Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

12 grudnia 2017

NR 14 (Wrzesień 2016)

Nieznośna radość zapominania

0 291

W kulturze współczesnej zapominanie zdobywa coraz silniejszą pozycję – i to zarówno jako prawidłowość egzystencjalna czy dyspozycja mentalna, jak i kategoria symboliczna. Uznać ją nawet łatwo za dominantę wyznaczającą generalne dyrektywy poznawcze działające w obrębie kultury. Można prorokować, że ta tendencja utrzyma się bez względu na paradoksy, w które obfituje. Jest to pochodną m.in. przekonania, że studia nad rolą i typami pamięci oraz prawidłowościami działania jej mechanizmów, od dawna fascynujących badaczy, nie mogą się obejść bez rozpoznania tego, co rzutuje na jej ubytek. Symptomatyczny pod tym względem jest tytuł i opis konferencji naukowej Pamięć i zapominanie w literaturze i sztuce, która odbyła się 9 czerwca 2015 roku na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jej organizatorzy zwracali uwagę, że:

„Współczesna humanistyka wiele miejsca poświęca namysłowi nad kategorią pamięci. Badacze różnych specjalizacji koncentrują swą uwagę na takich zagadnieniach, jak: różne odmiany pamięci (indywidualna, autobiograficzna, fałszywa, zbiorowa, komunikacyjna, kulturowa, lokalna, społeczna, pamięć Shoah, postpamięć), miejsca pamięci, nie-miejsca, pomniki pamięci, metafory pamięci czy lieu de mémoire. Tymczasem badań nad dysfunkcjami pamięci, spowodowanymi pomijaniem czy zniekształcaniem, jest nieporównywalnie mniej”. 

 

dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem 
Julian Tuwim, Słoń Trąbalski

 

Jak widać, siłą napędową przedsięwzięcia miał być namysł nie tylko nad tym, co i jak pamiętamy, ale i nad tym, dlaczego zapominamy i jakie, m.in. dla współczesnej sztuki i estetyki, są tego konsekwencje. Charakterystyczne jednak, że tak wykadrowana optyka nie znalazła pełnego odbicia w zagadnieniach prezentowanych podczas obrad – w każdym razie w tytule ani jednego z figurujących w programie referatów nie pojawiło się słowo „zapominanie” lub jego pochodne. Ten brak symetrii był i jest zresztą ciągle odczuwalny – pod względem frekwencji użycia i praktyk nazewniczych pamięć wydaje się kategorią znacznie bardziej nośną. Modelowo rzecz wybrzmiewa np. w opublikowanej na łamach internetowego „Dwutygodnika.com” recenzji Bartka Chacińskiego, który o wydanej w 2011 roku płycie Zapomnij zespołu Ballady i Romanse pisał: „Jakie «Zapomnij»?? Nowa płyta Ballad i Romansów powinna się nazywać «Pamiętaj»! Drugi album sióstr Barbary i Zuzanny Wrońskich […] stanowi bardzo zręczne połączenie starego z nowym. […] To wszystko regresja, która w istocie oznacza krok naprzód, twórczość, która zapomina o jakichkolwiek narodowych kompleksach”2. Widać, że faworyzowanie „pamiętania” – nawet wbrew ewidentnym wskazówkom płynącym 
z treści samego przekazu – bierze się z pozytywnego nacechowania aksjologicznego tego pojęcia: zapamiętywanie kojarzy się z samoświadomą aktywnością, w podtekście też z kreatywnym wysiłkiem; lepiej więc funkcjonować pod dyktatem dynamicznego potencjału pamięci, na której kształtowanie ma się, przynajmniej do jakiegoś stopnia, wpływ, niż pod przymusem bierności zapominania, przebiegającego w trybie od nas najczęściej całkowicie niezależnym. Niemniej warta odnotowania jest – nawet jeśli pozostaje ona czysto deklaratywna – chęć przeorganizowania dominant badawczych, które uwzględni na równych prawach rozmaite uwarunkowania, komponenty i parametry współczesnych memory studies legitymujących się już niemałym dorobkiem (ich renomę ugruntowuje i potwierdza też pismo o tej samej nazwie). 

(Nad)użycia zapomnienia

Jedną z tych prób, ujętą w lapidarnej formie, znaleźć można w werdykcie wydanym przez Paula Ricoeura przy okazji jego rozważań nad granicami i możliwościami poznania historycznego oraz manipulacjami dokonywanymi w obszarze tożsamości narodowych: „nadużycia pamięci stają się nadużyciami zapomnienia”3. Zaobserwowanie napięcia między zacieraniem czy wymazywaniem śladów przeszłości a potrzebą ich utrwalania i przywracania prowadzi do refleksji nad niebezpieczeństwem utraty zdolności do konstruowania indywidualnych i wiarygodnych narracji na temat przeszłości i, siłą rzeczy, skłania też do namysłu nad współczesnymi meandrami pamięci i zapomnienia oraz konfiguracjami, w jakie wchodzą. Tym bardziej że skutkiem niekontrolowanego ich splotu może być sprzeniewierzenie się prawdzie historycznej i twardej faktografii, co ilustruje chętnie komentowany przypadek Binjamina Wilkomirskiego i jego wydanej w 1995 roku książki Bruchstücke (Okruchy lub Fragmenty), będącej sfingowaną autobiografią, przedstawiającą wstrząsające losy dziecka rzekomo cudem uratowanego z holokaustowej otchłani. Ten utwór był efektem i zarazem kontynuacją terapii, która miała pozwolić autorowi wydobyć z mroków zapomnienia własną traumatyczną i długo wypieraną przeszłość. W wyniku dziennikarskiego śledztwa okazało się jednak, że zaprezentowana historia, z którą autor (nie tylko pisząc), jak można przypuszczać, w pełni się utożsamił i w którą całkowicie uwierzyli czytelnicy (co zaowocowało sukcesem literackim i medialnym książki, a twórcy zapewniło na pewien czas status ważnej ikony Zagłady – jej wieloaspektowej ofiary i odzyskanego świadka), jest fikcyjna: Binjamin Wilkomirski (a w istocie Bruno Dössekker) nigdy nie przeżył opisywanych wydarzeń i nie doświadczył tego, co przedstawił. Jednak przypisanie mu miana – co chętnie czyniono – „złodzieja pamięci” nie wyczerpuje sprawy. 

 

Kulturę 24h. socjety amerykański socjolog S. Bertman nazywa hiperkulturą – władzą «teraz» (power of now). Długofalowość, stacjonarność, trwanie, pamięć, wgląd w głębszy kontekst, ustępują miejsca szybkiej cyrkulacji, symplifikacji tekstu, kiczowi, tandecie, niedbałości, krótkotrwałości, natychmiastowości, sensacji, impulsom, transparencji, nomadyczności, skróceniu momentu napięcia uwagi.

 

W tym przypadku zmyślenie i przekłamanie, które zapewniły autorowi przepustkę na publiczną scenę i rozpoznawalność w obrębie świata literackiego, niekoniecznie mogą być interpretowane jedynie jako wyrachowane oszustwo, cyniczny gest i zaplanowana hochsztaplerka. Można je także rozpatrywać jako konsekwencję mechanizmów, którym wyraźnie sprzyja współczesna kultura, tak ochoczo przetwarzająca nawet wielkiej rangi doświadczenia w wytarte schematy i gotowe konwencje, hołdująca zasadzie przywłaszczenia jako metodzie obchodzenia się z przeszłością i nastawiona na masową reprodukcję wszelkich, nawet najbardziej drastycznych wyobrażeń i – co istotne – również jednostkowych egzystencji, bezproblemowo pozwalająca na kształtowanie życiorysu i tworzenie osobistych narracji tak, jak przymierza się kostium w garderobie lub teatralne maski. W tym świetle na aktualności zyskują pytania, dlaczego tak łatwo jest dziś pamiętać cudzą pamięcią oraz na ile bezkarnie i na czyj rachunek się obecnie zapomina. Są to pytania aktualne również w perspektywie upowszechniających się metod lektury preferujących ahistoryczne modele odbioru, tzn. koncentrujących się na bieżącej wymowie konkretnych tekstów i treści kultury, bez potrzeby sytuowania ich w macierzystych kontekstach i rekonstruowania ich początkowych sensów, impulsów sprawczych, pierwotnych modalności. W zapominaniu warto niewątpliwie, z różnych powodów, dostrzegać nie jedynie rewers pamięci, ale także kategorię, jeśli nawet nie w pełni autonomiczną, to godną osobnej i wyspecyfikowanej refleksji, o potrzebie której zresztą zaświadczają systematycznie powstające prace4, a także rozpoznawalne i cieszące się renomą dzieła sztuki, do których należy choćby datowane na 1967 rok Zapominanie Stanisława Dróżdża. W tym jednym ze swoich pierwszych planszowych eksperymentów typograficznych artysta zapisał na górze strony słowo „zapominanie”, dając pod nim ujęte schodkowo jego kolejne zredukowane warianty, za każdym razem pomniejszone o końcową literę wyjściowego wyrazu; minimalizacja przebiegała zatem od słowa w pełnym brzmieniu ku pojedynczej kropce. Można przypuszczać, że współczesne, dość ożywione zainteresowanie muzeów i galerii właśnie tym „pojęciokształtem” – o czym twórca wspominał w wywiadach – było wynikiem nie tylko sugestywnego wcielenia w nim zasad poezji konkretnej, ale 
i pochodną potencjału semantycznego samej realizacji, nośności jej przesłania i szczególnie mocno dziś odczuwalnej adekwatności w stosunku do dominujących procesów cywilizacyjnych i artystycznych; innymi słowy – idealnego skorelowania porządku wizualnego i kształtu tworzywowego z zagadnieniami kluczowymi dla współczesnej świadomości. 

(Dys)komfort zapomnienia

Wyraźna emancypacja zapominania dochodzi także do głosu we współczesnych praktykach społecznych, co uwyraźnia szeroka diagnostyka chorób, których istota polega na utracie pamięci. Takie przypadłości jak choroba Alzheimera, demencja, amnezja czy afazja są dziś oswajane i przybliżane poprzez zakrojone na dużą skalę kampanie społeczne wspierane przez media, filmy i książki, tematyczne blogi i specjalistyczne fora oraz serwisy internetowe. Ponadto, nazwy przywołanych schorzeń zaczynają dziś funkcjonować jako coś więcej niż jednostki chorobowe: zasilają one z powodzeniem badania antropologiczne i robią karierę jako metafory w różnych dyskursach, których celem są rozpoznania cywilizacyjne5. 

Poświęcone tym zjawiskom publikacje i projekty dokumentują dokonujące się na coraz większą skalę oswajanie zapominania, które nie wzbudza dziś jedynie niepokoju ani nie powoduje wyobcowania, ale ewoluuje w kierunku społecznej constans i akceptowanej normy życia codziennego, co dobrze też odzwierciedla przyrost różnorakich instrukcji i wskazówek, jak radzić sobie z niepamięcią w życiu codziennym i zawodowym (roją się od nich blogi i fora internetowe, a także książki utrzymane w poetyce vademecum).

Trudno nie odnieść wrażenia, że trwają dziś intensywne poszukiwania sposobu na to, jak nie zapominać i zarazem jak zwolnić się z konieczności pamiętania. W gruncie rzeczy współczesna kultura ułatwień – programowo nastawiona na to, jak niwelować czy wręcz eliminować z pola widzenia wszelkie przyczyny dyskomfortu – zamiast ćwiczyć pamięć, oferuje rozrost udogodnień, które pomagają tę pamięć trzymać skutecznie na uwięzi. Do takiego spostrzeżenia uprawniają obserwacje ekspansywnych modeli komunikacyjnych i rozpoznania formułowane à propos struktury nowych mediów i ich wpływu na globalne prawidłowości informacyjne i percepcyjne: 

„Silny jest trend do przechowywania wszystkiego i coraz głębszego wyszukiwania informacji. Mózg w toku ewolucji nauczył się zapominać to, co nie jest istotne do przetrwania. Sztuczne systemy informatyczne tego nie potrafią. Cały wysiłek twórców takich systemów szedł na «pamiętanie», a nie na selektywne «zapominanie», bo do tego potrzeba refleksyjności, a to z kolei wymaga zmysłu krytycznego, inteligencji.

Mamy więc do czynienia ze swoistym paradoksem, a może tylko sprzecznością? Z jednej strony uwiecznianie pamięci zapisanej cyfrowej, z drugiej zaś – jej pustynnienie w ludziach: pandemia Alzheimera w reprokulturze (kulturze reprodukowanej). 

Pamięć się skraca, spłyca czy wręcz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy