Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie , Otwarty dostęp

13 kwietnia 2018

NR 23 (Marzec 2018)

Życie raz przeżyte, wiele razy opisane

0 58

Dotarła w końcu do Polski moda na biografistykę, od lat już obecna na Zachodzie, inspirująca wiele szkiców, esejów biograficznych i książek. Dotarła wraz ze wszystkimi swymi zaletami i wadami: z jednej strony pobudza zainteresowanie życiem wielu ważnych w przeszłości postaci, z drugiej – popularność i „trendowość” sprawiają, że coraz więcej dziennikarzy zamienia się w profesjonalnych biografów publikujących co dwa lata książkę, taśmowo opracowujących zatem czyjeś życie.
 

W ostatnim czasie ukazało się kilka biografii artystów i to artystów pierwszoligowych: Jerzy Andrzejewski, Beksińscy, Witold Gombrowicz, Tadeusz Gajcy, Katarzyna Kobro, Maria Kownacka, Stanisław Lem, Halina Poświatowska, Jerzy Pilch, Bolesław Prus, Zofia Stryjeńska, Stanisław Wyspiański – wszyscy zostali przedstawieni w nowoczesnej formie biograficznej. A jednocześnie, gdyby mnie ktoś zapytał, którą warto przeczytać dla samej biografii, a nie dla jej bohatera, bez wahania wskazałabym tylko jedną: „Gombrowicz. Ja, geniusz” Klementyny Suchanow. Co więcej, sądzę, że to jedna z najlepszych biografii pisarzy polskich, jakie w ogóle napisano. A przyznać przecież musimy, ani twórczość, ani tryb życia, ani filozofia samego Gombrowicza nie stanowiły najwdzięczniejszego tematu do przedstawienia. 

Ten wysyp biografii – bo polskim tytułom towarzyszy większa jeszcze fala przekładów – pokazuje jedno: choć to gatunek słabo doceniany przez literaturoznawców i zdominowany przez dziennikarzy, należy z pewnością do najważniejszych i najtrudniejszych form pisarstwa niefikcjonalnego. I to niezależnie od tego, czy bohaterem ma być Stanisław Wyspiański, czy Barbara Johnson. 

Prus słaby

Czytelnik sięgający po biografię po to jedynie, żeby zdobyć informacje o życiu pisarza, zawsze znajdzie zaspokojenie, bo każda biografia – nawet najsłabsza – zawiera przecież choćby garść faktów. Gorzej z tymi, którzy pragną dowiedzieć się czegoś więcej albo inaczej rozumieją poziom informacyjny: jeśli próbują poznać, w jakich warunkach w danej epoce żyli ludzie, co myśleli – muszą ten poziom zbudować sobie sami, wybrać z jednowątkowej, wąskiej opowieści. Na absolutnie przegranej pozycji są zaś ci czytelnicy, którzy chcieliby zobaczyć, kim był autor: nie tylko kiedy studiował, z kim się ożenił, jaki miał stosunek do bliskich, ale po prostu – jaki był. Bardzo często dziennikarze jako autorzy biografii wycofują się przed skonstruowaniem takiego portretu, uznając, że wymyślanie zarysu, jakiejś oceny, nazywanie pewnych zjawisk i postaw, które ich bohater podejmuje, kłóci się z obiektywizmem zalecanym badaczowi czy śledczemu. Ja jednak będę się upierać, że każdy z nas w trakcie pisania wymyśla jakiś schemat, jakąś ramę, w której umieszcza przedstawiane zjawisko. Później dopiero w trakcie pracy tę ramę wypełnia. Katarzyna Kubisiowska broni się przed ocenianiem swego bohatera, Monika Piątkowska nie chce formułować żadnych ocen wprost, nie znaczy to przecież wcale, że ich w tekście nie ma, że ich narracje nie budują wyraźnych wizerunków pisarzy. I tu właśnie ujawnia się to słabe miejsce, „miękkie podbrzusze” biografii. Oto bowiem Piątkowska pokazuje nam Prusa jako człowieka rozchwianego, zaburzonego, niepanującego w gruncie rzeczy nad warsztatem literackim. Nie chodzi mi o to, czy ten wniosek ma przełożenie na rzeczywistość – słowem, czy jest prawdziwy, bo tego nie sprawdzimy. Nie mam też pretensji do autorki, że najwybitniejszego pisarza polskiej literatury ustawia w negatywnym świetle, choć akurat tutaj się z nią kompletnie nie zgadzam. Cóż, trudno, Piątkowska jest pisarką, ma prawo do swojej wizji. Moją szczerą furię budzi za to banalność i zawstydzające wręcz prostactwo jej konkluzji. Wahania każdego człowieka można opisać jako rodzaj słabości i niezdecydowania. To wniosek dość oczywisty, nasuwający się po raczej krótkiej refleksji. Piątkowska wykazuje się tu zaskakującą wręcz pisarską hipokryzją: zarzuca Prusowi, że przetwarzał swoje własne życie i umieszczał je w kolejnych tekstach, działał w sposób prosty, pisał z pośpiechem, nie miał czasu na szukanie materiału gdzieś daleko, więc sięgał często do własnej biografii. Sama zaś także nie zapuszcza się w jakieś odległe rejony, sięga po najbardziej operacyjną (dla niej) tezę, najbliższą i podręczną. I tak oto, w dwadzieścia sekund rodzi się portret człowieka rozchwianego, bo wymyślenie jakiejś tezy bardziej złożonej, zaskakującej, trudniejszej nie mieści się w ramach naiwnego, pensjonarskiego śledztwa.

Pilch roztrzęsiony

Podobnie działa Kubisiowska, dla której Pilch to człowiek wiecznie roztrzęsiony – zarówno dosłownie fizycznie, jak i metaforycznie. Pozornie zgrabna rama – klamra opowieści – okazuje się banalna, choć operacyjna. Pozwala bowiem na niefiltrowanie w żaden sposób przywoływanych historii i anegdot, każda opowiastka przywoływana z lat 70. przez kolegów ze środowiska okazuje się tu użyteczna. Kubisiowska zakłada programowy chaos i ten bałagan udaje jej się utrzymać konsekwentnie do końca biografii. Historie przytaczane przez rodzinę krzyżują się z tymi zapamiętanymi przez kolegów z uniwersytetu, środowiska, wszystko się miesza, choć często te tezy znoszą się wzajemnie, przekreślają. Kubisiowska dość wyraźnie sugeruje oceny, ale to nie oznacza, że potrafi powiedzieć nam, jaki jest Pilch. A czy nie po to sięgamy po jego biografię? Chcemy się dowiedzieć, czy to geniusz, szaleniec, egoista, oddany przyjaciel, pisarz goniący za karierą? Cz...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy