Groteska nasza codzienna

Książka na zakręcie

Wszyscy autorzy piszący o grotesce zgodni są, że kategoria ta służy przede wszystkim do wyrażenia buntu, podważenia porządku. Jednocześnie jednak odnoszę wrażenie, że z powodu tego właśnie celu została ona w literaturze kompletnie zużyta, a jej potencjał subwersywny się wypalił. Groteska stała się jedną z przyjętych konwencji opowiadania, niesiony przez nią ładunek prowokacji rzadko jest już właściwie dostrzegany – albo inaczej: dostrzega się go, ale i od razu akceptuje.

Żyjemy w końcu w świecie, w którym powiodła się ta rewolucja, jaką opisywał Mrożek w Tangu – i choć wszystko wolno, to jednocześnie nic nie zaskakuje. Groteskowy świat podziemnej, nielegalnej Warszawy w powieściach Szczepana Twardocha nie budzi zdumienia. Groteskowe sceny przemocy w powieściach Joanny Bator kupujemy jako rodzaj kryminalnego tła. Groteskowe relacje między pacjentami w Psach ras drobnych Olgi Hund uznajemy za literacko przetworzoną opowieść o szpitalu psychiatrycznym. Groteskowe sceny walk między bojówkami bundowskimi i komunistycznymi w Stramerze Mikołaja Łozińskiego wydają nam się humorystyczną narracją o porachunkach między żydowską młodzieżą. Mogłabym te przykłady mnożyć w nieskończoność. „Bunt nie przemija. Bunt się ustatecznia”, pisał Grochowiak i wydaje się, że właśnie tak jest z potencjalnie wywrotowym ładunkiem groteski. Przycisk włączany wiele razy przestaje działać: a przycisk groteski uruchamia się bardzo często od czasu Schulza i Witkacego, za każdym razem bardzo intensywnie w okresach przesilenia, gdy groteska służy do wyrażenia niepokoju, jakiegoś poczucia dezintegracji świata. W polskiej prozie przeżywała swój renesans jeszcze w latach 90., dzisiaj zaś wydaje mi się mało twórcza. A przynajmniej ta groteska, która jest ewidentna, czytelna na pierwszy rzut oka. Bo prawdziwa groteska zeszła, jak sądzę, do podziemia. Chowa się w powieściach realistycznych i opisach scen codziennego życia.  

POLECAMY

Groteska domowego reżimu

W powieści Tłuczki Katarzyny Wiśniewskiej mamy do czynienia z deformacją relacji rodzinnej: z takim opisem przemocy, który pozostaje całkowicie realistyczny, a działa dużo silniej niż wspomniani wyżej Bator czy Twardoch. Rodziną rządzi Wincenty – zastraszając najpierw żonę, potem córki, wreszcie wnuczkę. Wszystkie kobiety muszą mu usługiwać, poddawać się jego humorom, nielogicznym zasa...

Pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!

Przypisy