Dołącz do czytelników
Brak wyników

Polski w praktyce

28 listopada 2017

NR 5 (Marzec 2015)

Teatralność dworku
w Ferdydurke Gombrowicza

0 263

Przedstawienie w dworku

Przedstawienie rozpoczyna się: bohaterowie przyjeżdżają do dworu. W obowiązkowym przyjęciu następuje co najmniej wyjście służących na ganek lub powitanie przybyłych na ganku przez domowników. Obligatoryjne „ściskanie rąk, całowanie policzków, zahaczanie częściami ciała, objawy radości i gościnności, [gospodarze] prowadzą (...) do salonu, sadzają na starych biedermeierach i zapytują o zdrowie”. Zwyczajowo wypadało zapytać o zdrowie, a wręcz, co podkreśla Gombrowicz, porozmawiać o chorobach. Tym samym przybysze zostają włączeni w wiejski tryb życia. Dni spędzane na wsi wyglądają zwyczajowo tak samo: odbywają się posiłki, spacery, gry w karty, zbieranie grzybów. Rola pań w dworze w Bolimowie też jest konwencjonalna: polega na robieniu zapraw, robótkach, czytaniu książek i grze na fortepianie. O stałej porze chodzi się spać; w Ferdydurke czytamy: „udali się na spoczynek jak co dzień, o zwykłej godzinie, na pewno ciocia zapędziła wszystkich do łóżek i opatuliła kołdrami”. Ciągłe powtarzanie tego samego gwarantowało dobre opanowanie swojej roli. 

Wszystko to wydaje się w dworku stałe i odwieczne, gdyż odgrywane w tej samej konwencji od pokoleń. Jednocześnie „stosunek do przeszłości podlega procesom stereotypizacji”. Jerzy Jarzębski określa dwór Hurleckich w Ferdydurke jako „scenerię świata ludzkiego”. Sceneria też jest teatralna, wzmagająca sztuczność zachowań, ich określoność. Ganek w starym dworze, skrzypiące okiennice i deski podłogi, na ścianach portrety, prawdopodobnie przodków oraz samowar. Wystrój ma charakter niezmienianej dekoracji, która zachowuje przeszłość i jest wyrazem szacunku dla niej. „Siebie podobnie traktowali, z kindersztubą po przodkach dziedziczną”. W ziemiańskim dworku panowała wyćwiczona grzeczność wobec gości i domowników. Dobre maniery to bowiem wyznacznik pochodzenia szlacheckiego. „Skupiliśmy się przed gankiem (...), zapanowała między nami wyjątkowa delikatność i uprzejmość. Ciocia z dobrocią pytała, czy komu nie zimno”. Do konwencjonalnych rozmów należało wspominanie, jak było kiedyś, gawędzenie o jedzeniu, przeziębieniach czy o polowaniach. 

Teatralnie przedstawia Gombrowicz takie zwykłe czynności jak jedzenie, spacery, rozmowy. Jest to ściśle związane 
z rytualnością panującą w dworach. A zgodnie z „fundamentalną myśl[ą] Turnera: teatr jest zjawiskiem bezpośrednio wywodzącym się z rytuału”. Choćby jedzenie w Bolimowie służy nie tylko do zaspokojenia potrzeby głodu. Jest to rytuał, który wzmacnia więzy społeczne. W ujęciu Gombrowiczowskim to również sposób usidlenia gości. Ciągłe nakłanianie do jedzenia i częstowanie nim sprawia, że są oni ujęci w karby. „A właśnie dla podtrzymania rozmowy poczęli namawiać nas do jedzenia i musiałem skosztować kompotu z gruszek – i znowu częstowano precelkami do herbaty, i musiałem dziękować, jeść osmażane śliwki, które mi więzły w przełyku, a ciocia dla podtrzymania rozmowy przepraszała za skromne przyjęcie”. Wspólne posiłki opisuje autor Kosmosu w sposób wyolbrzymiony – ukazując nadmiar jedzenia, a wręcz przymus jego spożywania. Jedzenie posiłków wypełnia wiejskie godziny, jest rodzajem gry towarzyskiej, powodem do bycia obsługiwanym przez służących. Podawanie jedzenia, szczególnie przez ciotkę, jest pretekstem do omijania kłopotliwych tematów, swoistym odwracaniem uwa-
gi. Ciotka w sytuacjach niekomfortowych częstuje – na przykład – bohaterów cukierkami oraz rozdaje „konfiturki na pocieszenie”. 

 

Teatralnie przedstawia Gombrowicz takie zwykłe czynności, jak jedzenie, spacery, rozmowy. Jest to ściśle związane z rytualnością panującą w dworach.

 

Przybyłym do dworu bohaterom panująca tam atmosfera wydaje się duszna, wręcz zakamuflowana, a gościnność męcząca. Jednak gościom, którzy niewłaściwie odgrywają swoją rolę, należy się kara. Zostają wykluczeni z grupy aktorów i subtelnie odesłani ze sceny. Gospodarz dyskretnie ich wyprasza i zarządza, by kolację zjedli tym razem u siebie w pokoju gościnnym na górze. Czyni to jednak w wysublimowany sposób: oznajmia, iż „nie sądzi, aby dłuższe pozostawanie w Bolimowie mogło być dla nas przyjemne. Jutro o dziewiątej z rana odchodzi pociąg do Warszawy, dyspozycje furmanowi zostały wydane. Co zaś do kolacji, to będziemy woleli zapewne zjeść u siebie na górze, Franciszek otrzymał już stosowne polecenie”. 

W dworku panuje bowiem zasada – jesteś akceptowany przez swoją sferę dopóki grasz, odgrywasz poprawnie swoją rolę. Kolega Józia bratał się z parobkiem i wielokrotnie naruszył obowiązujące w dworku zasady. Tym samym zniweczył czynione tam zabiegi, aby utrzymać stary porządek. Obowiązująca tam społeczna „hierarchia (...) była pradawna. Układ, kanon i prawo odwieczne”. A wiejski teatr służy właśnie temu, by podtrzymywać relacje społeczne i utrzymać je.

Gra międzyludzka w dworku odbywa się nieustannie pod ochroną ceremoniału. Nie mówi się otwarcie o nękających kwestiach. Prawda zawoalowana jest konwencją. Zawoalowana rzeczywistość, pozory, niesięganie prawdy, utrzymanie na powierzchni tworzą strukturę aż buzującą od środka. Podstawą zatem jest udawanie przed sobą, odgrywanie tego, co znane i oswojone. Anachroniczność dworu sprawia, że staje się on teatralną dekoracją, makietą, w której rzeczy dzieją się, ale poprzez odgrywanie przeszłości, sztuczne przeciąganie jej na dzień teraźniejszy. 

Służący publicznością dziedziców

Uczestnikiem tego, co dzieje się w dworze, są nie tylko domownicy i goście, ale także pracująca tam służba. Służący są obserwatorami państwa, ich publicznością. Nie uczestniczą w życiu państwa na równych prawach, ale są przecież bardzo blisko nich. Są również punktem odniesienia dla dziedziców, grupą ludzi, wobec których ziemianie określają siebie jako ziemiaństwo. Obie grupy są ściśle określone dzięki sobie nawzajem. Jedna grupa społeczna wobec drugiej jest punktem odniesienia – w dworku rozgrywa się swoista gra społeczna (jakby powiedział Gombrowicz: nie ma pana bez chama ani chama bez pana). W Ferdydurke czytamy: „Pojąłem owej (...) nocy (...) tajemnicę dworu wiejskiego, ziemiaństwa i obywatelstwa (...)! Służba była tą tajemnicą. Chamstwo było tajemnicą państwa. Przeciw komu wuj poziewał, przeciw komu wsuwał w usta jedną więcej słodką truskawkę? Przeciw chamstwu, przeciw służbie swojej! Dlaczego nie podniósł upuszczonej papierośnicy? Aby służba mu ją podniosła. Czemu nas emablował z tak usilną kindersztubą, skąd tyle grzeczności i względów, tyle manier i dobrego tonu? Aby się odróżnić od służby i przeciw służbie zachować pański obyczaj. I wszystko, cokolwiek robili, było niejako względem służby i wobec sł...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy