Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

12 września 2018

NR 26 (Wrzesień 2018)

Niezdrowy układ czy życie literackie?

0 45

O krytykach literackich często mówi się, że to sfrustrowani, niespełnieni pisarze. O pisarzach – że to osobowości narcystyczne, hiperwrażliwe i niezdolne do przyjęcia krytyki. Przez dłuższy czas jedni byli jednak skazani na drugich, co więcej – te same osoby funkcjonowały i jako krytycy, i jako pisarze. 

Czasem to pisarze – w roli krytyków – dawali dowód najlepszej, najbardziej pogłębionej lektury: w latach 30. Bruno Schulz był autorem najbardziej przenikliwej recenzji Ferdydurke. Krytyk był w stanie swoją interpretacją ustalić kontekst utworu, nadać mu określoną wymowę, obowiązującą przez lata. Tak było w przypadku Kazimierza Wyki czytającego Pana Tadeusza. Teksty krytyczne budziły mocne reakcje i wywoływały polemiki – czego dowody odnajdujemy w dziewiętnastowiecznych wystąpieniach Maurycego Mochnackiego, ale też stosunkowo niedawno, gdy w 1987 roku Jan Błoński opublikował tekst Biedni Polacy patrzą na getto na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Tym artykułem rozpoczął debatę o postawach Polaków wobec Żydów w czasie wojny, a zatem wykraczał daleko poza życie literackie. Dyskusję o poezji i jej zadaniach wywołał Andrzej Franaszek, gdy w „Gazecie Wyborczej” domagał się sztuki dającej wzruszenie i otwartej na czytelnika, a jednocześnie jako wzory do naśladowania podawał wyłącznie nazwiska poetów mężczyzn. Dyskusja ta szybko rozdzieliła się na dwa wątki: pisano o zadaniach poezji, jej cechach pożądanych współcześnie, próbowano formułować wnioski normatywne, ale z drugiej strony toczyła się rozmowa o parytetach w literaturze i życiu literackim, o konieczności dowartościowania kobiet, które z reguły pomijane są w manifestach, gdyż ich nazwiska i twórczość zawsze wydają się słabsze, mniej znaczące. Prawdziwa awantura i znów ożywiona debata – najdalej wykraczająca poza życie literackie – rozpoczęła się niedawno od wystąpienia Mai Staśko przeciwko Marcinowi Świetlickiemu i jego męskim, szowinistycznym komentarzom. Staśko – krytyczka z Poznania, aktywistka społeczna zaangażowana w ruch feministyczny, skrytykowała to, o czym w gruncie rzeczy wszyscy wiedzieli: antykobiece, maczystowskie wypowiedzi Świetlickiego do tej pory jednak uznawano za element jego persony publicznej, część image’u twórcy. Staśko powiedziała jednak wyraźnie, że nawet na  takie stylistyczne zabawy nie ma przyzwolenia. Że to, co bawić może w środowisku literackim, jest niepoprawne politycznie, przemocowe, daje złe wzorce. Podkreśliła, że dobre samopoczucie poety, jego przekonanie, że żyje w przestrzeni wolności, wynika z tego, że jest białym, heteroseksualnym mężczyzną, a zatem stoi po stronie normy, a nie środowisk prześladowanych. Najważniejsze jest chyba jednak to, jak ustawiła Świetlickiego jako symbol pewnej postawy w polskim życiu kulturalnym – postawy wyznawcy Dobrej Sztuki, wierzącego, że dobra sztuka jest apolityczna, obojętna na konflikty społeczne. W internecie zawrzało, zwłaszcza że tezy Staśko szybko pojawiły się na nowo – tym razem w ramach ruchu #metoo i już nie wiązały się wyłącznie z wąską dyskusją o wolności słowa znanego, krakowskiego poety. 
W dzisiejszym polu życia literackiego zmienia się jednak układ zależności, zasięg kompetencji, kierunek ataku i obrony. Dzisiaj pojedynczy krytyk nie jest w stanie wypromować powieści, pokazać jej wartości publiczności, ale jest w stanie wywołać dyskusję o światopoglądzie. Jego głos liczy się tylko wtedy, jeśli zostanie poparty wieloma innymi pozytywnymi recenzjami, przy czym i tak w Polsce książkę nazywa się głośną, jeśli otrzyma od kilkunastu do 30 recenzji. 
Fluktuację liczby publikacji badał Dariusz Nowacki, który policzył, że na początku lat 90. najbardziej uznani autorzy –  Olga Tokarczuk czy Jerzy Pilch – mieli po kilkanaście omówień. Dzisiaj liczba ta zwiększyła się ze względu na liczbę portali internetowych, które oferują patronaty wydawnictwom i festiwalom. W ich ramach należy przygotować wywiad z autorem lub recenzję tekstu. Dla wielu książek patronat (finansowany przez wydawcę) stanowi jedyną szansę na zaistnienie w mediach. Oznacza to jednak, że potencjalny czytelnik zostanie zwabiony opłaconym tekstem krytycznym, którego autor nie mógł zachować niezależnej postawy, bo spełniał po prostu wymogi umowy i realizował zlecenie na pozytywne omówienie. Zatem choć faktycznie zwiększyła się w internecie liczba miejsc, w których można pisać o książkach, wcale nie wzrosła waga krytyki, nie podniósł się też jej poziom.  
Dzisiejsze batalie między autorami i krytykami wcale nie przebiegają tak jak dawniej. Cudownie byłoby wrócić do czasu, gdy Witold Gombrowicz, przez 5 lat pracujący jako krytyk, w swej drugiej powieści, czyli Ferdydurke antycypował krytyczne odczytania, wciągał krytyków w rodzaj gry, a potem – przygotowując kolejne wydanie tego tekstu, zmieniał go pod wpływem opinii krytyków z dwudziestolecia. Współcześnie jeśli autor w powieści tematyzuje relacje z krytykami, robi to z reguły w ramach prześmiewczej, złośliwej satyry, szytej grubymi nićmi kpiny z całej branży. Tak dzieje się na przykład w debiutanckiej powieści Krystiana Nowaka Wszyscy ludzie, których znam, są chorzy psychicznie, gdz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy