Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

12 grudnia 2017

NR 14 (Wrzesień 2016)

Nieznośna radość zapominania

0 33

W kulturze współczesnej zapominanie zdobywa coraz silniejszą pozycję – i to zarówno jako prawidłowość egzystencjalna czy dyspozycja mentalna, jak i kategoria symboliczna. Uznać ją nawet łatwo za dominantę wyznaczającą generalne dyrektywy poznawcze działające w obrębie kultury. Można prorokować, że ta tendencja utrzyma się bez względu na paradoksy, w które obfituje. Jest to pochodną m.in. przekonania, że studia nad rolą i typami pamięci oraz prawidłowościami działania jej mechanizmów, od dawna fascynujących badaczy, nie mogą się obejść bez rozpoznania tego, co rzutuje na jej ubytek. Symptomatyczny pod tym względem jest tytuł i opis konferencji naukowej Pamięć i zapominanie w literaturze i sztuce, która odbyła się 9 czerwca 2015 roku na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jej organizatorzy zwracali uwagę, że:

„Współczesna humanistyka wiele miejsca poświęca namysłowi nad kategorią pamięci. Badacze różnych specjalizacji koncentrują swą uwagę na takich zagadnieniach, jak: różne odmiany pamięci (indywidualna, autobiograficzna, fałszywa, zbiorowa, komunikacyjna, kulturowa, lokalna, społeczna, pamięć Shoah, postpamięć), miejsca pamięci, nie-miejsca, pomniki pamięci, metafory pamięci czy lieu de mémoire. Tymczasem badań nad dysfunkcjami pamięci, spowodowanymi pomijaniem czy zniekształcaniem, jest nieporównywalnie mniej”. 

 

dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem 
Julian Tuwim, Słoń Trąbalski

 

Jak widać, siłą napędową przedsięwzięcia miał być namysł nie tylko nad tym, co i jak pamiętamy, ale i nad tym, dlaczego zapominamy i jakie, m.in. dla współczesnej sztuki i estetyki, są tego konsekwencje. Charakterystyczne jednak, że tak wykadrowana optyka nie znalazła pełnego odbicia w zagadnieniach prezentowanych podczas obrad – w każdym razie w tytule ani jednego z figurujących w programie referatów nie pojawiło się słowo „zapominanie” lub jego pochodne. Ten brak symetrii był i jest zresztą ciągle odczuwalny – pod względem frekwencji użycia i praktyk nazewniczych pamięć wydaje się kategorią znacznie bardziej nośną. Modelowo rzecz wybrzmiewa np. w opublikowanej na łamach internetowego „Dwutygodnika.com” recenzji Bartka Chacińskiego, który o wydanej w 2011 roku płycie Zapomnij zespołu Ballady i Romanse pisał: „Jakie «Zapomnij»?? Nowa płyta Ballad i Romansów powinna się nazywać «Pamiętaj»! Drugi album sióstr Barbary i Zuzanny Wrońskich […] stanowi bardzo zręczne połączenie starego z nowym. […] To wszystko regresja, która w istocie oznacza krok naprzód, twórczość, która zapomina o jakichkolwiek narodowych kompleksach”2. Widać, że faworyzowanie „pamiętania” – nawet wbrew ewidentnym wskazówkom płynącym 
z treści samego przekazu – bierze się z pozytywnego nacechowania aksjologicznego tego pojęcia: zapamiętywanie kojarzy się z samoświadomą aktywnością, w podtekście też z kreatywnym wysiłkiem; lepiej więc funkcjonować pod dyktatem dynamicznego potencjału pamięci, na której kształtowanie ma się, przynajmniej do jakiegoś stopnia, wpływ, niż pod przymusem bierności zapominania, przebiegającego w trybie od nas najczęściej całkowicie niezależnym. Niemniej warta odnotowania jest – nawet jeśli pozostaje ona czysto deklaratywna – chęć przeorganizowania dominant badawczych, które uwzględni na równych prawach rozmaite uwarunkowania, komponenty i parametry współczesnych memory studies legitymujących się już niemałym dorobkiem (ich renomę ugruntowuje i potwierdza też pismo o tej samej nazwie). 

(Nad)użycia zapomnienia

Jedną z tych prób, ujętą w lapidarnej formie, znaleźć można w werdykcie wydanym przez Paula Ricoeura przy okazji jego rozważań nad granicami i możliwościami poznania historycznego oraz manipulacjami dokonywanymi w obszarze tożsamości narodowych: „nadużycia pamięci stają się nadużyciami zapomnienia”3. Zaobserwowanie napięcia między zacieraniem czy wymazywaniem śladów przeszłości a potrzebą ich utrwalania i przywracania prowadzi do refleksji nad niebezpieczeństwem utraty zdolności do konstruowania indywidualnych i wiarygodnych narracji na temat przeszłości i, siłą rzeczy, skłania też do namysłu nad współczesnymi meandrami pamięci i zapomnienia oraz konfiguracjami, w jakie wchodzą. Tym bardziej że skutkiem niekontrolowanego ich splotu może być sprzeniewierzenie się prawdzie historycznej i twardej faktografii, co ilustruje chętnie komentowany przypadek Binjamina Wilkomirskiego i jego wydanej w 1995 roku książki Bruchstücke (Okruchy lub Fragmenty), będącej sfingowaną autobiografią, przedstawiającą wstrząsające losy dziecka rzekomo cudem uratowanego z holokaustowej otchłani. Ten utwór był efektem i zarazem kontynuacją terapii, która miała pozwolić autorowi wydobyć z mroków zapomnienia własną traumatyczną i długo wypieraną przeszłość. W wyniku dziennikarskiego śledztwa okazało się jednak, że zaprezentowana historia, z którą autor (nie tylko pisząc), jak można przypuszczać, w pełni się utożsamił i w którą całkowicie uwierzyli czytelnicy (co zaowocowało sukcesem literackim i medialnym książki, a twórcy zapewniło na pewien czas status ważnej ikony Zagłady – jej wieloaspektowej ofiary i odzyskanego świadka), jest fikcyjna: Binjamin Wilkomirski (a w istocie Bruno Dössekker) nigdy nie przeżył opisywanych wydarzeń i nie doświadczył tego, co przedstawił. Jednak przypisanie mu miana – co chętnie czyniono – „złodzieja pamięci” nie wyczerpuje sprawy. 

 

Kulturę 24h. socjety amerykański socjolog S. Bertman nazywa hiperkulturą – władzą «teraz» (power of now). Długofalowość, stacjonarność, trwanie, pamięć, wgląd w głębszy kontekst, ustępują miejsca szybkiej cyrkulacji, symplifikacji tekstu, kiczowi, tandecie, niedbałości, krótkotrwałości, natychmiastowości, sensacji, impulsom, transparencji, nomadyczności, skróceniu momentu napięcia uwagi.

 

W tym przypadku zmyślenie i przekłamanie, które zapewniły autorowi przepustkę na publiczną scenę i rozpoznawalność w obrębie świata literackiego, niekoniecznie mogą być interpretowane jedynie jako wyrachowane oszustwo, cyniczny gest i zaplanowana hochsztaplerka. Można je także rozpatrywać jako konsekwencję mechanizmów, którym wyraźnie sprzyja współczesna kultura, tak ochoczo przetwarzająca nawet wielkiej rangi doświadczenia w wytarte schematy i gotowe konwencje, hołdująca zasadzie przywłaszczenia jako metodzie obchodzenia się z przeszłością i nastawiona na masową reprodukcję wszelkich, nawet najbardziej drastycznych wyobrażeń i – co istotne – również jednostkowych egzystencji, bezproblemowo pozwalająca na kształtowanie życiorysu i tworzenie osobistych narracji tak, jak przymierza się kostium w garderobie lub teatralne maski. W t...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy