Dołącz do czytelników
Brak wyników

Kompetencje komunikacyjne

14 grudnia 2017

NR 17 (Marzec 2017)

Podążając za nurtem języka

0 308

Jaki on tak naprawdę jest? Wszechobecny, obcy, niezrozumiały, zmienny? Ilu jego użytkowników, tyle różnych opinii. Każda z nich jednak jest na swój sposób wyjątkowa. Tak samo, jak niepowtarzalne jest każde słowo, zdanie… po prostu język.

Profesor Jan Miodek stwierdził w jednej ze swoich wypowiedzi, że „język jest jak rwąca rzeka”. Oczywiście można się z tym nie zgodzić, polemizować albo przytakiwać, zawierzając słowom autorytetu językowego. Każdy ma swój pogląd – czy to językoznawca, literaturoznawca, student, użytkownik polszczyzny, angielszczyzny itd. Każdy ma też prawo inaczej go postrzegać albo stawiać w innym kontekście. Nigdy ocena nie będzie jednoznaczna i zadowalająca dla wszystkich. Przecież tak wiele mówi się o Pokoleniu Y czy teraz już Generacji Z, która z pewnością napotka wiele barier w komunikacji z reprezentantami Generacji X. Inaczej na język spojrzy badacz literatury okresu romantyzmu, a w odmienny sposób znawca poezji najnowszej. W tym miejscu najlepiej dopuścić do głosu właśnie ekspertów i przekazać im narrację.

Zmiany językowe a jego przetrwanie

Porównanie, w którym prof. Jan Miodek mówi o języku jako rwącej rzece, jest efektowne, ale obarczone niebezpiecznym uproszczeniem. Niewątpliwie każdy naturalny język ma swoje źródło – jak rzeka. Równie niewątpliwe jest i to, że płynie. Ale to, że ma swoje ujście, czyli koniec – już takie pewne nie jest. Prajęzyki nie tyle kończą swój bieg, co pozostawiają po sobie odnogi. Tak było z językiem praindoeuropejskim, prasłowiańskim, pragermańskim itd. Niektóre z tych odnóg wysychają, są bowiem takie języki, które bezpotomnie wymierają. Tempo rozwoju zarówno prajęzyków, jak i tych bezpotomnie wymarłych nie jest jednak – na szczęście – tak błyskawiczne, jakby to wynikało z przyrównywania go do rwącego biegu rzeki. 

Mniejsza jednak o mierzenie czasu od praindoeuropejskiego do prasłowiańskiego i potem do autonomizowania się języków słowiańskich. Tempo rozwoju, czyli płynięcia, każdego języka raz jest naprawdę rwące, a raz znacznie bardziej leniwe. Wiadomo powszechnie, że w języku polskim wiek XVI obfitował w ważne i wielkie zmiany. Ale już następny wiek XVII był niemal stojącą wodą (by konsekwentnie używać metaforyki rzecznej), z bardzo niewielkimi modyfikacjami. Czy nasz współczesny język polski płynie jak rwąca rzeka czy raczej leniwie – nie nam sądzić. Przyjdą po nas historycy języka i ocenią. Na naszych oczach zanikają samogłoski nosowe, upraszcza się akcentuacja (konsekwentnie na przedostatniej sylabie w wyrazie), zanika stare słownictwo (choćby wyrafinowane do niedawna nazwy pokrewieństwa), oczywiście pojawiają się słowa nowe (choćby w zakresie komputerowo-informatycznym). Ale na przykład odmiana wyrazów czy ortografia pozostają niemal niezmienione (może tylko zanik imiesłowów jest znaczący). 

Czy to rwące, czy leniwe jest tempo biegu naszej polskiej językowej rzeki? Jan Miodek pewnie uzna, że rwące. Wolno mu. Na razie jednak jest ważne, by ta rzeka nie wyschła, czyli by polszczyzna nie wymarła (jak na przykład języki łużyckie, które jednak żyły co najmniej kilkaset lat) i nie została zastąpiona globalistycznym angielskim.

prof. zw. dr hab. Halina Zgółkowa

Zmiany językowe jako immanentna część rzeczywistości

Język podlega ciągłym przemianom, ponieważ rzeczywistość, którą określa, także nie jest stała. Zmiany zauważalne w języku świadczą też o sposobie patrzenia na określony obiekt, są wyrazem ludzkich mechanizmów doświadczania rzeczywistości. Zmieniają się gusta, style artystyczne w szerokim tego słowa znaczeniu, mamy nawet odpowiednie słowo na tego rodzaju fenomen – moda, m.in. moda językowa. Dla przykładu, dawniej nasze ulice wypełniały szyldy z licznymi określeniami zawierającymi cząstki: -art-, -lux-, -uni, -euro-, -inter, -ex, -us, -ux, -os, -pol. Dziś bardziej popularne okazują się struktury rodzime, podlegające mechanizmom znanym słowotwórstwu apelatywnemu i realizujące kategorię nazw miejsc tworzonych z pomocą znanych sufiksów typu -arnia (Mydlarnia „sklep”, w którym sprzedaje się „mydła”, Naleśnikarnia „kawiarnia”, w której można zjeść „naleśniki”, Szaszłykarnia „miejsce sprzedaży szaszłyków”, Zabawkarnia „sklep z zabawkami”), -ernia (Fryzjernia „zakład fryzjerski”), -ownia (Efektownia „sklep z odzieżą markową; gabinet kosmetyczny”, Stylownia „sklep z tanią odzieżą”). 

W początkach XX wieku popularne były imiona Anna, Maria i Jan, Stanisław. Po stu latach okazały się nimi formy: Julia, Wiktoria i Jakub, Mateusz. Dawniej formy zdrobniałe imion tworzono przez dodanie m.in. cząstki -ch- (Jach, Miłoch, Tych, Pach, Pietrucha, Stanich), później -ek, -ik, -ka, -sia, -uś (Irek, Józek, Julka, Basia, Kubuś), obecnie modnymi skróceniami są imiona formowane pod wpływem wzorców anglojęzycznych: Wiki, Mati, Gabi, Hubi, Kacpi, Marti, Natali, Oli, Pati, Sabi. Jeszcze sto lat temu regularnie słyszeliśmy [ł] przedniojęzykowo-zębowe, dziś to cecha wymowy seniorów i osób mieszkających na pograniczu wschodnim. Z kolei pokolenie osób urodzonych po roku 1980 głoski miękkie [ś, ź, ć, dź] realizuje z osłabioną miękkością, co przypomina dźwięki [si, zi, ci, dzi]. Nazywamy to zjawisko seplenieniem umizgliwym lub depalatalizacją. To prawdziwa zmora artykulacyjna u współczesnych, pojawiająca się także w wymowie młodszych aktorów. 

Transformacje nazewnicze stanowią także odzwierciedlenie zjawisk o charakterze historyczno-politycznym. Nazwy o takim uwikłaniu zwykle nie należą do trwałych, ponieważ polityczne trendy mają to do siebie, że mijają. W tej grupie znajdują się wszystkie sztucznie, odgórnie wprowadzone zmiany nazw z czasów zaborów, okupacji niemieckiej czy czasów realizmu socjalistycznego. Dla przykładu, Katowice okresowo nazywano Stalinogrodem, a średniowieczną nazwę Niemaszchleba w 1953 roku przemianowano na Chlebowo (wieś koło Gubina). Także współcześnie nazwy podlegają zmianom, aczkolwiek te przekształcenia są już usankcjonowane prawnie i odbywają się na ściśle sformalizowanej drodze. Regulowane są bowiem przez Komisję Nazw Miejscowości i Obiektów Fizjograficznych oraz odpowiednie ustawy określające status prawny nie tylko nazw geograficznych, lecz także nazw osobowych, imion i nazwisk. Można zatem zmienić imię, nazwisko, a nawet nazwę miejscowości, w której się mieszka. Spektakularnym przykładem tego typu zmian nazewniczych jest historia toponimu Wola Żarczycka w województwie podkarpackim. Mieszkańcy trzykrotnie składali wniosek w sprawie zmiany na nazwę Wola Zarczycka, który wymieniona wyżej komisja odrzucała, ponieważ proponowana zmiana wprowadzała formę gwarową z cechą mazurzenia. Po odwołaniu się m.in. do członków parlamentu i upolitycznieniu sprawy nazwa ostatecznie została zaakceptowana przez komisję.

Zmiana jest cechą immanentną rzeczywistości, człowiek dojrzewa, czyli się zmienia, bez tego byłby ciągle dzieckiem. Język, którym się on posługuje, jest dla niego narzędziem wyrażania siebie, które – jak widać – nadąża i podąża za swoim użytkownikiem.

dr hab. Małgorzata Rutkiewicz-Hanczewska

Język – między metaforą a dosłownością 

Jako lektor języka polskiego z pasją zajmowałam się na północy Rosji dydaktyką. Po kilku latach, już jako pracownik UAM, wróciłam do Archangielska z moimi studentami na konferencję naukową. Udało mi się kilka takich sesji międzynarodowych zorganizować. Już wtedy miałam okazję poznać córeczkę dawnej studentki, moją imienniczkę, małą Kasię. Dosyć śmieszne było to, że kiedy dziewczynka zobaczyła mnie po raz pierwszy, długo mi się przyglądała, szczególnie dokładnie oglądała moją twarz. Jakie było moje zdziwienie, a później wielka radość, kiedy moja studentka – Ola – wytłumaczyła mi, że to dlatego, że swoją córeczkę przygotowała na spotkanie z ciocią z Polski. Tłumaczyła jej, że ciocia mówi w innym języku, co po rosyjsku brzmi na drugom jazyke. Wobec tego mała Kasia dokładnie mnie oglądała, ponieważ szukała drugiego języka. Bądźmy czujni, poszukując skojarzeń językowych, mogą być całkiem zabawne, a jeśli chodzi o pomysły dzieci – ich kreatywność nie ma granic.

dr Katarzyna Zagórska

Język i etymologia

Whistorii języka polskiego na określenie rzeki używano wielu synonimów, na przykład: potok, rostok, rostoka, zestoka, otok, prądnik, struga, struja, stok, stoczek, strumień, strumyk. Bystrą, rwącą wodę (taką jak język w temacie) określano zwykle jako strumień (dla odróżnienia – strugą nazywano częściej wodę leniwą). W wyrazie rzeka mamy poświadczony rozwój „r”. W określonych wyrazach około XIII wieku przechodzi ono w „ř”, tj. w spółgłoskę szczelinową wymawianą jak we współczesnym czeskim (řeka), potem element szczelinowy „ž” uzyskuje przewagę nad elementem drżącym „r”, co około XVII wieku skutkuje zrównaniem dawnego „r” z „ž”.

„Język jest jak rwąca rzeka”, ponieważ w swój wartki nurt „wciąga” elementy z różnych systemów językowych. Przykładem może być idiolekt dzieci z rodzin wielojęzycznych, w którym ulegają przemieszaniu cechy kilku odmiennych języków. Mam siostrzeńców, których tata jest Hindusem. Chłopcy posługują się mieszanką języka polskiego, angielskiego i hindi, na przykład: „Achan, I want parówka” (achan – w hindi: tata; chłopcy nie zwracają się do swojego taty, używając angielskiej formy, chociaż mieszkają w USA). W rezultacie powstał swoisty familiolekt, czyli język danej rodziny.

dr Agnieszka Piotrowska-Wojaczyk

Język nośnikiem środków poetyckich

„Język jest jak rwąca rzeka” to określenie, które dla literaturoznawcy – zwłaszcza dla kogoś, kto zajmuje się literaturą XX wieku – nowoczesną, eksperymentalną, poszukującą różnych form ekspresji – kojarzy się z pewnymi poetykami, które nawiązywały swoimi określeniami do podobnych skojarzeń, czyli powieścią-rzeką, strumieniem świadomości. Tego rodzaju metaforyka była przykładana do niektórych projektów sztuki słowa, które – jak sądzę – wynikały z założenia, że warto w zapisie literackim naśladować, podglądać, testować sytuacje kogoś zanurzonego w żywiole słownym. Żywiole – dlatego właśnie ta rzeka, żeby zobaczyć, jak słowa nas ponoszą. 

Z drugiej strony ten, który opowiada, może taki efekt werbalnej rzeki stworzyć w utworze, żeby dzieło zawładnęło czytającym. Zabieg ten kojarzymy przede wszystkim z niektórymi dziełami sztuki masowej, słyszymy wtedy, że coś kogoś pochwyciło, że się oddał temu, że czytał cały zanurzony w dziele. Chodzi o to, żeby tę umiejętność, możliwość, które daje dzieło literackie, wykorzystywać. To jest...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy