Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

7 listopada 2019

NR 33 (Listopad 2019)

Literatura w czasach antropocenu

0 5

Ocieplenie klimatu i stan klęski ekologicznej, o których mówi się coraz częściej, znajdują swoje odbicie w literaturze. Wprowadzenie tego nowego tematu odbywa się na dwa sposoby – po pierwsze zanieczyszczenie środowiska staje się nowym, nośnym, poruszanym w różnych rodzajach tematem; po drugie zaś – prężnie rozwija się ekokrytyka, czyli taki sposób czytania, który wątki ekologiczne wydobywa ze starych, osadzonych w tradycji utworów. Lipa Kochanowskiego już nigdy nie będzie taka sama. 

Ekokrytyka to praktyka interpretacyjna wysuwająca na pierwszy plan kwestię relacji pomiędzy istotami ludzkimi a ich środowiskiem naturalnym oraz sposoby przedstawiania tej relacji w tekstach (literackich i innych)” – pisze Julia Fiedorczuk, autorka pierwszej polskiej książki o tym nurcie.

Nowa perspektywa krytyczna sprawia, że zmienia się znaczenie dotychczas utrwalonych symboli, rodzą się nowe znaczenia, np. śmietnik staje się przedłużeniem barokowej fascynacji rozkładem, a las – miejscem wtajemniczenia w istotę świata. Ekokrytyka to ciekawa propozycja, metoda użyteczna w szkolnej lekturze, pozwala bowiem popatrzeć na stare teksty w nowy sposób, nawiązać do nowoczesnego kontekstu, pokazać także, w jaki sposób literatura odnosi się bezpośrednio do życia. 


Antropocen


Termin „antropocen” pojawił się na początku lat 2000. na określenie skali zmian, jakich człowiek dopuścił się w przyrodzie. Zniszczenia, powstałe właściwie w ciągu ostatnich 200 lat, zmieniły oblicze Ziemi w takim stopniu jak kataklizmy, które przeorywały świat w poprzednich okresach geologicznych. Pojęcie „antropocen” nie brzmi zatem dumnie, ale wskazuje na odpowiedzialność człowieka za destrukcję natury, zniszczenia, z których świat prędko się nie podniesie. Nie ma on zatem nic wspólnego z radosnym humanizmem, wiąże się za to z działaniami mającymi na celu uświadomienie ludziom rozmiarów ekologicznej katastrofy, podkreślenie ich odpowiedzialności za stan Ziemi. Humanizm ukazał swoją drugą, mroczną twarz – warto też opowiedzieć uczniom o tym, jak racjonalna idea kartezjańska podgryzła swój fundament, jak renesansowy światopogląd dzisiaj wydaje się skompromitowany.  


Zniesienie opozycji


„Ekocentryzm (inaczej biocentryzm) to przekonanie, że człowiek jest po prostu jedną z wielu istot żywych zamieszkujących Ziemię, nieuprzywilejowanym elementem biosfery” – pisze Julia Fiedroczuk w swoim eseju o ekologicznej perspektywie krytycznej. Ekokrytyka dzisiaj wydaje się nadzwyczaj ważna głównie dlatego, że domaga się zniesienia podziału na kulturę i naturę, na wyraźne odgraniczenie człowieka od świata. Podział ten się wypalił, nie przynosi żadnych korzyści, a jedynie straty, bo sankcjonuje przekonanie, że jesteśmy ukoronowaniem stworzenia, że możemy ze swoim otoczeniem robić, co chcemy. Już to zrobiliśmy, a w procesie industrializacji zniszczyliśmy środowisko naturalne, pozostawiając naszym własnym dzieciom w spadku duże szanse na wojny o wodę i pożywienie, skazując je na noszenie zimą masek przeciwsmogowych i oglądanie dzikiej natury wyłącznie na zdjęciach. Opozycja natury i kultury oznacza także, że dopuszczamy ciągle jeszcze myślenie o cudnym i harmonijnym świecie uporządkowanej i bliskiej człowiekowi natury, a jest to ożywianie ciągle na nowo opracowanego wyłącznie przez człowieka mitu Arkadii. Mit ten dzisiaj nie tylko nie ma zastosowania, ale – czytany w nowych okolicznościach ekologicznych – uświadamiać nam może wyłącznie skalę zniszczeń, do jakich doprowadziliśmy, oraz mrzonek, jakie konstruujemy. Dzisiaj taką przestrzenią arkadyjską, gdzie natura rozwija się prężnie, są miejsca – o ironio! – do tego stopnia przez człowieka zniszczone, że musiał się z nich wyprowadzić. Takie erupcje natury, jej enklawy, pojawiają się w przestrzeniach wyniszczonych, skażonych – jak Czarnobyl na Ukrainie czy Rocky Flats w Kolorado, albo stanowiących istotną granicę polityczną, a przez to opuszczonych – jak las między Koreą Północą i Południową. W tych trzech miejscach doszło do wycofania się człowieka. Bezludność sprawiła zaś, że nastąpił rozwój roślinności i pojawiły się dawno niewidziane tam gatunki zwierząt. Fiedorczuk pyta: „Być może zatem raj jest w końcu możliwy – ale bez ludzi?”. Sądzę, że odradzający się ekosystem wokół Czarnobyla jest lepszym symbolem naszego panowania nad światem niż owidiuszowa Arkadia, zakłada ona bowiem niewinność człowieka, jego przyjazne nastawienie do świata. Eklawa natury wokół Czarnobyla nie niesie żadnych takich złudzeń.


Drzewo na gruzach


Nowa symbolika wyprowadzona ze świata natury staje się kluczem do oglądania rzeczywistości u poetki i botaniczki Urszuli Zajączkowskiej. W książce Patyki, badyle, zbiorze esejów na temat przyrody blisko człowieka, Zajączkowska pokazuje nam to, na co z reguły nie zwracamy uwagi – drzewa jako bohaterów drugiego planu czy wszędobylską pokrzywę. To, co w ramach kultury kojarzy się z pobojowiskiem i brudem – martwe liście, zgniłe owoce, zwłoki owadów i zwierząt – autorka opisuje w swojej książce jako konieczną pracę natury, dzięki której odradza się ściółka leśna, tworzą się poszycie, gleba, świat się odradza: „Spacerujemy po borze sosnowym, schylamy się, zbliżamy dłoń do tego życia, wybieramy słodkie jagody, nie myśląc o tym, że pod naszą stopą żyje tysiąc pięćset bezkręgowców, które bez wytchnienia wiją się i drepczą, i trawią, i wydalają. Zbierz garść tego leśnego kłębowiska życia i przyłóż do nosa. Nie trzeba się bać. Wszystko to będzie dla ciebie łagodne. Metamorfozy runa lasu, rozpruwanie zwłok na atomy, promieniowanie ciepła nie powinny nikogo, kto ma ciało, straszyć”. Zajączkowska operuje tutaj mikrospojrzeniem, skupia się na tym, co niewidoczne, ale odpowiada za budowanie życia, napędzanie świata. Jej perspektywa odległa jest od tego, co wiąże się tradycyjnie z kulturą, ale stanowi odtrutkę na zdewaloryzowane symbole. Takie spojrzenie pozwala inaczej czytać otaczającą przestrzeń, bo nigdy nie ma w nim pustki, są za to inne (często bogatsze) formy życia, człowiek nigdy nie jest sam, nie stoi ponad naturą. W ramach takiej pespektywy stanowi on element łańcucha pokarmowego, fragment świata, jest po prostu tym, kto ma ciało. Człowiek wydaje się tutaj za to niespecjalnie mądry, bo nie widzi, nie docenia, albo też nie rozumie tego, co mówi mu natura. Nie dostrzega jej siły, trwałości i podatności na zmiany. Nie widzi, jak bardzo natura go otacza, towarzyszy na każdym kroku, ujawnia się nawet w najmniej spodziewanych okolicznościach. Takie właśnie spotkania człowieka i natury Zajączkowska pokazuje w eseju Gruzowiska i młode liście, opowiadającym o naturze zasiedlającej wojenne ruiny. Punktem wyjścia do jej rozważań są tutaj fotografie tuż powojennej Warszawy – na plan pierwszy wydobywa ona jednak nie bliżej nieokreślone zwały cegły, ale rośliny, które je porastają. Zmiana optyki wiąże się z ujawnieniem nowej symboliki: do tej pory czytaliśmy te fotografie jako zapis klęski, miejsce żałoby, znak śmierci i zniszczenia. Teraz ta symbolika nie zostaje anulowana, ale wzbogacona, nabiera dodatkowej głębi, bo – jak pisze Zajączkowska – nawłoć i konyza oraz bylice pojawiają się w miejscach, w których człowiek nie chodził przynajmniej przez rok – to jasny znak w przestrzeni zburzonego, zniszczonego getta, dodatkowy sygnał podkreślający kompletną anihilację życia ludzkiego na tym terenie. Jednocześnie zaś przesunięcie uwagi na rośliny umożliwia uruchomienie drugiego ciągu symboli, ponieważ określone gatunki roślin osadzają się w ruinach po to, by po nich mogły przyjść następne. Tworzą próchnicę, zaczynają proces życia. Najpierw przychodzą wątłe rośliny, potem te silniejsze, wieloletnie. Natura rozwijająca się na gruzowisku zapowiada proces odrodzenia, rozpoczyna przywracanie życia, daje nadzieję na dalszy ciąg, nowe zasiedlenie. No i wreszcie Zajączkowska pisze o trzecim symbolicznym znaczeniu roślin na gruzach – otóż są one wszędzie takie same, nie ma znaczenia ich lokalizacja, jak to się dzieje często z samymi ruinami, gdy próbujemy na podstawie fotografii ustalić ich dokładne położenie, domyślić się, co tu się zwaliło i co zostało zniszczone. Tymczasem ruiny i młode liście to obraz uniwersalny, zawsze znaczący. 

Jeśliby szukać nowej symboliki naturalnej w poezji, to koniecznie trzeba sięgnąć po wiersze Małgorzaty Lebdy, krakowskiej poetki i biegaczki ultramaratonów, czyli odcinków dłuższych niż 40 km. Świat przedstawiony tej poezji składa się z lasu, rzeki i pól, pszczół, domowych zwierz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy