Dołącz do czytelników
Brak wyników

Polski w praktyce

15 grudnia 2017

NR 18 (Maj 2017)

Klub Książki

Jak słusznie zauważył prof. Marian Stala: „O dziecku wrzuconym w świat rzeczy i ludzi napisano tysiące stron”, by zaraz jednak dodać, że „liczne pokrewieństwa i podobieństwa nie osłabiają tomu Nowickiej”, złożonego z czterdziestu czterech mikrohistorii, wskrzeszającego konwencję prozy poetyckiej, polemizującego zaś z mitem dzieciństwa.

Skupienie 

Wchodzę do sali, ma się zacząć Klub Książki poświęcony Bronce Nowickiej. Obiecałam uczniom, że przyniosę fragmenty tekstów i wspólnie je przeczytamy – książka jest nowa, trudno ją zdobyć. Okazuje się to zbędne. Siedzą w ciszy, każdy ma przed sobą nowy, specjalnie zakupiony egzemplarz z tajemniczym tytułem Nakarmić kamień. Jest cicho, jakoś niepokojąco. Choć wszyscy przeczytali czterdzieści cztery krótkie formy – trudno nam rozpocząć. Pytam ich, dlaczego tak jest? W odpowiedzi słyszę: „Bo te teksty zmuszają do skupienia”. A jednak rozmawiamy – o tym, o czym wolelibyśmy razem pomilczeć. 

Dziecko

To ono jest bohaterem historii, którą opowiada personalnie – „ja poszłam”, „ja wzięłam”. Są jednak fragmenty, gdzie opowieść prowadzona jest przez trzecioosobowego narratora – „dziecko martwi się”, „dziecko chce”. Nowicka bez żadnych kompromisów demaskuje mit dzieciństwa – czasu, który w tradycji literackiej wielokrotnie idealizowano. Wykreowana przez nią istota to dziewczynka, która usilnie pragnie zasmakować, poznać 
i zrozumieć istotę świata:

 

„Lubi smak kolana. Latem wyjada go prosto ze skóry, zimą przez rajtuzy, aż wylinieje na język bawełniana sierść. 
W głowie zatkniętej na kolano dziecko układa rzeczy, które zna. Mrówka roztarta w palcach pachnie octem. Motyl ma puder. Kret frak”.

 

Jednak niewinność, która wyłania się z tego opisu, jest pozorna – już od pierwszych stron zostaje zniszczona, bo skonfrontowana z okrucieństwem rzeczywistości. Świat pełen ludzi, zjawisk i rzeczy wymaga nazwania, a wraz z tym procesem przychodzi  dziecięce rozczarowanie.

Spis rzeczy 

Cykl rozpoczyna się Spisem rzeczy – odręcznie sporządzoną listą różnych przedmiotów: „Rajtuzy, Grzebień, Łyżeczka, Kamień…”. W ten sposób wyznaczony zostaje umowny porządek poznania, za którym podąża czytelnik. Każdy przedmiot, któremu poświęcono nie więcej niż jedną stronę, szuka w opowieści potwierdzenia swojego sensu lub bezsensu. Dziecko dopiero nazywa świat – nie ogranicz go  wtórnością znaczeń. W tej rzeczywistości nie wszystko naznaczone jest celowością – niektóre rzeczy nie mają swej istoty – są puste znaczeniowo. Inne, bliskie, zostają docenione i zapamiętane: 

 

„Sweter wyprany z dziadka wisi na sznurze. Jeszcze mokry sweter prasuje się z dziadka. Nie chcę tego swetra, już nie. Nie pytając, czy mogę, biorę sobie grzebień (…). 
Jeszcze jest w nim dziadek. Biorę sobie ciebie, grzebieniu, za pamięć”. 

 

Świat 

Konstrukcja świata w utworze jest w zasadzie dekonstrukcją. Jak zauważyli moi uczniowie – to, co dziecko usiłuje scalić, tak naprawdę stale rozpada się na kawałki. Jakże rozczarowuje i przygniata ta perspektywa, że nigdy nie poznajemy w całości, lecz zawsze wybiórczo:

 

„Dziecko wie, skądś wie: żadna rzecz nie należy do siebie. Ani pasek na odwłoku pszczoły, ani włos konopnego sznurka, ani liść, który spada. Są częścią wszystkiego. Jak zobaczyć wszystko, jeśli wokół widać tylko rzeczy i każda chce być poznana? (…) Takiego ogromu nikt nie przepuści przez młyn rąk i zmysłów”. 

 

Uważne obserwacje dziewczynki, choć pozornie proste, mają już w sobie ciężar przytłaczającej dojrzałości. Refleksje wyrażone „ostrym jak cięcia noża” językiem, bazującym na krótkich i stonowanych zdaniach, zawsze trafiają w bolesne jądro sensu. Nowicka stosuje również zabieg poetyzacji, zgodnie z konwencją prozy poetyckiej (to pojęcie warto przypomnieć uczniom). Nie tworzy jednak banalnych metafor, lecz na poły surrealistyczne, na poły turpistyczne obrazy, podkreślające synestezyjność i dziwność dziecięcego świata. 

Żywi

Dorośli pojawiający się w świecie dziecka, choć żyją – bo ich ciała oddychają, a serca biją, paradoksalnie są martwymi kukiełkami wykonującymi swoje banalne, przyziemne czynności:

 

„Matka nie wie, że istnieje niebo. Od patrzenia w dół robi się jej drugi podbródek. Zaprasowuje tę fałdę głową ciężką jak żelazko. Pod nogami matki kręci się ojciec. Jest krótki. (…) Ojciec otwiera usta, a matka – łyżka po łyżce – wlewa w nie zupę”. 

 

Raz są obojętni dziecku, raz wywołują w nim strach, dokonując na małej istocie niemal psychicznego gwałtu: widzimy dziecko przymuszane, dziecko krępowane, dziecko przyjmujące ciosy. W tej okrutnej tragigrotesce obnażona zostaje powierzcho...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy