Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

14 grudnia 2017

NR 17 (Marzec 2017)

Felieton. Adaptacje i pomosty w literaturze

0 340

Często mówi się, że między literaturą wysoką a masową nie ma komunikacji, publiczność czytająca, ale niezaangażowana w obieg krytycznoliteracki zarzuca literaturze wysokiej i jej twórcom parnasizm, snobizm, niezrozumiałość. Za wzór do naśladowania stawia jej kryminał i (ostatnio) reportaż – czyli gatunki, które mówią o życiu, nie analizują do nieprzytomności wydumanych problemów, angażują się we współczesną rzeczywistość, ale też dostarczają rozrywki. Nade wszystko zaś zaletą gatunków popularnych jest mówienie wprost, bez skomplikowanych i trudnych do wyśledzenia środków retorycznych.

Tymczasem po drugiej linii frontu także umacnia się zasieki: literatura wysoka i obieg akademicki pogardzają literaturą rozrywkową, uznając ją często za płytką, schlebiającą niewyrobionym gustom, wyrachowaną, bo nastawioną na zarobek, wtórną i bezmyślną. Szydzą z książkopodobnych produktów Janusza L. Wiśniewskiego, z wyznań celebrytów i biografii dwudziestoletnich piłkarzy. 

Epitety i zarzuty można by mnożyć, czytelnicy okopują się na swoich pozycjach, ostrzeliwują za pomocą internetowych komentarzy. Jednocześnie odbywa się powszechne poszukiwanie tzw. zwykłego czytelnika. Wszyscy chcą do niego trafić, jego skaptować – a jednocześnie nikt przecież nie wie, czy on istnieje, jakie ma upodobania, gdzie spędza czas i jak dobiera sobie lektury. Wydaje się, że właśnie ów „zwykły czytelnik” to jeden z najważniejszych fantazmatów naszej kultury współczesnej, cel marketingowych podchodów, obiekt badań, ale i powód, dla którego odrzuca się propozycje trudniejsze, awangardowe, skandalizujące – tłumacząc, że nie przemawiają one do „zwykłego czytelnika”. 

Pomiędzy tymi dwoma polami, gdy popatrzymy na rynek wydawniczy z dystansu, rozciąga się pas ziemi niczyjej. Gdy zniżymy jednak lot naszego Bristol Scouta, zobaczymy, że ta przestrzeń wcale nie jest pusta, że drążą w niej swoje tunele autorzy próbujący zachować częściowo przynajmniej swą wyjściową pozycję i wystąpić z niej ku czytelnikowi masowemu, nieprzepadającemu za literaturą zbyt skomplikowaną formalnie. Dostęp do czytelnika masowego zapewnia prasa i internet, twórcy literatury wysokiej muszą zatem sięgnąć po gatunki medialne – najczęściej felieton. To właśnie jest gatunek, który pozwala na budowę pomostu między literaturą trudną a masową.

Marek Bieńczyk, oprócz dwóch postmodernistycznych, cieszących się sympatią krytyków powieści Terminal i Tworki, opublikował dwa tomy felietonów i artykułów Książka twarzy oraz Jabłko Olgi, stopy Dawida. Niekoronowanym mistrzem felietonu jest powieściopisarz Jerzy Pilch, zbierający je w kolejnych książkach. Mariusz Szczygieł do swoich reportaży może dodać także felietony – podsłuchańce publikowane w „Gazecie Wyborczej”, a potem w książce Projekt: prawda. 

 

Lubimy czytać felietony, mamy poczucie, że pisarz zwraca się do nas bezpośrednio, że odrzuca płaszcz Konrada, który nałożyła nań powieść, staje się mniej koturnowy. Cieszy nas, gdy znajdziemy w felietonie naszego ulubionego autora celną obserwację społeczną, wyraźne odniesienie do rzeczywistości.

 

Felieton to gatunek zupełnie inny niż powieść, nie podlega tym samym podziałom i klasyfikacjom. Lubimy czytać felietony, mamy poczucie, że pisarz zwraca się do nas bezpośrednio, że odrzuca płaszcz Konrada, który nałożyła nań powieść, staje się mniej koturnowy. Cieszy nas, gdy znajdziemy w felietonie naszego ulubionego autora celną obserwację społeczną, wyraźne odniesienie do rzeczywistości. Felieton musi być tymczasowy, okolicznościowy, zakorzeniony mocno w świecie, często zaangażowany. Każdy udany tekst zaliczany do literatury wysokiej powinien wszystkich tych tendencji unikać, trzymać się z daleka od komentowania bieżących wydarzeń. 

 

Jeszcze dziesięć lat temu nie ośmieliłabym się zaliczyć reportażu do literatury wysokiej. Dzisiaj jego status jest już jednak zupełnie inny, bo na rynku książki pojawiło się wiele książek reporterskich, które stawiają sobie cele ambitne, realizują skomplikowaną formę, a jednocześnie opowiadają o istotnych zjawiskach.

 

Pamiętajmy jednak, że to, co lubimy w felietonie, jest w gruncie rzeczy dla autora ciasnym gorsetem. Cała dynamika tego gatunku polega bowiem na niedostarczaniu satysfakcji – chodzi w nim nie o to, by złapać króliczka, ale by gonić go. Piotr Stasiński w książce Poetyka i pragmatyka felietonu podkreśla, że felieton musi podtrzymywać zaciekawienie czytelnika, ale jednocześnie nigdy nie może go zaspokoić. Nie ma w nim miejsca na doprowadzenie problemu do końca, bo felieton pracuje na pretekstowym poruszaniu różnych spraw. Jeszcze jeden element z rozbudowanej definicji Stasińskiego jest tu dla nas ważny: felieton to gatunek pasożytniczy, salonowy w tym sensie, że ma budzić zainteresowanie, ale nie wzywać do działania; chciałby bulwersować, a może jedynie osiągnąć zrozumienie ze strony publiczności. Jego naturalnym tonem jest parodia, dowcip, czasem ironia i szyderstwo, czasem łagodny humor. Wszystkie te cechy odróżniające powieść od felietonu, cały ten ciasny gorset staje się dla pisarzy wyzwaniem, a ich praca ma na celu przełamanie ograniczeń gatunkowych. Felieton wydaje się bliższy czytelnikom, służy za pomost, po którym autor przechodzi do swego odbiorcy, mówi do niego bez pośredników i osłonek. 
A przynajmniej tak nam się wydaje…

Bieńczyk, czyli profil

Marek Bieńczyk to pisarz, który z powodzeniem i od lat funkcjonuje w dwóch rejestrach: wysokim i popularnym. Jego dwie powieści oraz dwa tomy esejów Melancholia i Przezroczystość należą z całą pewnością do książek trudnych, erudycyjnych, zanurzonych mocno w filozofii i teorii literatury. Powieści analizuje się na uniwersytecie jako przykłady polskich tekstów postmodernistycznych. Jednocześnie dwa tomy felietonów i dwa tomy artykułów o winie Kroniki wina oraz Nowe kroniki wina czynią z niego autora czytanego popularnie, z powodzeniem poruszającego się po niższych rejestrach. Bieńczyk nie popada jednak w żaden rodzaj literackiej schizofrenii, bo motywy znane z powieści pojawiają się w esejach, melancholicy z esejów tworzą kontekst, a czasem pretekst do rozważań o winie, felietony nawiązują i do wina, i do literatury. W przedziwny sposób Bieńczykowi udaje się zachować spójność w opowiadanych historiach. Wszystkie jego tematy spina bowiem, także często analizowany przez badaczy i krytyków, temat opowiadania, budowania narracji, języka. Bieńczyk w Tworkach przedstawia nam dwupoziomową historię – o wydarzeniach w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach w czasie drugiej wojny światowej, których zwieńczeniem jest zniknięcie i śmierć Żydówki Soni. Równocześnie buduje w powieści drugi wątek – autora tworzącego współcześnie swoją historię, sterującego opisem, tym, co do narracji wpuścić, a co z niej usunąć, co czytelnikowi powiedzieć, co zasugerować, a co pozostawić w tajemnicy. 

W jednym ze swych esejów składających się na tom Przezroczystość Bieńczyk deklaruje, że przezroczystość stanowiła od lat jego obsesję, powracające w życiu zjawisko i motyw literatury. I tak przezroczystość ujawnia się też w Książce twarzy, gdzie autor stara się zbliżyć do innych „twarzy” – tekstów i osób, gdzie tworzy ich profile (tu żartobliwe nawiązanie do Facebooka). Bieńczyk wciąż wykonuje wolty, przemieszcza się między tym, co wysokie i popularne. Pisze o Winnetou, Agassim, sportach, perfumach. A w innych tekstach komentuje melancholijne zachowania Zygmunta Krasińskiego, analizuje nowy przekład Niebezpiecznych związków i Pamiętniki Chateaubrianda. Okazuje się nagle, że ani nie temat, ani nie język autora decydują o tym, do jakiego rejestru należy go przypisać, bo Bieńczyk właśnie z przełamywania obu rejestrów tworzy energię dla swoich kolejnych tekstów. 

Pilch, czyli mit osobisty

Różnica między wysoką prozą a pozornie niskim felietonem nie opiera się tylko na różnych obiegach, ale i na inaczej funkcjonalizowanej czasowości. Powieść powinna dążyć do uniwersalizacji, felieton musi być „komentarzem chwili”. Jak pokazuje jednak felietonowa praktyka Jerzego Pilcha, z powodzeniem można zarzucić tę opozycję, a z osobistego mitu zbudować świetne teksty. 

Pilch, publikujący w kilku najważniejszych czasopismach w Polsce swe cotygodniowe zapiski, nigdy nie uważał się za felietonistę zawodowego, w jednym z wywiadów mówił, że jest prozaikiem pisującym felietony. Mamy więc tu nawias podwójny, podwójne mrugnięcie okiem. Felieton wymaga zdystansowana się od parodystycznie przedstawianej rzeczywistości, Pilch natomiast dystansuje się i od tej formy. Jak pisz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy