Dołącz do czytelników
Brak wyników

Użytkowniku, nie graj na języku!
Najpopularniejsze błędy językowe

Artykuły z czasopisma | 13 grudnia 2017 | NR 15
230

Z błędami językowymi spotykamy się częściej, niż nam się wydaje. O wiele częściej, niż zdajemy sobie sprawę, formy wyrazów, których używamy na co dzień, są niepoprawne. Czasami wystarczy chwilę pomyśleć, być może przeczytać kilka artykułów, by właściwe formy zagościły na stałe w naszych rozmowach. Żeby „nie cofać się w tył” i nie iść „po najmniejszej linii oporu”, a raczej być dobrym użytkownikiem języka ojczystego.

„Poszłem na  miasto kupywać”

O ile trzylatkowi wybaczymy, kiedy relacjonuje nam swój dzień: „Mamusiu, bo jak poszłem dziś do przedszkola, potem wyszłem na dwór i przyszłem do domu, to…”, o tyle jego tatusiowi trudno będzie wytłumaczyć minę żony, gdy kolejny raz usłyszy: „Spóźniłem się na obiad, dlatego, bo później wyszłem rano z domu. Czy to tobie nie starczy?”. Niestety, nie wystarczy, bo „starczy” może być co najwyżej wiek, a formy „dlatego bo”, „dlatego ponieważ” są tylko wytworem gęsto tłumaczących się mężczyzn, mających problemy z punktualnością. Kobiety satysfakcjonuje użycie jednego ze spójników: „Tracę cierpliwość, bo…” lub „Rozstaję się z tobą, dlatego że…”. Jeżeli twoja lepsza (broń Boże, nie „większa”) połowa nie potrafi powiedzieć ci z szacunkiem, jak wielkim uczuciem cię obdarza, to może pora wziąć (nie „wziąść”) nogi za pas. 

My, kobiety, nie jesteśmy jednak bez grzechu. Zdarza nam się „iść na miasto”, stanąć w kolejce „za butami”, a potem się zastanawiać: „wziąść” jedną parę czy dwie? Jednak, idąc „po najmniejszej linii oporu” (zamiast „po linii najmniejszego oporu”), „ubieramy kurtkę” (zamiast „siebie w kurtkę”) i „włanczamy” piąty bieg, by zdążyć jeszcze „na siłownię” (zamiast „do siłowni”) przed obiadem. Jako kobiety lubimy sobie czasem „pokupywać”.

„Co tam pisze  w cudzysłowiu?”

Jak to w relacjach damsko-męskich bywa, wszyscy mamy problemy z czasem. Niektórzy „lubieją” pleonazmy, więc bez skrupułów w „dniu dzisiejszym” (zamiast „dzisiaj”), policzą, jaki „okres czasu” : „tydzień czasu, miesiąc czasu” nie zaglądali do słowników. Cóż się dziwić, jeżeli to, co tam jest napisane (a nie „pisze”), może stać się „ciężkim” (zamiast „twardym”) orzechem do zgryzienia. W każdym razie lub bądź, co bądź (a nie „w każdym bądź razie”) reguły rządzące językiem polskim żądają (nie „rządają”) od nas – użytkowników – dużego wyczucia językowego. „Ilość” błędów językowych w naszych wypowiedziach jest policzalna, więc używajmy słowa „liczba”. 

Bądźmy patriotami i piszmy wielką literą zamiast dawać satysfakcję rosyjskim sąsiadom, pisząc „z wielkiej litery” i to kilka razy „pod rząd” (zamiast „z rzędu”). Zadbajmy o poprawną formę i pamiętajmy, że spędzamy czas „na dworze”, tak jak piszemy dane zdanie „w cudzysłowie”, a nie „na dworzu” i „w cudzysłowiu”. Nie będzie nikt „orginalny” (a raczej „oryginalny”), jeśli powtórzy i podkreśli za PWN, że zawsze w cudzysłowie, „tłumaczymy jak krowie na rowie”. 

„Pierwszy styczeń,  drugi styczeń...”

Liczebniki w języku polskim to prawdziwy majstersztyk. Niewielu potrafi się nimi posługiwać. W celu wyjaśnienia odmiany daty od dwutysięcznego roku, cofnijmy się (jednak nie „cofajmy się w tył” ani „wstecz”). Poprzednie stulecie odmienialiśmy bez większych problemów, czyli: „w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym dziewiątym roku” i nikomu nie przyszło do głowy, by odmieniać „w tysiąc dziewięćsetnym dziewięćdziesiątym dziewiątym”. 

Dlaczego więc z taką łatwością nieprawidłowo odmieniamy „w dwutysięcznym szesnastym” zamiast „w dwa tysiące szesnastym”? Dlaczego tak trudno nam zapamiętać, że każdy z dwunastu miesięcy roku jest jedyny w swoim rodzaju, więc nie możemy ich odliczać „pierwszy styczeń, drugi styczeń…”, tylko powinniśmy stosować formy „pierwszego stycznia, drugiego stycznia...” itd.? 

„Proszę tą panią”

Jako użytkownicy języka polskiego mamy na swoim koncie jeszcze kilka grzeszków polonistycznych. Nasza szarmanckość bierze górę w kontaktach z przedstawicielkami płci pięknej, dlatego lubimy zwracać się do pań „proszę panią” (zamiast „proszę pani”). Pierwsza wersja będzie poprawna tylko podczas oświadczyn, gdy będziemy „panią” prosić o rękę, lub już na weselu, gdy panowie będą prosić „panią” do tańca. 

To nie koniec kłopotów z rodzajem żeńskim. Równie problematyczna jest odmiana zaimka wskazującego „ta”. Jakże często słyszę w szkole: „podaj mi tą książkę” zamiast „tę książkę”. Nic jednak tak nie drażni ucha, jak: „daj mi te pióro”. Skąd „te” zjawisko zagościło w mowie?...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy