Dołącz do czytelników
Brak wyników

Horyzonty polonistyki

19 grudnia 2017

NR 20 (Wrzesień 2017)

Język nie jest przezroczystą szybą

0 298

Z Michałem Rusinkiem o manipulacji słowem, radykalizacji języka, ponurych metaforach i odejmowaniu ironii rozmawia Marcin Wilk

Napisałeś w Pypciach, że masz wydanie Adama Mickiewicza ze wstępem Bolesława Bieruta. Ciekawi mnie, kiedy przeczytałeś go po raz pierwszy.

Wiem, że brzmi to bardzo pretensjonalnie, ale nic nie poradzę: otóż Mickiewicza czytałem dla przyjemności już w podstawówce, a to wydanie moich rodziców lubiłem szczególnie za ilustracje Andriollego. Do tej pory mi się one wizualizują. Pamiętam, że czytało się to jak gazetę. Taki to był duży format!

A pamiętasz, kiedy rozpoznałeś, że wstęp do tego wydania ma charakter propagandowy?

Dobrze wiesz, że żaden szanujący się młody człowiek nie czyta żadnych wstępów, bo wie, że to jest nudziarstwo. Nie inaczej było ze mną i wcale nie chodzi o kwestie polityczne. Przecież nawet gdyby ten wstęp napisał bohater mojej wyobraźni, James Bond czy inny, to i tak bym go nie przeczytał. Wstępu się po prostu nie czyta, tak jak nie czyta się na ogół przypisów albo posłowia. 

Na początku więc w ogóle nie zwróciłem uwagi na to, kto napisał tam wstęp. Pewnie zauważyłem to później, na studiach, a potem przypomniałem sobie o tym jeszcze raz.

Co to była za sytuacja?

Parę lat temu, po śmierci Wisławy Szymborskiej, byłem w Kazachstanie. Tam pokazano mi z dumą wybór jej wierszy w przekładzie na język kazachski i rosyjski ze wstępem, uwaga, prezydenta Nazarbajewa. To mną wstrząsnęło dogłębnie. Na dodatek na okładce tego tomu był zamek w Malborku. 

Ale wtedy właśnie przypomniałem sobie, że przecież jeszcze nie tak dawno ukazało się wydanie wierszy Mickiewicza, które pewnie nie zostałoby wydane bez wstępu Bieruta, podobnie jak nie ukazałby się w Kazachstanie wybór wierszy Szymborskiej bez wstępu Nursułtana Nazarbajewa.

Dopytuję Cię o tego Mickiewicza z Bierutem, bo zastanawiam się, czy musimy być filologami, by rozpoznać, że ktoś manipuluje albo uprawia propagandę.

Myślę, że nie trzeba być filologiem, natomiast należy mieć świadomość kontekstu i czasów, w których się żyje. I myślę, że 
w PRL-u taką świadomość mieliśmy. Trzeba było wtedy zapłacić pewną daninę, żeby w ogóle coś się mogło ukazać – tak jak 
w przypadku Bierutowego wstępu. 

Z drugiej strony nie należało tego czytać. Wskazane było mieć własny rozum. Natomiast, jeżeli czasy są demokratyczne albo udają demokratyczne, to wtedy trzeba paradoksalnie wzmóc czujność. Bo może się okazać, że coś udaje niewinny komentarz, a jest wredną, manipulującą interpretacją. Należy się nauczyć to rozpoznawać.

Ale skoro – załóżmy – nie jesteśmy filologami? Czy – na przykład – intuicja może być pomocna?

Jak najbardziej. Często intuicja podpowiada nam rozsądniejsze rozwiązania niż ktoś, z kim to konsultujemy. Dobrze jest mieć taką świadomość, że język nie jest przezroczystą szybą, tylko ma swoją materialność. Krótko mówiąc: należy pamiętać, 
że na język też można popatrzeć. Nie tylko przez język. 

Co to znaczy?

Teoretycznie język służy do tego, żeby pokazywać rzeczywistość, opisywać ją, sam będąc przezroczystym. Tymczasem język nie jest przezroczysty, zawsze ma jakąś swoją strukturę. 
Żyjemy w takich czasach, kiedy słowa są narzędziem walki, ale też próbuje się z nimi czy też na nich dokonywać gwałtów. 

Na przykład?

Słowo elita. Kiedyś miało ono wartość pozytywną. Dziś propaganda przypisuje mu wartość ujemną. 

Rozmawiamy podczas Festiwalu w Szczebrzeszynie, w którym biorę udział. Usłyszałem tutaj, jak jedna pani do jednego pana powiedziała: „Popatrz, normalnie tu wszystko jest zamknięte, a teraz oni przyjechali na festiwal i mają wszystko otwarte, wszystko za darmo. Tu nie ma nic dla nas, tu jest wszystko dla elity!”. 

To dość niepokojące, co mówisz. Ale takie zmiany znaczeń to dzisiaj chyba ogólnoświatowa tendencja.

Na pewno język się radykalizuje. Większość z nas to dostrzega.

O ile okres demokracji, od czasu upadku muru berlińskiego i komunizmu, spowodował, że język, a wraz z nim nasze widzenie i opisywanie świata, zaczął być oparty na różnicy Arystotelesa, czyli różnicy stopnia, o tyle w tej chwili wracamy do modelu, który można zupełnie swobodnie nazwać regresem. 

Czyli co się dzieje?

Język zostaje oparty na różnicy platońskiej, to znaczy różnicy zero-jedynkowej: prawda – fałsz, ziarno – plewy. Widać to bardzo wyraźnie w tym, jak my siebie postrzegamy – społeczeństwo dzielące się na dwa klany. Albo jesteś w jednym, albo w drugim. Patrzysz na kogoś na ulicy i zastanawiasz się, czy on jest pisior, czy on jest niepisior; czy on jest nasz, czy on jest nie nasz. Wcześniej działała różnica stopnia. Różnimy się między sobą, ale możemy spróbować wypracować wspólnie consensus. 

O, właśnie!

Consensus to jest ciekawe słowo. Ono się pojawiło około 1989 roku. 
Nie było go oczywiście w PRL-u, bo tam nie było miejsca na consensus. Ale smutne jest to, że ono znika, nie znajdziesz go we współczesnym dyskursie politycznym. 

Tego się właśnie obawiam.

Druga sprawa: bardzo zradykalizowały się metafory, którymi się posługujemy, kiedy mówimy nie tylko o polityce, ale w ogóle 
o ludziach. Na przykład w metaforze sportowej, wygrać z przeciwnikiem, przeciwnik zostaje zastąpiony wrogiem, a wroga należy zmiażdżyć, zniszczyć. Nie ma mowy o żadnym rewanżu, nie ma rozgrywki, nawet ostatecznej, pozostaje tylko zaorać. 

Metaforyka zradykalizowała się bardzo silnie, a metafory – przypominam za kognitywistami – zdradzają naprawdę nasz system wartości i to, jak postrzegamy przestrzeń wokół siebie. Jeżeli widzimy ją jako kolorową, z której możemy coś wybrać, koegzystujemy w tej wielorakości i różnorodności, to mamy do czynienia z demokracją liberalną. W momencie, kiedy dominuje układ czarno-biały i bardzo silnie zantagonizowany, to o demokracji nie ma mowy. I nie myślę tu o systemie politycznym, czymś narzuconym z góry, tylko o takim systemie wartości, który jest w nas.

Skoro o tym, co w nas jest – miewam poczucie wstydu za to, gdy słyszę, jakie błędy językowe popełniają inni. Ciebie chyba one, jak rozumiem z Twojej książki, bardziej ciekawią niż zawstydzają.

Nie jestem językowym purystą i też daleko mi do myślenia w kategoriach poprawnościowych. Na pytanie, czy uważam, że powinno się dawać kary pieniężne –...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy