Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

27 listopada 2018

NR 27 (Listopad 2018)

Starożytny topos w literaturze ponowoczesnej

0 13

Trudno dzisiaj stworzyć powieść zaangażowaną w taki sposób, by uciec od otwartego wykładu wypowiadanego przez narratora wprost, by stworzyć tekst jednocześnie literacko sprawny i wpisujący się w dyskusję o zmianach społecznych i ideologii.

Większość takich powieści jest nieudana – jak choćby Europejka Manueli Gretkowskiej, Ślad po mamie Marty Dzido, czy Biało-czerwony Dawida Bieńkowskiego. Każda z nich ucieka w stronę okolicznościowego wykładu, prostego podziału postaci na reprezentujące poglądy autora oraz sprzeczne z nim, skompromitowane, sytuacje fabularne mają za zadanie potwierdzić to, co w warstwie meta- wypowiada narrator, albo wprost sam autor. Rzadko kiedy pisarze posługują się jakąś konstrukcją maskującą, figurą zapośredniczenia, umożliwiającą krytykę społeczną, a gwarantującą jednocześnie ucieczkę od dziennikarskiego wykładu. Ku własnemu zaskoczeniu, znalazłam trzy takie teksty wśród przekładów opublikowanych w Polsce w ostatnim roku: Historia przemocy, Norma, Świństwo (Truizmy). Każda z tych powieści należy do literatury wysokiej, ambitnej oraz zabiera głos w sprawach polityki i życia społecznego, przy czym daleka jest od poetyki manifestu, politycznej jednoznaczności czy satyrycznego szyderstwa. Równowagę udaje się zachować dzięki wykorzystaniu chwytu metamorfozy, bo to ona wprowadza niepewność oceny, rodzaj maski zakrywającej oczywistości fabularne, dystans od teraźniejszości politycznej. 
Opowiadanie o przemianie i inności staje się dla pisarzy świetnym wytrychem, by opowiedzieć o naszej rzeczywistości w sposób pośredni, by stworzyć powieść, w której opis i krytyka relacji społecznych stanowią temat istotny. Jak inaczej dzisiaj napisać powieść diagnozującą stan naszego świata, by jednocześnie nie brzmiało to naiwnie, nie było zbyt wprost? Właśnie chwyt metamorfozy pozwala na stworzenie dodatkowego nawiasu, odsunięcie owego opisu, a wraz z nim komplikację kolejnych diagnoz i obserwacji. 

Gorzej niż zwierzę – los robotnicy seksualnej

Świństwo (Truizmy) Marie Darrieuessecq to ważna powieść feministyczna, jeden z manifestów ruchu. Autorka posługuje się w niej metaforą kobiety-świni, by pokazać, jak męskie zachowania sprowadzają kobietę do roli zwierzęcia. Cała ta historia opowiadana jest z punktu widzenia głównej bohaterki, pracującej jako prostytutka pod przykrywką salonu urody i masażu. Praca jest marna, źle płatna, zdobyta tylko dzięki temu, że dziewczyna dała się wykorzystać szefowi w czasie „rozmowy kwalifikacyjnej” i później. Bohaterka nigdzie nie spotyka się z szacunkiem, równym, poważnym traktowaniem – ciągle jest używana, seksualizowana, na jej ciele mężczyźni przepracowują swoje emocje i kompleksy. Stopniowo zamienia się więc w świnię, jej ciało puchnie, wypełnia się, tak jakby męskie, seksualne zachowania odbierały jej stopniowo człowieczeństwo. Jednocześnie im więcej ma cech zwierzęcych, tym większe pożądanie wzbudza i zaklęte koło uprzedmiotowienia się zamyka: uciekając spod sadystycznej władzy jednych, dostaje się w ręce innych – choć tak naprawdę nie o ręce tu chodzi. Im bardziej zaś jest wykorzystywana, tym bardziej traci zdolność mówienia, rozumienia świata, coraz mocniej percypuje świat jako zwierzę, do tego stopnia, że w końcu z głodu pożywia się na ciałach zabitych. W tle tej opowieści o przemianie pojawia się historia o zwalczających się frakcjach politycznych, wojnie domowej, w której cały ustrój francuski zostaje zburzony, a na jego gruzach powstają różne wersje totalitaryzmu, które wymiatają majątki, zabijają najzamożniejszych, urządzają orgie, w czasie których giną sprowadzane na nie kobiety. Powieść Darrieuessecq opiera się zatem na przepracowaniu gatunku antyutopii, która tutaj nie jest tylko traktatem politycznym, ale też opowiada o nierównościach płciowych, o męskiej nieograniczonej władzy doprowadzającej do kompletnego szaleństwa i absolutnej destrukcji. 
Dwuznaczność tytułu wynika z użycia francuskiego „truismes”, które może oznacza zarówno coś banalnego, jak i coś pochodzącego od maciory – po francusku „truie”. Autorka świetnie wygrywa właśnie tę dwuznaczność, bo jej bohaterka, z perspektywy której ciągle obserwujemy świat (i nie mamy innego oglądu świata niż jej), posługuje się jedynie truizmami, bzdurnymi, płaskimi spostrzeżeniami. Nie ma wiedzy, umiejętności, zmysłu krytycznego, by opisać we właściwy sposób to, co się dzieje wokół niej, ani to, co spotyka ją samą: „Największym powodzeniem cieszyły się moje masaże; sądzę nawet, że dyrektor podejrzewał, że z własnej inicjatywy zaczęłam wykonywać masaże specjalne; zwykle zostawia się nowej pracownicy trochę czasu, by się oswoiła. Dzięki dochodom, jakie przynosiłam przedsiębiorstwu, nie ryzykowałam, że zostanę zwolniona po kilku tygodniach, dyrektor sieci do niczego mnie nie zmuszał, wszystko odbywało się w największej dyskrecji” – mówi bohaterka. Jej wydaje się, że opowiada o sprycie i zapobiegliwości, oddaniu pracodawcy. My czytamy tut...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy