Dołącz do czytelników
Brak wyników

Książka na zakręcie

25 marca 2019

NR 29 (Marzec 2019)

Audi zaprzężone w głodne amstafy

303

W szkole odpowiedź na pytanie „Czego słuchasz?” pozwala od razu na określenie tożsamości.
Tak samo jest w literaturze: za jej pomocą opowiada się często o życiu duchowym bohaterów, ale też o przemianie epok, zmierzchu paradygmatu filozoficznego, nowych czasach.  

Otym pisał przecież Tomasz Mann w Doktorze Faustusie. Obecność muzyki w literaturze nie musi wcale wiązać się ze sztuką wysoką, trudną, wymagającą erudycji, szerokich kompetencji. Tym razem wolę pokazać Państwu inne zjawisko, takie połączenie muzyki i literatury, które z braku lepszego określenia można nazwać przeciwnym do Mannowskiego doktora Faustusa. Nawiązania literackie nie muszą zaś wcale opierać się na relacji afirmatywnej, literatura jest też przecież przestrzenią konfliktu i różnicy. Taką właśnie relację – opartą na zderzeniu perspektywy kobiecej i męskiej – znalazłam w sposobie, w jaki literatura łączy się dzisiaj z hip-hopem.

POLECAMY


Świat bez kobiet

Hip-hop w dalszym ciągu pozostaje światem zdecydowanie zmaskulinizowanym, rządzącym się jasno określonym podziałem ról – on na scenie, ona za kulisami, na backstage’u, może tam na niego poczekać po koncercie. Jeśli ona też występuje na scenie, to raczej w charakterze tła, dekoracji, anonimowej, superkobiecej figury. W powieści Inni ludzie Doroty Masłowskiej i reportażu Lidii OstałowskiejTeraz go zarymuję zderza się zatem kobiecość autorek z maczyzmem ich bohaterów. W świecie nizin społecznych, braku wykształcenia, biedy i bezrobocia kobieta przychodzi z zewnątrz, by o nim opowiedzieć, ale dzięki innej płci oraz odmiennemu pochodzeniu i doświadczeniu widzi więcej, a jej perspektywa okazuje się ciekawsza dla odbiorców z innych środowisk, spoza hip-hopowego undergroundu.


Hip-hopowe wyjście z getta – Ostałowska

Reportaż Lidii Ostałowskiej o Paktofonice, jednym z pierwszych i najważniejszych zespołów hip-hopowych w Polsce, o Magiku – raperze-legendzie, ukazał się w „Gazecie Wyborczej” w 2001 roku, a następnie wszedł do książki zatytułowanej Bolało jeszcze bardziejz 2012 roku. Ostałowska nadała reportażowi tytuł Teraz go zarymuję i w chwili jego powstania słowo „zarymować” kojarzono raczej z czynnością, jakiej dokonywali romantyczni poeci, nie zaś artyści hip-hopowi. Czas ich popularności w głównym nurcie dopiero się rozpoczynał. Tryb dokonany czasownika z tytułu nie występował wtedy w języku polskim, ale też nikt nie pisał, że Mickiewicz coś „zarymował”. Dopiero Kaliber 44, wcześniejsza formacja Magika, wprost sięgnęła po dorobek wieszcza i poprzez drugi człon nazwy – 44 – umieściła rymowanie hip-hopowe w kontekście poezji i w ogóle twórczości literackiej.
 
Zbierając historię Paktofoniki i Magika, Ostałowska łączy dwa wątki: narodzin artysty i konstytuowania się nowej sztuki oraz społeczne obserwacje na temat końca lat 90. Takie zderzenie sztuki i socjologii nie jest w żaden sposób zaskakujące, tutaj jednak ma olbrzymie znaczenie, pokazuje bowiem, jak w zupełnie nieartystycznym otoczeniu bloków z wielkiej płyty wybija się na niepodległość i dochodzi do głosu nowa formacja, jak stawia na scenie pierwsze kroki i przemawia w imieniu młodego pokolenia. Tak jak historie o przełomie lat 60. i 70. roku zahaczają o narodziny rocka, opowiadają zawsze o wpływie festiwalu w Woodstock i Beatlesów na polskich hippisów, tak Ostałowska opowiada o doświadczeniu transformacji przez pryzmat Paktofoniki. Ale mechanizm literacki działa tutaj i w drugą stronę – ten zespół staje się kultowy w dużym stopniu dzięki Ostałowskiej. A autorka, wchodząc z zewnątrz do tego świata, utożsamia początki hip-hopu w Polsce z występami Fokusa, Magika i Rahima. To Fokus, jeden z członków zespołu, wypowiada słowa kluczowe dla całej tej historii: taki rap można robić po polsku. Ostałowska pokazuje też, jak żyje polska prowincja, jak radzą sobie młodzi ludzie z nieuprzywilejowanych warstw społecznych, chłopcy z rodzin, w których nikt nie ma wyższego wykształcenia, a im samym nieustannie grozi bezrobocie. To znaczące, że przed Teraz go zarymuję w jej książce reporterskiej pojawia się reportaż Na Bałutach jeszcze Polska. Teksty te zestawione razem pokazują Polskę B, prowincjonalną, ale nie z marginesu. Bolało jeszcze bardziej próbuje zdiagnozować to, o czym dzisiaj rzadko pamiętamy: że między klasą średnią a szeroko pojętą patologią rozciąga się pas ziemi niczyjej, szara strefa ludzi pracujących, ale niezamożnych. O nich właśnie, a właściwie o ich dzieciach wchodzących w życie pisze Ostałowska w obu reportażach: Na Bałutach jeszcze Polska poświęcony jest Łodzi, Teraz go zarymuję – Śląskowi i chłopcom, którzy po ukończeniu szkoły nie idą na studia, tylko szukają własnej drogi. Pierwszy reportaż opisuje spotkanie kumpli przy rozpalonym pod szkołą ognisku, podczas którego piją piwo i palą trawkę. Nie mają pieniędzy, żeby iść do klubu czy kawiarni, drażni ich pogarda, jaką widzą w spojrzeniach młodzieży z centrum miasta. Ten sam brak perspektyw charakteryzuje młodych ludzi ze śląskich miast, z Mikołowa, Katowic, Wałbrzycha. Ostałowska zbiera te historie jako przedstawicielka zupełnie innego świata, z dystansem, rzeczowo i na chłodno opowiada o tym, co się dzieje z prostymi chłopakami w chwili, gdy zaznają odrobiny sławy. Zupełnie na nią nieprzygotowani, upajają się popularnością, muszą określić granicę między sztuką a komercją, ustalić, na ile mogą się sprzedać, a na ile zachowają niezależność. Wpadają we wszystkie pułapki: alkohol, zabawę, depresję. Reagują wrogością na przyjaciół, podejmują gry ambicjonalne, uwielbienie tłumu najpierw ich zawstydza, potem oszałamia: „Jakbym siedział zamknięty i nagle wszedł w wielki las. To niebezpieczne, bo łatwo można się zmienić. Muzyka nie daje immunitetu. 
To bilet wstępu w chaos i rozgoryczenie”. Ostałowska – kobieta dwa razy starsza od swoich bohaterów, przychodzi z innego świata i buduje ich mit, umacnia tę legendę, która ujawni się z pełną mocą w filmie Leszka Dawida z 2012 roku pt. „Jesteś bogiem”. 


Hip-hopowy język demokratyczny 

Dzisiaj hip-hop w żaden sposób nie jest już kulturą getta, bo od dwudziestu lat wciąga go zarówno główny nurt rynku muzycznego, jak i życie medialne. Szerokie spodnie i wygolone głowy, które w latach 90. stanowiły znak rozpoznawczy chłopaków rymujących swoje pierwsze teksty, bardzo szybko stały się modą całego pokolenia. O takim przywłaszczeniu muzyki, rymu, o wypraniu hip-hopu ze znaczeń, pisała w Pawiu królowej Dorota Masłowska już w 2005 roku, trzy lata po debiutanckiej Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną. W 2018 roku ukazała się jej druga książka odwołująca się do tego samego nurtu muzycznego Inni ludzie. Powieść nazwana przez krytyków „wielkomiejską rap-operą” albo też „musicalem z hip-hopowym librettem” różni się od Pawia królowej właśnie funkcją, jaką autorka przypisuje muzyce. W Pawiu królowej jednym z najważniejszych tematów był mechanizm miażdżenia języków i kultur lokalnych, środowiskowych i regionalnych na papkę języka medialnego. Masłowska pokazywała, jak kultura głównego nurtu, kultura medialna wchłania i absorbuje języki różnych warstw społecznych, grup środowiskowych, ale jednocześnie wyjaławia je ze znaczeń, trywializuje i banalizuje. Język mediów to rodzaj pasożyta, huby narastającej na innych formach wypowiedzi. Pasożyt o tyle groźny, że niszczący języki bazowe, ośmieszający je. Mechanizm dotyczący języka w powieści znajdował odzwierciedlenie także w relacjach między postaciami: każdy z bohaterów, który wchodzi do środowiska artystyczno-medialnego, zamienia się we własną karykaturę, rodzaj celebryty-potworka. Oba te procesy opisywała Masłowska za pomocą języka wzorowanego na dykcji rapowo-hip-hopowej, pokazując, jak ten język niedawnego getta, język wykluczonych artystów zamienia się w bełkot z Sopotu i Opola. 

Tymczasem w Innych ludziach hip-hop pojawia się jako mowa powszechna, a nie język środowisk medialno-artystycznych. Hip-hop wszedł do głównego nurtu, i marzenie bohatera Kamila o tym, by nagrać płytę w 2018 roku, znaczy zupełnie co innego, niż takie same pragnienia bohaterów z Pawia królowej, czyli z roku 2005. Gdy Kamil – chłopak bez wykształcenia, ambicji, bezrobotny utrzymujący się z drobnych napraw i handlu narkotykami – opowiada o nagraniu płyty, chce właśnie pokazać, że ma plany, perspektywy i ambicje. Chce być kimś, a nie tylko dorosłym pamiętającym, że w dzieciństwie matka zabrała mu zestaw Lego, żeby sprzedać importowaną zabawkę koleżankom z pracy. Masłowska portretuje w tej powieści dwie rodziny: bezrobotnego Kamila, jego nastoletnią siostrę Sandrę, która przy włączonym telewizorze odrabia lekcje, i matkę, czasem zalegającą po pijaku na klatce schodowej. Druga rodzina należy do zupełnie innej klasy społecznej: męża Maćka gonią w pracy deadline’y, syn Leonek wymaga przywiezienia i odwiezienia na lekcje i zajęcia dodatkowe, żona i matka, Iwona, pojawia się w pierwszej scenie, gdy kupuje prezerwatywy. Nie chce porzucać męża, bo ich kosztowne mieszkanie oraz wspólne życie to jej projekt, inwestycja, z której nie sposób się uwolnić. Dlatego łyka xanax i nawiązuje romans z Kamilem. Jego numer wpisuje do telefonu pod hasłem „spłuczka”, w obawie przed kontrolą Maćka, co przy okazji pokazuje czytelnikowi, jak traktuje ona relację z mężem. Kamil przyjeżdża na wezwanie, ale po seksie „pożycza” od Iwony pieniądze. 

To prawda, Masłowska znów używa postaci z polskiego marginesu, ludzi bez właściwości, takich jak Kamil, który marzy o nagraniu płyty i kupieniu nowych firmowych butów sportowych, bo te od matki kompletnie już się rozsypują. Ale jednocześnie, i mam wrażenie, że także ostrzej, bardziej na zimno, rysuje karykatury tej wyższej warstwy społecznej, która nie może usprawiedliwiać swojej obojętności, głupoty, nietolerancji, braku empatii, intelektualnej pustoty brakiem wykształcenia czy perspektyw zawodowych. Matce Kamila, postaci wyśmiewanej, bo widzianej z butelką ciociosanu i przygodnym partnerem, w układzie bohaterów odpowiada Maciej, mąż Iwony – ten kupuje dobry samochód, ale ukrywa go przed byłą żoną, nagrywa rozmowę z córką, by mieć dowody w sądzie, bezdomnym oddaje posiłek ze swojej diety pudełkowej, sypia z podwładną, bo dziewczyna lubi jego żarty, i nie ma o nic pretensji jak żona. 

„Hip-hop to dla mnie w tej chwili jedyna forma takiej literatury naturalnej; demokratyczny, dostępny dla każdego sposób orga...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Polonistyka"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy