto jedna z pierwszych scen, w których na moment pojawia się Giaur. Wyobraźcie ją sobie jako teaser:

„I długo w uchu huk kopyt słyszałem / Czarnego konia lecącego cwałem. // Spiął ostrogami, wbiegł na...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy