Z pewnością każdy z nas zetknął się z nazwą „TikTok”. Nie trzeba mieć tam konta, by wiedzieć, czym jest ta platforma – wystarczy wejść do klasy. Od szkoły podstawowej po ostatnie klasy liceum część uczniów tworzy tam treści, większość ogląda, a wszyscy kojarzą. I wcale mnie to nie dziwi. Mówimy przecież o aplikacji, która w krótkim czasie stała się jednym z najważniejszych kanałów komunikacji młodych ludzi. W 2020 r. liczba jej użytkowników przekroczyła dwa miliardy, a sama aplikacja była najczęściej pobieraną na świecie. Dziś korzysta z niej ponad miliard osób, głównie w wieku od osiemnastu do dwudziestu czterech lat. W praktyce oznacza to jedno: TikTok to nie jest „dodatek do życia ucznia”. To jego codzienność.
Autor: Jagoda Kurnikowska
Kartkówka z lektury. Cisza w klasie gęsta jak mgła w listopadzie, kilkanaście pochylonych głów, szybkie spojrzenia w bok, nerwowe wertowanie pamięci. „Gdzie i kiedy…”, „Podaj imię…”, „Wypisz miejsca, w których…”. Uczniowie odpowiadają, nauczyciel sprawdza, punkty się zgadzają albo nie, proces uznaje się za zamknięty. Tylko że pozostaje pytanie, czy naprawdę dowiedziałyśmy się czegoś istotnego o tym, jak uczniowie czytali tekst. Czy widzimy w tych odpowiedziach, że uczeń rozumie i potrafi odtworzyć ciąg przyczynowo-skutkowy, motywacje bohaterów, napięcia między postaciami, logikę świata przedstawionego, czy raczej sprawdzamy sprawność w odtwarzaniu informacji dostępnych w każdym streszczeniu internetowym.
Rap to dziś przestrzeń, w której ścierają się różne nurty – od poetyckiego realizmu przez autoironię aż po brutalną publicystykę. Dlatego w edukacjiwarto z niego korzystać, by pokazać uczniom, że literatura nie kończy się na Adamie Mickiewiczu.
Temat ChatuGPT opanował wszystkie możliwe pola dyskusyjne, szczególnie te związane z edukacją. Jedni wieszczą upadek polskiej szkoły, inni jej rozkwit. Jedyne, z czym zgadzają się dyskutanci, to fakt, że ChatGPT bezsprzecznie zmieni sposób pracy uczniów zarówno na lekcji, jak i w domu. A co z pracą nauczyciela?
Znamy te wszystkie: „Nie wiem, o co tu chodzi”, „Nie rozumiem…”, „Proszę pani, to jakieś dziwne”, „Skąd mam wiedzieć?”, ewentualnie: „Proszę pani, ja tego nie czuję”. No tak, oni tego nie czują, a my czujemy frustrację, bezsilność, rezygnację, niemoc, bo czytać poezję może każdy, ale przeczytać – już niewielu. I co z tym zrobić? Na początku wziąć głęboki oddech, później zrzucić z siebie poczucie winy (do czego mamy niepotrzebne ciągoty), a na koniec wyciągnąć karton klocków Lego.
W czasie przedmaturalnego szaleństwa, kiedy prywatne firmy prześcigają się w reklamowaniu kursów, dzięki którym maturzyści (w zasadzie samoistnie i bezwysiłkowo) przyswajają wiedzę z czterech ostatnich lat, warto wrócić do sprawdzonej formuły pracy, która nie tylko pozwoli uaktywnić przechowywaną gdzieś głęboko wiedzę, lecz również uspokoi skołatane nerwy i doda naszym uczniom pewności siebie – mowa oczywiście o stacjach zadaniowych, ale z lekką wariacją organizacyjną (bo kto nie potrzebuje metodycznego dreszczyku emocji?).