Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

9 listopada 2020

NR 38 (Listopad 2020)

„Bo co?”, czyli konsekwencje skandalu noblowskiego

17

W 2017 roku w Szwecji wybuchł skandal seksualny, który jednocześnie zachwiał podstawami życia kulturalnego, sparaliżował kompletnie Akademię Szwedzką i poderwał autorytet najważniejszej nagrody literackiej na świecie. Jak to się stało?

To nie jest ukryte pytanie o to, dlaczego polska pisarka i aktywistka Olga Tokarczuk dostała Nagrodę Nobla w 2019. To raczej pytanie o to, czy istnieją dzisiaj w ogóle jakiekolwiek instytucje, których autorytetu się nie kwestionuje, które powinny cieszyć się bezwarunkowym zaufaniem i których wyrokom wierzymy ślepo. Co innego kwestionować ten czy inny werdykt, co innego zaś rozważać podstawy działalności Akademii. A właśnie o to mi chodzi. 

POLECAMY

Molestowanie à la intellectuel

Na fali skandalu, jaki wybuchł w związku z ujawnieniem występków seksualnych hollywoodzkiego producenta Harveya Weinsteina, i wraz z rozwojem ruchu #metoo, dziennikarze na całym świecie poszukiwali afer seksualnych w swoich krajach. To ciekawe zjawisko – sprawy związane z molestowaniem seksualnym, które najpierw uznawano za lepkie i grząskie, które omawiano wyłącznie w plotkarskich rubrykach medialnych, nagle z ostatniej strony przedostały się na pierwszą. W Szwecji młoda dziennikarka kulturalna, pracownica pisma „Dagens Nyheter” odkryła, że Jean-Claude Arnault, reżyser, fotograf i dyrektor artystyczny klubu „Forum”, a prywatnie mąż poetki i członkini Akademii, Katariny Frostenson, molestował seksualnie i zgwałcił przynajmniej kilkanaście kobiet w ciągu 20 lat pracy w Sztokholmie. Przez lata Arnault wykorzystywał swoją pozycję, szantażując młode i ambitne pisarki, poetki, dziennikarki, badaczki uniwersyteckie, że je zniszczy, jeśli tylko spróbują przyznać publicznie, że wyrządził im jakąś krzywdę. Znam wszystkich, przyjaźnię się ze wszystkimi – zdawał się mówić. I faktycznie, poetki, które godziły się na romans z nim (pełen przemocy i upokorzeń), miały łatwiejszy dostęp do wydawców, krytyków i dziennikarzy, a magiczne drzwi do kariery zamykały się natychmiast, gdy tylko odrzucały jego awanse. Część kobiet starał się osaczać w miejscach należących do Akademii – na przykład w paryskim mieszkaniu, w którym według regulaminu nie miał prawa przebywać sam (a tylko w towarzystwie któregoś z członków Akademii) i za utrzymanie którego pobierał wynagrodzenie. Sam klub „Forum” – mekka pisarzy i muzyków – był w dużej części finansowany ze środków Akademii, a jej członkowie często także spędzali w nim czas. Niektóre kobiety przyznawały Gustavsson, że dyrektor dotykał ich w obcesowy sposób na oczach żony, a ta nigdy nie zwracała na to uwagi, za to przekazywała mu informacje (choć była zobowiązana do zachowania poufności) dotyczące kilku nazwisk laureatów Nagrody przed ich publicznym odczytaniem. Arnault w cyniczny sposób wykorzystywał swoje koligacje – to jasne. Ale problem leży w systemie mianowania i funkcjonowania członków Akademii, regulamin zaś od lat pozostawał niezmienny, czyniąc ich poniekąd półbogami w tym zlaicyzowanym społeczeństwie. Członków Akademii nie da się odwołać, nie można odebrać im stanowiska – jeśli sami zdecydują się wystąpić, ich stanowisko nie zostanie zwolnione, bo nominacja jest dożywotnia, co oznacza, że pozostają członkami Akademii aż do śmierci. Sara Danius, sekretarz Nagrody, po prasowych rewelacjach wynajęła firmę detektywistyczną do przeprowadzenia śledztwa, sama jednak nigdy nie spotkała się z Gustavsson twarzą w twarz, co potwierdza w jakiś sposób przekonanie członków Akademii o ich wyższym statusie. Gdy niezależne śledztwo na zlecenie Danius potwierdziło zarzuty, jakie sformułowała Gustavsson, a sama sekretarz przygotowała plan naprawczy, mający na celu wyprowadzenie Akademii z kryzysu, konserwatywni członkowie kapituły zmusili ją do odejścia. Ich zdaniem Akademia nie znalazła się w żadnym kryzysie, a jeśli już, to spowodowała go Danius, wierząc autorce artykułu w podłe zarzuty na temat ich najdroższego kolegi i przyjaciela. Media na świecie zwęszyły drugi skandal – pierwsza kobieta na stanowisku sekretarza w dziejach tej nagrody zostaje usunięta z posady. Jeden z członków Akademii w prasowym artykule nazywa ją „najgorszym sekretarzem od 1789 roku”. Oliwy do ognia dolewa jeszcze fakt, że w akcie solidarności z Danius odchodzi jedna z członkiń Akademii – Sara Stridsberg, a do czynnej pracy powraca Katarina Frostenson (ustąpi dopiero po werdykcie, zmuszona właściwie przez okoliczności, ale wcześniej wynegocjuje dla siebie dożywotnią rentę). 
Część członków Akademii odmówiła przyjęcia zarzutów do wiadomości i nie zgodziła się na podjęcie jakichkolwiek kroków, próbowała także zablokować posiedzenie Akademii w tej sprawie. Ostatecznie pięć osób odeszło z Akademii z powodu postępowania kolegów, uznając takie aroganckie działania za nieprzyzwoite. Stały sekretarz Akademii Szwedzkiej, Anders Olsson, nawet po wyroku sądu apelacyjnego w sprawie Arnaulta, w komunikatach prasowych wciąż podkreślał kompletną obcość dyrektora „Forum" wobec Nagrody, choć wszystkie relacje wyciągnięto już wcześniej na światło dzienne i wiele razy o nich pisano. Na ironię zakrawa fakt, że kobiet, które zgodziły się na opowiedzenie ich historii na łamach prasy, było dokładnie 18 – tyle samo, ile członków Akademii. Poza tą dziwną matematyczną sprawiedliwością widoczny jest tutaj także rodzaj presji: bo Gustavsson rozmawiała z dużo większą grupą kobiet, ale część z nich nie zgodziła się na publiczne wystąpienie, ani nawet na wypowiedzi pod pseudonimem. Jedna z tych ostatnich 18, kilka dni przed publikacją tekstu, wycofała się, a potem ponownie zmieniła zdanie w dzień druku. Takie wahania nie są niczym dziwnym, pokazują raczej rozmiary lęku, niepewność, czy ma sens wychodzić z milczenia, które dusiło wiele z nich przynajmniej od kilku lat.
Sara Danius, sekretarz Akademii, w rozmowie telefonicznej powiedziała Gustavsson, że słyszała od dawna plotki, ale nie sądziła, że sprawa jest tak poważna. To chyba właśnie uderza mnie najbardziej w tej historii – przez lata plotki nie przekładają się bowiem na żadne działania, nikt nie sprawdza, ile w nich jest prawdy, nikt nie zrywa, ani nawet nie ochładza znajomości, nie odbiera Jean-Claude’owi wpływów, które wszak stanowiły dla niego główne narzędzie, to dzięki koligacjom mógł prześladować swe ofiary i pozostawać bezkarnym. Gustavsson tę sprawę właśnie problematyzuje w książce, jaką napisała później, dwa lata po śledztwie – jak to się dzieje, że środowisko milczy, akceptuje postępki godne napiętnowania. Stawia ona tezę dość zaskakującą: po tym, jak pierwszy raz milczymy, stawszy się świadkami przemocy, rodzi się w nas poczucie współuczestnictwa i odczuwamy wstyd z nim związany. A nie reagujemy, bo nauczono nas innych zasad, między innymi tabuizowania wszelkich zachowań seksualnych i niewzbudzania uwagi, gdy nasze ciała są dotykane. Więc kiedy taka sytuacja rozgrywa się na naszych oczach, najczęściej nie potrafimy się zachować, nie wpojono nam w dzieciństwie, że w takich sytuacjach po prostu się krzyczy. Ten mechanizm wyparcia tutaj został oczywiście wzmocniony – pozycją, autorytetem, siecią relacji zawodowych, posiadaną przez Arnaulta władzą. Pytanie, które przywołuję w tytule: „Bo co?”, to właśnie cytat z niego: gdy jedna z jego ofiar domaga się (w miejscu publicznym), by przestał jej dotykać. „Bo co?” – rzuca bezczelnie Arnault, bo wie, że jest bezkarny, że nikomu nie przeszkadza, co robi. I w tym miejscu właśnie ta historia powinna skręcić już na stałe w stronę ofiar: skupić się na ich poczuciu osaczenia, życia w pułapce, albo sieci: ustosunkowany dyrektor artystyczny lubił prześladować kobiety przez długi czas, powracać do tych, które już raz zgwałcił czy wykorzystał. Tych kobiet są setki – ich sprawy nie trafiły przed sąd, ponieważ często nie miały jak udowodnić molestowania. Ale wiele z nich zmieniało zawód, wyjeżdżało ze Sztokholmu, opuszczało krąg literacki skupiony wokół „Forum” i animowany przez francuskiego fotografa. 
Zatem wiele razy do psychicznej traumy kobiet, ich poczucia zranienia, bezwyjściowości, przerażenia własną słabością należy dołożyć jeszcze konieczność rezygnacji z marzeń i ambicji, budowania życia od nowa, albo upartego trwania na stanowisku i kontynuowania kariery, co w przypadku kilku osób sprawiło, że wciąż były narażone na kontakty z Arnaultem. Później jeszcze – już w czasie procesu – obrona domagała się w niektórych przypadkach ujawnienia dokumentacji z leczenia psychiatrycznego ofiar, narażając je na kolejny potworny stres: lęk przed ujawnieniem nazwiska, wydania na pastwę opinii publicznej całego życia prywatnego, dzieci, spraw domowych. I wydaje mi się, że kryzys Akademii Szwedzkiej to oczywista konsekwencja tej fali, że właściwie to słuszna cena, jaką ta instytucja powinna zapłacić za legitymizowanie działań przestępcy i tolerowanie plotek o nim przez 20 lat. To też nauczka dla wszystkich innych środowisk, które wierzą we własną wyjątkowość, elitarność, mają poczucie niemal boskiej pozycji. A tak było dokładnie w Akademii Szwedzkiej. Metaforą jej władzy jest fotel i przywiązanie członków Akademii do niego, ten fotel, na którym zasiada się dożywotnio. Jedna z członkiń Akademii mówi: „Przykro mi to mówić, ale muszę się państwu do czegoś przyznać. Nie uważam – i nigdy nie uważałam – by ten fotel był szczególną świętością. To fotel jak każdy inny. Siedzi się na nim. Wykonuje swoją pracę. Bierze się za nią odpowiedzialność. Inne sprawy są święte – święta jest szwedzka konstytucja, święta jest ochrona kobiet, które były narażone na przemoc seksualną oraz molestowanie. Konstytucja wyznacza społeczeństwu ostateczne granice, ale we wszystkich międzyludzkich relacjach zazwyczaj obowiązują o wiele surowsze reguły”. 
Ostatecznie Arnault został skazany na dwa lata więzienia, bo nie wszystkie kobiety, które rozmawiały z Gustavsson, zdecydowały się później skierować sprawę do sądu. Część z ich zgłoszeń uległa też przedawnieniu, w niektórych przypadkach zaś zabrakło obciążających dowodów (co zresztą potwierdza tezę, że sprawy o molestowanie są najtrudniejsze, bo ich udowodnienie jest praktycznie niemożliwe). Sąd skazał go za dwa gwał...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy