Dołącz do czytelników
Brak wyników

Polski w praktyce

18 grudnia 2017

NR 19 (Lipiec 2017)

Klub Książki

„Wzniesiono to miasto na pograniczu trzech żywiołów (…): na glinie pamięci, na piaskach snów i na podziemnej wodzie zapomnienia” – na takich oto literackich fundamentach Magdalena Tulli buduje swoje Sny i kamienie. Odwołując się do utrwalonych motywów, oszczędnym językiem mnoży światy i multiplikuje znaczenia, aby uchronić swój tekst przed jednoznacznością interpretacji i oczywistością formy.
 

Drzewo

Ta opowieść – zupełnie inna niż wszystkie – zaczyna się klasycznie, wręcz archetypicznie:

 

„Drzewo świata, jak wszystkie drzewa, z początkiem sezonu wegetacji wypuszcza delikatne złotawe listki (…). Od pierwszych chwil (…) w głąb ziemi rośnie wilgotne i ciemne przeciwdrzewo, toczone przez robaki. Podziemny konar jest przedłużeniem konara nadziemnego (…). Kiedy sezon wegetacji ma się ku końcowi, drzewo świata obsypane jest owocami”.

 

Opisane przez narratora drzewo od razu przywodzi na myśl dwa utrwalone kulturowo motywy – drzewo wiadomości dobrego i złego rosnące w biblijnym raju lub „wielkie drzewo świata” – Igdrasil – według mitologii skandynawskiej będące filarem rzeczywistości2. Jednak już kolejne zdanie traktatu modyfikuje ów archetyp (to pojęcie warto przypomnieć uczniom): „Miasta, które dojrzewają a drzewie świata, są zamknięte w swoim kształcie jak jabłka”. Tu oto zaczyna się ustanawianie mitycznego prapoczątku miasta, które zawiera w sobie nieskończone możliwości i ma się lada chwila narodzić. Gdyż właśnie traktat o mieście tworzy Tulli. 

Maszyna

Choć według pierwszej teorii metropolia ma mieć swój zarodek w kiełkującej pestce, narrator przeciwstawia zaraz szyk tej koncepcji inną – zgodnie z nią miasto jest maszyną:

 

„to nie siła kiełkujących nasion i nie ciśnienie soków krążących między korzeniem i koroną daje światu życie, tylko wprawiają go w ruch motory, przekładnie i koła zębate (…). Przejrzystość i prostota tego pomysłu okaże się zbawienna. Pozwoli wymontować, naprawiać i zmontować każdy popsuty element – jeśli tylko świat składa się z oddzielnych i dających się wyjmować części (…)”. 

 

Zmechanizowane miasto zostaje powołane do życia bez jakiejkolwiek metafizycznej osnowy, na czystym papierze kreślarskim, uformowane z gliny, wapna, stali i betonu. Owe dwie teorie narodzin miasta wydają się zupełnie sprzeczne, a jednak współistnieją równolegle. Gdy koncepcja drzewa może symbolizować organicyzm i jedność z przyrodą, teoria miasta-maszyny sugeruje okiełznanie natury – pokrewne socrealizmowi. Równolegle bowiem metropolia odsłania swoją komunistyczną estetykę.  

Miasto 

Narodziny miasta to czas stwarzania – byty mnożą się i chcą się pojawić. Powołują je do życia budowniczowie mieszkający wszędzie i nigdzie, mający „przywilej pewności”, znający „prawdy niepoddające się wątpieniu”. To ich zamysł jest podstawą kreacjonizmu. Jednak stwarzanie odbywa się nie siłą woli budowniczych, lecz pracą robotniczych rąk. To one nadają formę światu, nie oszczędzając na surowcach i tworzywach – piasku, węglu, nafcie, papierze, atramencie i farbie olejnej:

 

„Budowniczowie nie żałowali rąk, mając ich do dyspozycji tysiące. Być może ulegli pokusie, by oprócz porządku stworzyć piękno (…). Na każdego z kamiennych murarzy przypadały dziesiątki innych, przodujących na placach budowy, którym (…) od cegieł robiły się na rękach odciski (…)”. 

 

Czas akcji Snów i kamieni jest trudny do określenia – prapoczątek przeplata się z konkretną epoką. Tulli w nietuzinkowy sposób odtwarza projektowanie i budowę komunistycznej Warszawy, której nazwa de facto ani razu nie wybrzmiewa. Jednak analogie są liczne – na stolicę wskazują litery W i A w nazwie miasta, otaczające ją je miejscowości (Otwock, Ożarów itd.), potężny pałac będący sercem miejskiego ośrodka, plac Konstytucji czy w końcu Dworzec Centralny. 

 

W początkowy, sztuczny optymizm ideologii musi wkraść się tragizm ludzkiego istnienia. Banalne uproszczenia totalitaryzmu muszą skonfrontować się z zagmatwaniem świata.

 

Jednak ten pozór realizmu, ta potrzeba prawdopodobieństwa, nic nie znaczą. Narrator konstruuje i dekonstruuje przestrzeń, techniką montażu stwarza miejsce o planie rzeczywistym i fantomatycznym, mające cechy własne, a jednocześnie cechy wielu innych przedwojennych miast, których fantasmagorie urzeczywistniają się w tym pierwszym. Owo tworzenie mitu miasta i jego odbić zmierza jednak w stronę smutnego końca – jest nim unicestwienie. 

Utopia

Miasto jawi się w opowieści jako architektoniczna metafora. Z trzech możliwości projektowych – zasady kątów prostych, gwiazdy oraz meandra – tylko jednak zostanie uznana za szlachetną. Budowniczowie wybiorą zasadę kątów prostych, która zdeterminuje charakter miasta. Pragnienie prostoty i przewidywalności stanie się wyznacznikiem formy doskonałej i utopijnej: 

 

„Układ ulic był tak pomyślany, by udaremniał przypadkowe wydarzenia i zapobiegał pokrętnym myślom. Gdyż życie jest z pewnego punktu widzenia tylko repliką zabudowy, ład miasta wymusza ład umysłów (…). [Twórcy planu] Nie znali się na logarytmach, ale rozumieli, że złożoność jest przyczyną błędów. Szukali zasady budowania (…) mogącej na zawsze uchronić życie przed skażeniem wieloznacznością”. 

 

W ten sposób powstaje miejski organizm, który wszystko uczyni przyjaznym i przejrzystym. Ta demiurgiczna pasja tworzenia (warto tu w rozmowie z uczniami nawiązać do prozy Schulza),   jednak procesem, który choć w założeniu jest doskonały, w skutkach okaże się katastroficzny. 

W początkowy, sztuczny optymizm ideologii musi wkraść się tragizm ludzkiego istnienia. Banalne uproszczenia totalitaryzmu muszą skonfrontować się z zagmatwaniem świata. Gdy zabraknie wiary, murarze przestaną pracować ponad siły, robotnicy w fabrykach nie wyrobią 200% normy, pielęgniarki nie będą się uśmiechać, nauczycielki stracą cierpliwość do dzieci.   

Rozpad 

Po czasach młodości świata – gdy „maszyneria (…) działała gładko” – rozpoczyna się stopniowy proces rozpadu, sygnalizowany przez coraz bardziej panoszący się chaos. 
Perpetuum mobile – marzenie ludzkości – znów pozostaje tylko niespełnioną hipotezą. Jak czytamy:

 

„W tym szalonym pośpiechu nikt nie rozglądał się dość uważnie, by dostrzegać również tła i drugie plany. Toteż myśl kierowała się pozorami (…). W ten sposób przemieszały się wszystkie światy. (…) Rozpęd tego miasta pod pewnymi względami stał się uciążliwy”. 

 

Powoli rozpoczyna się rozkład. Początkowo współistniejące antynomie, w sztuczny sposób od siebie odizolowane, zaczynają się zwalczać. Przeciwdrzewo pochłania drzewo, przeciwmiasto zagraża miastu, przeciwrzeczy unieważniają rzeczy. Nikt nie zauważa przeciekania wód głębinowych, pozornie idealne plany budowniczych wymagają modyfikacji, piętrzą się przeszkody. Upada ułomny projekt, a wraz z nim degradacji ulega epoka zegarków, pucharów, s...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy