Dołącz do czytelników
Brak wyników

Akademia rozwoju nauczyciela

29 listopada 2017

NR 6 (Maj 2015)

Drogi (bezdroża?) Madagaskaru
Scenariusz lekcji w gimnazjum

0 257

Jednym z przyjemniejszych uczuć towarzyszących lekturze jest zachwyt, który sprawia, że ma się ochotę doświadczyć tego samego, co autor książki. Czytając Mój Madagaskar Jarosława Kreta, myśli się o spakowaniu walizki i locie na wyspę duchów. Zazwyczaj jednak nie da się tak po prostu wyruszyć na inny kontynent tylko dlatego, że mamy na to ochotę – pozostaje nam na szczęście literatura, która ma moc przenoszenia we wszystkie zakamarki świata.

Śladami Beniowskiego

Literackie podróże na Madagaskar ułatwia nam Jarosław Kret, który niezwykle często odwołuje się w swoich reportażach do twórczości Arkadego Fiedlera. Jeden z rozdziałów Mojego Madagaskaru – W gorącej wsi Ambinanitelo – Kret poświęca na wędrówkę śladami jednego z prekursorów reportażu geograficznego, opisaną m.in. w książce o prawie identycznym tytule jak tytuł wspomnianego rozdziału: Gorąca wieś Ambinanitelo. Na Madagaskarze Fiedler był dwa razy – po raz pierwszy przebywał tam z przyrodnikiem Bogdanem Kreczmerem w latach 1937–1938. Z wyprawy tej przywiózł rękopis dzieła Jutro na Madagaskar (wyd. 1939), a opisem półtorarocznego pobytu były książki Żarliwa wyspa Beniowskiego (1946) i – stanowiąca jej kontynuację – książka Radosny ptak Drongo (1946). W 1957 r. ukazuje się Wyspa kochających lemurów (która jest jednak opracowaniem Jutro na Madagaskar oraz Żarliwej wyspy Beniowskiego), a w 1969 roku (po wyprawie drugiej) – Madagaskar, okrutny czarodziej.

Do losów wspominanej już Gorącej wsi Ambinanitelo jeszcze powrócę, tu natomiast wypada powiedzieć kilka słów o pobycie pisarza na Madagaskarze. Cel wyprawy może oddać jeden cytat: „Spodziewam się znaleźć tam dwie rzeczy: rzadkie owady i ślady po Beniowskim”6. 
W okolicach, w których przebywał Fiedler, miał swój obóz słynny Maurycy Beniowski, obwołany przez Malgaszów w 1776 r. królem.

Tak jak Fiedler niemal 80 lat temu pytał we wsi o Beniowskiego, tak Kret z książką Fiedlera w dłoni pytał autochtonów zarówno o pisarza, jak i o bohaterów uwiecznionych w opisach i na fotografiach umieszczonych w dziele.

Śladami Fiedlera

Fiedler jest dla reportera ważny, skoro ten decyduje się na samotną i karkołomną wyprawę do wioski leżącej na „końcu świata”, nie zraża się nawet tym, że do Ambinanitelo z pobliskiej Maroantsetry nie prowadzą żadne drogi (choć leksem „droga” pojawia się w poniższym cytacie, jest synonimem podróży): „Nic i nikt jednak nie zawróci mnie z drogi. Któż w moich czasach szkolnych nie czytał rozbudzających wyobraźnię książek Arkadego Fiedlera? Ile razy przenosiłem się w marzeniach do chłodnych lasów Kanady, do parnej, wilgotnej Amazonii czy na egzotyczny Madagaskar? Ile razy w myślach mieszkałem z Fiedlerem w odległej, egzotycznej, jakby wręcz zmyślonej »gorącej wsi Ambinanitelo«? Jakże więc miałbym zrezygnować z jej odwiedzenia, kiedy jestem tuż-tuż?”.

Pierwszą osobą, z którą Kret rozmawiał we wsi, był dyrektor miejscowej szkoły.

„Wyjmuję z torby książkę Fiedlera. Z zastanowieniem, ale bez żadnego zachwytu, ogląda zdjęcia. (...) Pytam o autora, pokazuję zdjęcie, tłumaczę, że to vazaha, który tu kiedyś długo mieszkał.

Nie, nic o takim człowieku nie słyszał – pokazuje mi na migi. O dziwo, absolutnie nie robi na nim wrażenia fakt, że ktoś napisał książkę o jego wsi... (...). Nagle, jakby już na odczepnego, stuka w kartkę książki, po czym wskazuje palcem mizerny pagórek niedaleko szkoły i kiwając głową, znowu stuka palcem w kartkę, na której pod zdjęciem widać podpis »Góra Beniowskiego«”.

Reporter stara się nawiązać kontakt ze starszymi osobami (im powinno być łatwiej rozpoznać Fiedlera i osoby ze zdjęć niż trzydziestokilkuletniemu nauczycielowi). Niemal osiemdziesięcioletni Isaia Alphonse „mówi, że pamięta dwóch białych, którzy mieszkali we wsi dawno temu, gdy był jeszcze bardzo młody. Mówi to jednak jakoś bez przekonania i entuzjazmu, jakby fakt ten był czymś tak tu normalnym, jak codzienny deszcz”. Kret zastanawia się, czy staruszek rzeczywiście poznaje cokolwiek na zdjęciach, czy tylko mówi tak z grzeczności.

„Nagle gwałtowny ruch ze strony staruszka. Ożywia się. Na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. I wali palcem w zdjęcie tak, że o mało nie zrobi dziury w książce.
- Benaczehina, znam ją! – wrzeszczy dziadek.
No nareszcie, jest jakiś ślad. Może spotkam jednak dziś kogoś z Fiedlerowskich bohaterów?
- Tak, znam dobrze. Pamiętam.
- Czy żyje?
- Tak, żyje.
- Gdzie? Może do niej pójdziemy?
- Mieszka w innej wsi, wyniosła się z mężem dawno temu.
- A daleko?
- Będzie tego ze dwa dni rzeką...
Diabli nadali. Przecież nie mam czasu na taką wyprawę. Samolot do Europy mi ucieknie.
- A Amod, pamięta pan Amoda? Hindus. Miał tu sklep? – pytam z nadzieją w głosie, że może przynajmniej Hindusa, co po angielsku trochę potrafi, spotkam...
- Tak, stary Amod... już nie żyje. Syn sprzedał licencję, wyniósł się najpierw do Maroantsetry, później do Diego Suarez. Tam wciąż robi interesy.
Diego Suarez, przecież to jeszcze dalej niż do wsi Benaczehiny”.

Kret wspomina o trzech postaciach znanych z dzieła Fiedlera – przypadkowo spotkanych ludzi wypytywał o nauczyciela Ramaso, a z Isaią Alphonsem rozmawiał o kupcu Amodzie i o Benaczehinie. O Amodzie Fiedler pisze niewiele, choć Hindus był dla niego ważny: był pierwszym napotkanym przez pisarza mieszkańcem Madagaskaru. Ramaso był wyjątkowy – należał do „obozu” osób przychylnych Fiedlerowi. O pięknej i zbuntowanej Benaczehinie wprawdzie pierwszy wspomniał Isaia Alphonse, ale nieco niepokojące wydaje się pominięcie w rozmowie żony Fiedlera – Velomody. Po rozmowie o Benaczehinie powinno paść pytanie nie o Amoda, ale właśnie o nią.

Jak czytamy w Gorącej wsi, Polaka namawiano dwa razy do ślubu z Benaczehiną – raz, by w ten sposób odwrócić uwagę dziewczyny od chłopca z innego rodu; drugi raz zaproponowano mu  związek, gdy sam zwołał zebranie w związku z manifestowaną przez mieszkańców wsi niechęcią w stosunku do niego. Tylko dzięki ślubowi mógł stać się członkiem społeczności. Fiedler jednak z ulgą przyjmuje wiadomość o tym, że Benaczehina przebywa w towarzystwie swojego kochanka i że w związku z tym ożeni się z jej siostrą – Velomody.

Okazuje się jednak, że Gorąca wieś Ambinanitelo to inna ocenzurowana wersja wspomnianej tu już książki Radosny ptak Drongo, publikowanej w prasie i wydanej w całości tylko w Londynie11. W tekstach, które zakwestionowały dawne władze, Fiedler opisał nie tylko życie z Velomody, której brak u Kreta wydał mi się mankamentem, ale i noc poślubną z pierwszą żoną... Benaczehiną. Wyraźne nawiązanie tytułu reportażu Kreta do tytułu zbioru Fiedlera nie pozostawia wątpliwości, że autor korzystał z „okrojonej” wersji dzieła (informują o tym również przypisy, choć te są słabą stroną Mojego Madagaskaru – brak numerów stron i systemu wzajemnych odniesień sprawia wrażenie, że przypisy zostały wklejone pro forma), aczkolwiek wydaje mi się, że Kret, który imponuje znajomością szczegółów pochodzących z różnych książek Fiedlera (na nich przecież się wychował), znał mało popularny wątek Benaczehiny. Może nie jest to zagadnienie, które warto poruszać na lekcjach w szkole – bez niego jednak refleksja na temat reportażu Kreta byłaby niepełna.

Lekcja – Temat: Śladami Kreta – o Moim Madagaskarze w gimnazjum

W moim odczuciu nauczyciel języka polskiego w gimnazjum może z powodzeniem przygotować lekcję na podstawie niejednego rozdziału Mojego Madagaskaru. Jeśli zdecyduje się sięgnąć po rozdział W gorącej wsi Ambinanitelo, powinien porozmawiać z uczniami o tym, jak literatura lat dziecięcych może kształtować człowieka, pobudzać do realizacji marzeń w dorosłości. Zagadnienie, które wydaje mi się najistotniejsze, dotyczy tego, czy opisana przez Kreta podróż okazuje się spełnieniem marzeń, czy prowadzi reportera na bezdroża.

Cele:    Kształtowanie umiejętności wskazywania cech gatunkowych tekstu (reportażu), rozwijanie umiejętności porównywania dwóch dzieł literackich, doskonalenie interpretacji intencji podmiotu mówiącego w tekście

Przebieg lekcji:

Część wstępna

  • Nauczyciel bądź chętny uczeń odczytuje na głos cały reportaż Jarosława Kreta W gorącej wsi Ambinanitelo.
  • Uczniowie wyjaśniają znaczenie pojawiającego się w tekście słowa „bezdroża”. Pomysły zapisujemy na tablicy.    

 

Pijemy malgaską herbatę – dwa zielono-brązowe liście zalane wrzątkiem. Co to właściwie za liście? Oni piją kawę, a tylko ja herbatę. Po miesiącu intensywnego podróżowania po bezdrożach (podkreślenie moje – M.T.) tej zapomnianej przez Boga wyspy 
i po lekturze Fiedlera człowiekowi przychodzą do głowy głupie myśli. Madagaskar to ojczyzna najbardziej tajemniczych i najwymyślniejszych trucizn...

 

W kontekście całego reportażu słowo „bezdroża” może odnosić się do infrastruktury...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy