Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Praktyczny Przewodnik Nauczyciela

6 września 2019

NR 32 (Wrzesień 2019)

Nie taki język straszny, jak go leksyka maluje... Jak wzbogacać słownictwo uczniów?

0 13

Każdy polonista marzy o tym, by jego podopieczni posługiwali się piękną polszczyzną. Oczyma wyobraźni widzi, jak uczniowie podchodzą do jego biurka i za pomocą zgrabnych, retorycznych zabiegów perswadują przeniesienie pracy klasowej na inny termin, a on – urzeczony bogactwem środków językowych swoich uczniów (i przy okazji przepełniony dumą z efektów swojej pracy) – z nieskrywaną przyjemnością kiwa głową na znak zgody. Taki wariant mógłby być jedynie sceną z dobrego filmu, ponieważ z reguły praktyka szkolna pisze zgoła inne scenariusze. Zazwyczaj wygląda to tak, że owszem – uczniowie chcą przenieść pisanie sprawdzianu na inny termin – ale ich komunikaty perswazyjne pozostawiają wiele do życzenia. Co więc pozostaje twórczemu poloniście? Walczyć o wzbogacenie uczniowskiej leksyki. Zatem do dzieła!

Jak to jest z tym czytaniem (i mówieniem)?

Słownik języka polskiego definiuje leksykę m.in. jako „zasób wyrazów jakiegoś języka; słownictwo”1. Wydawać by się mogło, że zasób słownictwa Polaków jest bogaty, czego dowodem są przecież obszerne słowniki, po które sięgamy w chwilach językowego zwątpienia. Niektóre z nich, jak np. Wielki słownik ortograficzny PWN pod red. E. Polańskiego (Warszawa 2003) zawiera w sobie blisko 150 tys. haseł. Biorąc pod uwagę fakt, że na język polski składają się różne jego odmiany, np. środowiskowe czy zawodowe, oraz że nieustanie „wchłania w siebie” zapożyczenia, to żaden Polak nie powinien mieć problemu z logicznym formułowaniem swoich myśli. Zestawiając jednak tę hipotezę z wynikami badań czytelnictwa Biblioteki Narodowej za rok 20182, sprawa z zasobem leksykalnym naszych rodaków nie jest już tak jednoznaczna. Z raportu bowiem wynika, iż 37% badanych zadeklarowało przeczytanie jednej książki, a tylko 9% przeczytało ich więcej niż siedem. Statystycznie kobiety przeczytały więcej książek niż mężczyźni. Badanie pokazuje, że najwięcej Polacy czytali do roku 2004, po którym nastąpił wyraźny spadek. Oczywiście w tym miejscu moglibyśmy utonąć w pesymistycznym peanie, zrzucając odpowiedzialność za taki stan rzeczy m.in. na reformę edukacji, bowiem rzeczywiście trudno zachęcić „internetowego nastolatka” do przebrnięcia przez W pustyni i w puszczy czy zrozumienia walorów Qua vadis. Mimo tego zadaniem współczesnego polonisty nie jest „płakanie nad rozlanym mlekiem”, tylko spowodowanie, by to rozlane mleko nie skwaśniało. Innymi słowy, zabierając uczniów w czasie 45 minut w podróż po swoim literackoczytelniczym świecie, musimy maksymalnie wykorzystać to, na co mamy wpływ, dodając do tego swój potencjał i zapał. Prawda jest taka, że jeżeli chcemy coś osiągnąć, musimy być wiarygodni. We współczesnym świecie blichtru prawie wszystko jest chwilowe. Bardzo łatwo podać młodym ludziom kicz, który za parę chwil okaże się nic nie warty. Prawdziwą wartość buduje się długo i wytrwale: tak jak czytanie książki czy pisanie ciekawego opowiadania. Dlaczego więc borykamy się z problemem redagowania poprawnych językowo tekstów przez młodych ludzi? Dlaczego tak trudno wyegzekwować od uczniów napisanie tekstu określonej długości? Odpowiedź jest prosta: ponieważ młodzi ludzie nie czytają. To jednak tylko jedna z odpowiedzi. Poza tym, że nie czytają, to jeszcze... nie mówią.

Odezwij się do mnie!

Brak umiejętności doboru odpowiednich słów, rozumienia ich i sprawnego się nimi posługiwania jest problemem złożonym. Za taki stan rzeczy odpowiada wiele czynników. Jednym z nich jest niewątpliwie nieczytanie wynikające z braku kultury czytania w domu rodzinnym, przeznaczania funduszy na innego typu rozrywki niż książka (dla wielu to przykry obowiązek), zastąpienie tekstu obrazem lub krótkim filmem oraz brak relacji z najbliższymi, który prowadzi do zaniku podstaw komunikacji. Pęd życia, konsumpcjonizm i rozwój technologii spowodował „przewartościowanie wszystkich wartości”. W pogoni za dobrami materialnymi ludzie zapomnieli, że najważniejszą wartością jest czas spędzony z najbliższymi oraz poczucie bezpieczeństwa i wsparcia. Skoro dorośli nie rozmawiają z dziećmi, to nie ma się co dziwić, że nie potrafią się one komunikować, wyrażać własnych myśli i potrzeb. Dlatego sala lekcyjna, choć na jakiś czas, musi zmienić się w świat przyjazny uczniowi, gdzie będzie się czuł na tyle dobrze, że zechce się otworzyć i powiedzieć to, co myśli. Prawdą jest, że pęd w realizowaniu podstawy programowej jest nieustanny, a programowy chaos wdziera się każdą dziurką od klucza do sali lekcyjnej, ale warto czasem pochylić się nad uczniem, a nie nad podstawą i zrealizować lekcję pod tytułem „Życie”. Jak to robić? Proponuję rozpocząć od budowania relacji w grupie.

„Mam cię na plecach”

Wychodzę z założenia, że jeśli uczeń będzie się czuł bezpiecznie w grupie rówieśniczej i będzie miał świadomość, że błędna odpowiedź nie jest dla innych powodem do śmiechu, to z pewnością łatwiej mu będzie się otworzyć, a w konsekwencji – sprawniej posługiwać się językiem. Aktywna praca ucznia na zajęciach jest kluczem do sukcesu każdego nauczyciela. Maksymalne skupienie się na zadaniu choć przez kilka minut daje o wiele większe efekty edukacyjne niż wielogodzinne siedzenie nad książkami i „odpływanie” w inny wymiar. Aby wzmocnić w uczniach poczucie własnej wartości i uświadomić im, że są w klasie lubiani i akceptowani, stosuję ćwiczenie, które nazwałam: „Mam cię na plecach”. Ćwiczenie to można wykonać na każdej lekcji, przez...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy