Dołącz do czytelników
Brak wyników

Moja najlepsza oferta, czyli krótka rzecz o tym, co sprzyja uczeniu się

Artykuły z czasopisma | 11 grudnia 2017 | NR 12
42

Jakiś czas temu, jako młoda i ambitna nauczycielka z kilkuletnim stażem pracy, doznałam iluminacji. To kluczowe dla mojej pracy dydaktycznej doświadczenie miało miejsce podczas intensywnego kursu trenerskiego. Zrozumiałam, że moją rolą – jako nauczycielki – nie jest bycie namaszczoną i nieomylną potentatką elitarnej wiedzy naukowej w obszarze humanistyki. W jednej chwili stałam się wolna, to znaczy – uwolniłam się ze wszelkich zbytecznych obciążeń i frustracji. Pozwoliłam płynąć mojej energii tam, gdzie była rzeczywiście potrzebna. Dzięki temu doświadczeniu moja uwaga skoncentrowała się na kształtowaniu procesu edukacyjnego w taki sposób, aby sprzyjał uczeniu się moich uczniów.

Cenny dar 

 

Nauka w szkołach powinna być prowadzona w taki sposób, aby uczniowie uważali ją za cenny dar, a nie za ciężki obowiązek. Albert Einstein

 

Jeśli dar jest tym, co się komuś ofiarowuje; jeśli cenny, to taki, który ma duże znaczenie; jeśli nauka jest ogółem wiedzy ludzkiej ułożonej w system zagadnień, to ja – jako nauczycielka – mam wszelkie narzędzia do tego, aby podejmowane przeze mnie działania w obszarze kształtowania procesów edukacyjnych sprzyjały uczeniu się moich uczniów1. Konsekwencję takiego rozumowania jest założenie, że priorytetem dla nauczyciela jest jego przychylne usposobienie oraz tworzenie dobrych warunków nauki dla uczniów. Wskaźnikiem realizacji – pojmowanym w kategorii efektywności – będzie przekonanie ucznia, że nauczyciel uczy go w taki sposób, że uczniowi chce się uczyć. To moja własna – aczkolwiek sprawdzona w praktyce i poddana wielu dyskusjom – interpretacja jednego z wymagań opisanych w załączniku do rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 6 sierpnia 2015 r. w sprawie wymagań wobec szkół i placówek pt. „Procesy edukacyjne są zorganizowane w sposób sprzyjający uczeniu się”. Tak przyjęta perspektywa może generować szereg otwartych pytań, które formułuję, wykorzystując technikę metaplanu. Nadaję im w tym miejscu wartość pytań kluczowych. Jako konkluzję rozważań przytoczę indiańskie przysłowie mówiące, że można doprowadzić konia do wodopoju, ale nie można zmusić go do picia.

Inwestycja w siebie

 

Byłoby lepiej, gdybyś zabrał się do uczenia innych dopiero wtedy, gdy sam się czegoś nauczysz. Albert Einstein

 

To prawda, święta prawda: zawód nauczyciela wymaga permanentnego doskonalenia. Pedagodzy uczą się, dokształcają, poszerzają kwalifikacje, doskonalą kompetencje, nabywają nowe umiejętności, zdobywają kolejne stopnie awansu zawodowego. Mają do tego cały wachlarz możliwości: studia podyplomowe, kursy, warsztaty, szkolenia, seminaria, konferencje, szkoleniowe rady pedagogiczne, e-learning, webinaria, blended learning, sieci współpracy i samokształcenia, i inne. Jednak stale nam – nauczycielom – czegoś brakuje. Rozmawiając z dyrektorami szkół i placówek oświatowych oraz z radami pedagogicznymi podczas prowadzonych przeze mnie różnych form doskonalenia, bardzo często wybrzmiewa potrzeba rozwoju osobistego nauczycieli, coachingu, superwizji. Obszar ten bywa eksploatowany, ale w wąskim zakresie, najczęściej indywidualnie, na własną rękę, za własne środki finansowe. Natomiast problem jest szerszy i wymaga systemowych rozwiązań (ale to już temat na inny artykuł)3. Aby zobrazować, jak ważny jest rozwój osobisty dla nauczyciela, posłużę się metaforą. Lektura Bajki o motylu inspiruje do refleksji na co najmniej dwóch płaszczyznach: dla ucznia oraz dla nauczyciela. W tym kontekście nasuwa się kilka pytań: „Jak to, co dzieje się w szkole, służy uczeniu się ucznia oraz nauczyciela?”, „W jakim kierunku idzie nastawienie w wiedzy: na przyszłość czy na przeszłość?”, „Kto w szkole podczas lekcji zyskuje, a kto traci?”, „Co uczniowie, a co nauczyciele biorą dla siebie z lekcji?”, „Co uczniowie, a co nauczyciele robią z wiedzą, którą pozyskują w szkole?” oraz „Co uczniowie zyskują dla siebie dzięki zdobytej od nauczycieli wiedzy?” i „Co nauczyciele zyskują dla siebie dzięki zdobytej od uczniów wiedzy?”.

Trawestując puentę bajki, stawiam tezę: nauczyciel jest w stanie nauczać innych tylko wtedy, jeśli sam się nauczy, jak ma uczyć siebie. Mam tutaj na myśli stałe pozostawanie w procesie uczenia się, zwłaszcza jeśli jest ono świadomie zaplanowane. 
To klucz do osobistego mistrzostwa4. Przy czym nie chodzi tutaj o mistrzostwo w dyscyplinie naukowej, w której specjalizuje się nauczyciel, a o kompetencje pedagogiczne oraz psychologiczne.

 

BAJKA O MOTYLU

„Pewnego dnia mały motyl zaczął wykluwać się z kokonu. Człowiek usiadł i przyglądał się, jak motyl przeciska swoje ciałko przez malutki otwór. Wtedy motyl się zatrzymał – jakby zaszedł tak daleko, jak mógł, i dalej już nie miał sił. Człowiek więc postanowił mu pomóc: wziął nożyczki i rozciął kokon. Motyl wydostał się z niego bez problemu, miał jednak wątłe ciałko i bardzo pomarszczone skrzydła. Człowiek dalej go obserwował, spodziewając się, że skrzydła motyla zaczną stopniowo grubieć, powiększać się, dzięki czemu motyl będzie mógł odlecieć i zacząć żyć. Tak się jednak nie stało. Motyl spędził resztę życia, czołgając się po ziemi z mizernym c...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy