„Proszę pani, a po co nam te części mowy?” – to pytanie słyszał chyba każdy polonista. Nie dlatego, że uczniowie nie chcą się uczyć. Oni po prostu nie widzą sensu zapamiętywania kolejnych definicji, skoro już po kilku dniach trudno im zastosować je w praktyce. Potrafią wyrecytować, że rzeczownik odpowiada na pytania „kto?”, „co?”, ale mają problem z uzasadnieniem, dlaczego w danym zdaniu wyraz pełni właśnie taką funkcję. Znają definicję przysłówka, lecz nie dostrzegają, jak zmienia on znaczenie wypowiedzi. Wykonują serię powtarzalnych, nużących ćwiczeń: wpisują odpowiednie końcówki w luki na kserokopiach, podkreślają konkretne słowa w tekście falistą lub prostą linią, a na koniec mierzą się z klasyczną stresującą kartkówką. „Kują”, by zaraz zapomnieć.